-Zoe nie wróci...
-Wiem, Kai. - szepnęłam. - Musisz wrócić tam gdzie byłeś. Usunę Ci pamięć o niej, będzie łatwiej.
-Nie chcę zapomnieć o kimś takim jak ona. Ty byś chciała?
-Nie. Dan zabrał twoje moce?
-Nie.
-Dobrze. To wróć do siebie. Żegnaj.
Zniknął.
Do mnie chwilę później przyszedł Ruvik.
-Odsuń się ode mnie. - szepnęłam nawet na niego nie patrząc.
-Co się stało?
-To co ja zrobiłam. Pomogłam Danowi zrujnować Ministerstwo i Hogwart. Połowa magii nie istnieje.
-Nie wiedziałaś co robisz.
-Wiedziałam. To co, że byłam zahipnotyzowana przez niego...
-Obiję mu mordę, ale najpierw muszę odebrać mu moce. Jak tam trafić?
-Jedynym wejściem jest Bonnie Bennet.
-Gdzie jest?
-Chodź. - wstałam i poszłam przed siebie.
Naciągnęłam rękawy czarnej bluzy na opuszki palców i podeszłam do drewnianego domku w środku lasu. Tu mieszkała Bonnie. Zapukałam trzy razy, powoli i spokojnie. Usłyszałam za drzwiami ''już idę''.
Otworzyła drzwi. Z domu wyleciał piękny zapach przyrządzanego obiadu. Uśmiechnęłam się do niej a ona wpuściła nas do siebie. Spojrzała na Ruvika i uśmiechnęła się do niego. Wiedziała już po co on tu jest.
-Lubię cię. Chcesz zniszczyć tego gnoja... więc cie lubię. - puściła mu oczko. - A więc... co chcesz wiedzieć?
-Jak wejść do więzienia.
-To proste, ale z moją pomocą. Dan, by się bronić, zniszczył Horkruks... więc ja jestem przejściem. Dan chce mnie by się wydostać, mogę dać Ci czas na pokonanie go. To pół godziny. Potem wrócisz tutaj. A on musi być w twoim ciele. Zamienicie się i wrócisz Ty albo on... albo wcale nie wrócicie. Kiedy chcesz zacząć?
-Teraz.
-Och... No dobra. Potrzebuję pomocy kogoś dość silnego. Ja nie mam części swojej mocy bo odebrał mi ją Dan w więzieniu.
-Wystarczy magia żywiołów?
-Ou... No pewnie. To silna moc... może wystarczyć.
-Zaraz będę. - powiedział i zniknął.
Wrócił z blondynką. Wstaliśmy w przejściu.
-Ja mam iść z wami? - spytałam i spojrzałam się na Bonnie a potem na Ruvika.
Wymienili się spojrzeniami.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. Dan wykorzysta Ciebie w jakikolwiek możliwy sposób. - odezwała się Bonnie.
-Chcę iść.
-Dobrze. Ruvik? - spojrzała się na niego Bon.
-Jest ze mną bezpieczna. Idziemy.
Bonnie zaczęła, a ja z Ruvikiem byliśmy już w więzieniu.
-To tu?
-Poprowadzę Cię.
Poszliśmy przez las na cmentarz. Tam siedział, tam mógł korzystać ze swojej mocy.
Gdy tam podeszliśmy było pusto. Byliśmy cicho, Ruvik zawołał go. Zjawił się za mną. Chciał mi chyba coś zrobić, ale za nim pojawił się znikąd... Gerald. Ruvik i ja byliśmy zaskoczeni, trzymał pistolet z kołkiem nasączonym werbeną przy jego głowie. Dan tylko się uśmiechał do Ruvika.
-Co tu robisz? - spytał Ruvik.
-Pomagam Ci.
-Nie zabijecie mnie tak łatwo.
-Tu mogę cię zabić. Boisz się? - zaśmiał się Ruvik.
-Możesz mnie tylko uwięzić. Ale wrócę.
Zjawiła się ta blondynka.
-Macie dwadzieścia minut. W tym zamieszkasz. Prezent od Bonnie.
Wskazała na wielką tytanową jakby... trumnę z łańcuchami. Widziałam małe przerażenie w oczach Dana, rzucił się, wolał chyba być zastrzelonym przez Geralda niż trafić do tego. Co to właściwie jest? Nie wiem. Ważne, że się tego boi.
Nagle zniknął.
-Znajdźcie go! - warknęła zła blondynka.
-Masz tu moc? - spytał Ruvik Geralda.
-Mam. Ty też.
-Jak?
-Bonnie panuje nad tym. Ruszamy.
-Wiem gdzie jest. - szepnęłam. - Szkoła.
Poszliśmy tam.
Minęło piętnaście minut, Dan był tylko wampirem. Nie sądziłam że tak szybko Ruvikowi to zleci. W sumie... Nie wiedzieliśmy czy to Dan czy Ruvik w jego ciele. Wyszedł ktoś będąc Danem, wyglądał jakby pochłaniał resztki mocy.
-Em... Ruvik...? - szepnęłam ostrożnie.
Spojrzał się na mnie.
-Nie wiedziałem, że to będzie tak łatwe. - uśmiechnął się.
-Ruvik?
-Tak, to ja.
-Na pewno? - spytała blondynka.
-Tak.
-Sprawdzę. - szepnęłam podeszłam do niego i dotknęłam jego twarzy patrząc w oczy.
-Co robisz? - spytał Gerald.
-Sprawdzam wspomnienia w jego głowie. To Ruvik. - uśmiechnęłam się.
-Wątpiłaś?
-Dan próbowałby wszystkiego.
-Gdzie jest?
Coś śmignęło obok nas i ruszyło na Ruvika. To był Dan. Ruvik go zatrzymał.
-To było za proste. - uśmiechnął się Ruvik i wpakował go jednym ruchem dłoni do tytanowej trumny.
Słyszeliśmy tylko jego krzyk.
Wróciliśmy do domu gdy trumnę zrzuciliśmy do wody. Wróciliśmy. Bonnie wstała z podłogi i zgasiła świeczki. Poszła do nas i usiedliśmy wszyscy przy stole.
-Będę taki cały czas? - spojrzał na Bonnie. - W tym ciele?
-Tak. Taki będziesz na zawsze.
-A co z tym dawnym Ruvikiem? Tym... złym? Może połączyć się teraz z Danem?
-Nie. - odparł Gerald.
Bonnie spojrzała się na Ruvika.
-Może.
Ruvik spojrzał na nią.
-Jak to? - spytał Rajan.
-Normalnie. Może. Jest teraz uwięziony. Ten zły Ruvik ma dość mocy by współpracować z ciałem Dana. Należało do ciebie, ma z nim więź, Dan może i jest uwięziony ale gdy ten drugi Ruvik znajdzie trumnę... pomoże mu się wydostać potem może robić z tym ciałem co chce. Ty miałeś kontrolę, on nie.
-Nie ma się czym przejmować. - machnął ręką Gerald. - Jest dość silny.
-Racja. Jest. - kiwnęła głową Bonnie.
-Idę się przejść.
Wróciłam do mieszkania mamy. Tam próbując się z nią skontaktować nie było jej. Jakby umarła. Zmartwiłam się, usiadłam na zewnątrz na murku przed domem. Usłyszałam za sobą głos dziewczyny. Odwróciłam się.
-Kim jesteś? - spytałam.
-Jestem sukubem. - mrugnęła do mnie. - Jestem Cara.
-Nie mogę ci chyba zaufać. - mruknęłam patrząc na nią.
-Oj, kochanie, teraz masz tylko mnie.
-Co?
-No co ty? Nie wiesz? Jesteś w ciąży. Oddasz mi dziecko albo pomogę Ci się nim zająć. Chyba nie chcesz, żeby Ruvik miał na głowie problemy.
-Ja? Ciąża? Skąd znasz Ruvika?
-Oj stare dzieje. - zachowała powagę. -Chcę pomóc. Wszyscy uważają że sukub musi być wredny fałszywy i zły. Nie zawsze tak jest... nie w każdych przypadkach. Powiesz Ruvikowi?
-Nie... nie wiem...
-Chodź, zrobimy test. Skoro mi nie wierzysz.
Spojrzałam na nią.
-Chodź.
-Czemu mi chcesz pomóc?
-Pracuję na zbawienie Boskie.
Parsknęłam.
-Widzisz? Nawet mogę cię rozbawić! Ale jesteś pewna, że nie chcesz powiedzieć Ruvikowi?
-Nie. Nie chcę mu narzucać dzieciaka. Wyjadę stąd bez słowa. Pojedziesz ze mną...? Będę czuła się bezpieczniejsza.
-Jasne. Poza tym jestem dla czarodziejów jak blokada. Będzie chciał cię namierzyć? Nie uda mu się to. Chodź. Wsiadaj. Ja kupię test.
-No weź...
-Chodź. Nie marudź.
Weszłyśmy do sklepu. Tam była dziewczyna, około dwudziestu lat, cały sklep był zadymiony i grała głośna metalowa muzyka. Miała różowe krótkie włosy.
-Co podać?
-Test.
-O kurwa... - mruknęła. - Która się wkopała?
-Dawaj test Souxie. - mruknęła Cara.
-Prosz bardz. Tam jest kibelek.
Stały za drzwiami.
-Kurwa! Kurwa! Kurwa! - mówiłam pod nosem.
-I jak?
-Przeklina chyba nie bez powodu. - mruknęła Cara.
Spojrzałam jeszcze raz na test. Słyszałam, jak Cara wyszła. Czeka na zewnątrz.
Wyszłam powoli z łazienki.
-I jak? - spytała Souxie.
Pokazałam jej test a ona syknęła zaciągając się papierosem.
-Chcesz? - proponowała mi papierosa.
Zjawiła się Cara i pacnęła ją w rękę.
-Powaliło cię?! Jest w ciąży kretynko! Co za laska, idziemy. Nie widziałaś nas tu nie pamiętasz naszych twarzy. - zahipnotyzowała ją i usunęła pamięć.
Wyszłyśmy.
Wsiadłam do samochodu.
Płakałam.
-Zniszczyłam sobie życie... Mam osiemnaście lat!
-Spokojnie. Dasz radę.
-Nie dam rady z dzieckiem...
-Dasz radę. Tylko... Ruvik... ten zły Ruvik mógł coś zmienić w dziecku które...
-Co zmienił? - przerażona spojrzałam na nią. - Co wiesz?
-Miałam układy ze złym Ruvikiem. Ale się sypnęło, chciałam naprawić niektóre błędy... Wiem, że gdy miałaś zajść w ciążę to dał twojemu dziecku geny diabła. To znaczy... że nie będzie normalnym dzieckiem. Będzie miał moce, będzie jakby pół martwy pół żywy, nie wiadomo czy będzie miał uczucia w ogóle.
-Po to jesteś ze mną? - spytałam. - Boże, ja nie chcę... ja nie dam rady... - spojrzałam na nią.
-Nikt inny Ci nie uwierzy. Pomogę Ci. Przysięgam. Nikt inny Ci nie pomoże. - pokręciła głową.
-Gdzie jedziemy?
-Jak najdalej stąd. Ruvik nawet nie zauważył że uciekłaś. Nawet jeśli... nie znajdzie Cię zbyt szybko. Masz zaklęcia maskujące. Jedziemy.Ja wiem gdzie. Jesteś bezpieczna. Przysięgam.
Pojechałyśmy.
Kocham Ruvika.
Tak bardzo go kocham... Ale nie mogę zniszczyć mu życia dzieckiem... jeszcze takim dzieckiem. Urodzi się pół martwe pół żywe? Co to w ogóle ma znaczyć? Jestem przerażona, ale ufam Carze.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz