-Trzeba coś zrobić z tym skurwielem, uważa się za pro bosa a tak naprawdę jest o dupę potrzeć, nienawidzę takich typów. - powiedział idąc w moją stronę
-Ja też, wkurwił mnie tym ,że odebrał mi Rosi ale za to jeszcze oberwie, niech sobie bierze to całe ministerstwo ja nawet nie uczęszczałem do tej szkoły ale ona jest moja.
Przeniosłem się razem z Geraldem do domu.
On rzucił się na kanapę i położył nogi na stoliku na kawę, ręce założył za głowę.
-Wiesz co musimy zrobić.
-Nie zrobimy tego.
-Może nie będzie aż tak źle.
W tym momencie pojawił się Ruvik, stanął tajemniczo w kącie i słuchał o czym mówimy.
Wskazałem palcem na niego i dosadnie wytłumaczyłem że nie chcę być takim pierdzielniętym świrem.
-Ja widzę tylko ten sposób na wyjście z sytuacji, połączycie się, przejmiesz jego moce i będzie gitara może twojego charakteru nie ruszy.
-On ocalił swoją duszę przed przejęciem ! wiesz jaką on magią musi dysponować ! na pewno by mnie zniszczył.
Ruvik zaczął się śmiać.
-A ty czego cieszysz japę? Jakbyś był w stanie nam pomóc..
-A może jest ?
Ruvik podszedł do nas i stojąc przedzemną, powiedział.
-Jestem ogniwem, ja stworzyłem magię. - powiedział to tak tajemniczo ,że jego słowa nie do końca do mnie dotarły, skupiłem się bardziej na ich wymowie.
-Chwila bo nie bardzo rozumiem - zerwał się Gerald - jestem tu dzięki tobie ?
Ruvik kiwnął głową
-Dobra mniejsza kim jest. - spojrzałem się na Ruvika - pomożesz nam ?
Zniknął pozostawiając po sobie psychodeliczny śmiech który mógł znaczyć jedynie ,,nie"
-Z niego nie będzie pożytku. - stwierdziłem i oparłem się o ścianę.
-Wiem. A jakby zebrać kilka silnych jednostek magi ? Musiało by się udać.
-Ciężko będzie to ogarnąć.
-Damy radę
Podszedł do mnie i ucieszony wykrzyknął ,,mamy plan !"
Chwilę potem, byliśmy już przy pierwszym celu, zwykła czarodziejka nie mityczne stworzenie ale na żywiołach nikt nie zna się lepiej od niej.Nie było ją ciężko namierzyć, w końcu nie wszędzie tornado rysuje na ziemi małe kotki.

Siedziała jakby nigdy nic na polnej ścieżce i obserwowała jak mała wioska ginie w wielkiej rurze powietrznej.
-Ehm - chrząknąłem by zwrócić jej uwagę ale ona nie zareagowała. Podszedłem bliżej i położyłem dłoń na jej barku. - mogę przeszkodzić
-Już to zrobiłeś
Wstała i otrzepała ubranie, trąba przestała pustoszyć wioskę.
-A wiec o co chodzi ? - spytała wyraźnie przybita
-Potrzebujemy pomocy, trzeba zniszczyć takiego jednego typka. - powiedział Gerald stojący tuż za mna
-Naprawdę ? Potrzebujecie mnie ?
.gif)
-Em, no tak i to bardzo.
-Dobrze to o co chodzi dokładnie ?
-Wyjaśnimy ci wszystko u nas.
Przenieśliśmy się do domu tam rozgościliśmy Carolines. Siedziała na kanapie z Geraldem, piliśmy herbatę. W trakcje tego wszystko jej wytłumaczyliśmy, widziałem zachwyt w jej oczach, chyba dawno nikt się nią nie interesował, czuła się nie potrzebna i odrzucona, widziałem nawet rany po cięciach na dłoniach u niej.
~Te Gerald ona jest w depresji weź no się nią zajmij, przytul ją czy coś, możesz wypróbować nowe ciało - powiedziałem w myślach do Geralda jednocześnie mówiąc Caroli ,że zbieramy taki mały oddział.
~Sie robi - odpowiedział i zaczął ją trochę bajerować
-Dobra ja muszę iść dalej, Gerald zostanie z tobą i ci tam wszystko ,,głębiej" wytłumaczy. - powiedziałem wychodząc z domu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz