czwartek, 9 lipca 2015

Od Zoe

Szłam poboczem pogrążona w myślach. I co ja teraz zrobię? Sama w tym wielkim świecie? Gale miał mi go pokazać.. po czym zniknął gdzieś bez pożegnania. Może miał powody by to zrobić? Nie wiem... i może nigdy się nie dowiem. Miałam nadzieje że moi przyjaciele.. i Cole.. ze będzie im teraz lepiej.
Zobaczyłam światła samochodu jadącego w stronę w która szłam. Postanowiłam go zatrzymać. Okazało się że jechała to para staruszków którzy z przyjemnością podrzucą mnie do najbliższego miasteczka.
-Jak masz na imię kochanie?-zapytała babcia.
-Zoe.
-Co robisz w nocy sama?
-Nie wiem... odeszłam z domu.. od przyjaciół.
-Ile masz lat?
-Prawie 19.
-Trochę młoda jesteś jak na takie decyzje. Co teraz zrobisz?
-Nie wiem.
-Biedactwo. Życzę Ci powodzenia.
Po godzinie wysadzili mnie i pojechali do własnego domu. Nie byłam zmęczona a wręcz byłam pełna siły. Wypiłam tej nocy za duźo krwi a miałam ochote na więcej. Jednak nie! Nie mogę!
Poszłam na dworzec. Sprawdziłam rozkład pociągów. Wybrałam ten co jedzie najdalej a był najwcześniej.
Po godzinie jechałam już. Bez biletu, bez nawet jednej podręcznej rzeczy. Telefon też wyrzuciłam po drodze. Tamte życie zostawiłam za sobą zabierając tylko wspomnienia. Wiedziałam że będą mnie szukać jednak nie znajdą mnie... A przynajmniej nie za szybko.
Zasnęłam...

***

Obudził mnie głos oznajmiający że dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam ziewając. Nie za bardzo wiedziała gdzie jestem. Była głodna i to bardzo. Zaczęłam tracić siły. Z tego co zdążyłam się nauczyć.. Ludzkie jedzienie tylko pogarszało głód. Dlatego też poszukałam kolejnego dalekiego pociągu którym dojadę na drugi koniec kraju. A potem za granice... I sama nie wiem co dalej. Może nawet nie dożyje tego... Tak byłoby lepiej.

***

Po paru dniach byłam już dwa państwa dalej. Byłam nielegalnym emigrantem. Zatrzymałam się w tak zwanej biednej dzielnicy. Miałam niewelki dom. Pokój, kuchnie w której był salon i łazienkę. Wszystko to było bardzo malutkie jednak nie przeszkadzało mi to. I tak byłam sama. Nie jadłam więc kuchnia nie była mi potrzebna. Telewizor nie działał więc siedziałam tylko w pokoju i wpatrywałam się w sufit. Głód mnie wykańczał.

Spałam kiedy usłyszałam krzyki i hałas. Wyszłam z domu i zobaczyłam jak jacyś młodzi ludzie napadali na sklepik. Mieli broń. To była prawda co słyszała o takich miejscach. Do takich dzielnic lepiej nie przychodzić. A jak już to zamknąć się w domu, posiadać broń i nie zaczynać z nikim. Ja na szczęście umiałam sama się obronić.
Weszłam do domu zostawiając za sobą zamieszki. Nie iteresowało mnie to wszystko. Ludzie zabijają siebie nawzajem. Byli prawdziwymu potworami.
Położyłam się na łóżku. Włączyłam radio i pogrążyłam się w myślach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz