Źle się działo ostatnimi czasy, Rosi jest jaka jest i z Zoe też jest chyba coś nie tak. Chciałbym móc coś zrobić ale nie wiem co.
Chwile, w których twoje życie ulega zmianie: zawsze będzie przed i po, rozdzielone może pukaniem do drzwi. Mi przerwano rozmyślenia o całej tej sytuacji, siedziałem przy stole z łokciami na nim, podpierając czoło. Najpierw pomyślałem że może to Zoe później ,że któryś z chłopaków. Tak czy owak pewnie by nie pukali tylko weszli. To może być jakiś przyjaciel, sąsiad, świadek Jehowy ostatnio ich tu pełno. Wstałem i poszedłem do korytarza, otworzyłem frontowe drzwi, wpuszczając do środka powiew zimnego powietrza.
To nie był Jehowy, przyjaciel czy sąsiad był to Ruvik.
Miał opuszczoną głowę tak że nie widziałem spod kaptura nawet nosa.
-Czego chcesz ? - spytałem bez lęku w głosie, w końcu on był mną, powinienem go znać jak nikt inny
Po moich słowach zaczął się śmiać, ale nie tak normalnie tylko wieloma głosami odbijającymi się od każdej szafki czy ściany, był to psychopatyczny śmiech w swój sposób hipnotyzujący i bardzo przerażający. Chyba zemdlałem, albo to wszystko to tylko sen, może zasnąłem opierając się o stół.
Teraz stałem w rogu jakiegoś domu, nie mogłem się ruszyć ani odezwać, mogłem zaledwie obracać oczami, Ruvika ze mną nie było.
Wokół prostokątnego, drewnianego stołu umieszczono 6 prostych krzeseł. Na jednym z nich siedział przygarbiony, siwy mężczyzna. W pewnej chwili zaczął rozcierać dłońmi szczupłe, by nie powiedzieć kościste, uda i niezdarnie sięgnął do kostek. Wolno rozprostowywał sztywne członki i powrócił do pierworodnej pozycji.
W sumie dobra sprawa tak ludzi obserwować ale czemu akurat na jakiegoś starego pryka mam patrzeć? Jakby to była jakaś nie brzydka kobieta, nie protestował bym.
-Ruvik ! do kurwy nędzy co ty chcesz ! - wykrzyczałem w myślach ale odpowiedział mi tylko szyderczy śmiech. Wróciłem do obserwowania starca.
Tępo wlepiał wilgotny wzrok w leżącą tuż przy nim szarą kartkę papieru. Wskazującym palcem wykreślił na niej kręgi, ostukiwał ją kciukiem. Wreszcie dziadek pozbył się zabawki zgniatając ją prawą ręką i ciskając ją na pstrokaty, wytarty dywan.
Przyszło mi do głowy to ,że Ruvik chce mi coś w ten sposób pokazać, może jakieś symboliczne znaczenie ? może jakiś niewinny szczegół muszę zauważyć ? Wytężyłem wzrok i umysł do granic.
Starzec niezdarnie wstał od stołu i na obolałych, patykowatych nogach ruszył do przedpokoju. Nie bez trudu nasunął na stopy czarne buty, z wieszaka zdjął wełniany, brązowy płaszcz. Na głowie umieścił futrzaną czapkę z norek. Wyłączył prą. W ciemności stał dobrych kilka minut przed drzwiami na korytarz. Zacisnął dłoń na klamce jakby się na niej wspierał. Potem ponownie nacisnął kontakt. Cofnął się do pokoju. Jego wzrok wędrował po pstrokatej plamie dywanu. Dziadek wydawał mi się dziwnie znajomy, czułem z nim jakąś więź którą zauważyłem dopiero teraz, kim on jest ?
Odnalazł pognieciona przed chwilą kartkę. Podniósł ją i ruszył na środek pokoju. Rozprostował pomięty papier na stole kantem dłoni, po czym z kieszeni wygrzebał zapalniczkę. Umieścił płonący list w popielnicy. Wciągnął w płuca zapach gryzącego dymu, i z uwagą obserwował proces spalania.
Staruszek splunął do ciężkiego, szklanego pojemnika. Wolno, wcierał teraz popiół w kościste palce, tak aż stały się szare, Na jego twarzy malował sie strach.
Czy to jakaś forma magi ? Może jakiś obrzęd religijny ? A może najzwyczajniej tęsknota za osobą która napisała ten list ?
Mężczyzna obrócił się na obcasach i podszedł do przedwojennego radia.
-Ruvik ! Mam dość ! nic nie rozumiem. - strasznie frustrowało mnie to że nie mogę wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
Dziadek jednak nie zamierzał słuchać muzyki. Brudnymi dłońmi pochwycił wypolerowaną obudowę i obrócił odbiornik o 180 stopni.
Zdjął luźno dostawiona tylną ścianę i wyjął z wewnątrz radia owinięty fioletową szmatką przedmiot.
Kiedy rozwinął materiał, na jego dłoni był błyszczący od smaru, czarny pistolet P64.
Hmm... czarodziejem to on chyba nie jest, ktoś kto włada magią lepiej by schował broń.
Staruszek przetarł go szmatką i z wprawą umieścił w wewnętrznej kieszeni płaszcza.
Tym razem zapomniał o wyłączeniu kontaktu. Starannie zamknał drzwi i ruszył do wyjścia.
A ja znów zostałem prze teleportowany jak kukiełka, stałem teraz twarzą w twarz z tym dziadkiem który właśnie wyszedł przed klatkę kamienicy. Zatrzymał się przerażony, i spanikowany, chyba mnie teraz widzi. Nie zdążyłem nic powiedzieć a on już wypowiedział kilka słów dzięki którym obudziłem się uderzając głową o stół w domu gdzie była Rosi. Nadal siedziałem przy stole jadalnym, jakby nigdy nic.
Kim on był ? To musiało coś znaczyć. Na pewno coś złego bo to sprawka Ruvika.
Poszedłem zobaczyć co u Rosi. Była załamana tą całą sytuacją a ja mogłem ja tylko pocieszać.
Siedziała w pokoju na łóżku, skuliła kolana i objęła je dłońmi.
-Jak tam ?
-Rajan ! -powiedziała moje imie trochę bardziej entuzjastycznie niż chciała - nie mogę spać, mam koszmary.
Usiadłem obok i objąłem ją ramieniem.
-Coś wymyślimy, wszystko da się jakoś rozwiązać. Pierwsze co zrobię to naprostuje komuś kości.
-Oj Rajan daj im spokój,
-Jak ty możesz mówić to tak spokojnie ? Należy im się.
-Pokaż troche godność, nie zawracaj sobie nimi głowy.
-Hmf
-Rajan ? Obiecujesz że nic im nie zrobisz ?
-Nie mogę ci tego obiecać.
-Rajan !
-Nie mogę i tyle.
Rosi odsunęła się odemnie i zamarła w ciszy. Nie reagowała na moje zaczepki. Sfrustrowany wyszedłem z pokoju.
Dorwę ich.
Nie minęło 5 min a ja już stałem wprost przed nimi, na ścieżce koło szkoły. Byli przerażeni, nie potrafili nic powiedzieć, całą trójka wyglądała tak jakby miała zaraz wykitować.
-Ostatnie słowo ? - spytałem z powagą godną hrabiów
-Sory Ruvik, nie tak miało to wyglądać - mówiąc nie spojrzeli na mnie ani przez chwilę
-A jak miało to do cholery wyglądać !
-Chcieliśmy tylko, no wiesz zabawić się...
Za pomocą magi poraziłem ich potężną wiązka prądu tak jak oni Rosi i by na pewno umarli albo chociaż zostali kalekami wylałem na nich wodę. Prąd przechodzący po strumieniu przeszywał całe ich plugawe ciała, poszło im na mowę, nawet nie byli w stanie krzyczeć, włosy stanęły im w płomieniach, wszystkie nawet te na nogach. Na ich ciałach powstały wielkie bąble po których na pewno zostaną blizny ale co im zależy ? mają cierpieć !
Gdy się już wyżyłem, zaprzestałem tortur i wróciłem do Rosi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz