Napoiłam sie prosto z żyły jakiegoś młodego chłopaka.
-Byłeś smaczny.-powiedziałam spoglądając na ciało wysuszone z krwi.
-To go chyba nie ucieszyło.-usłyszałam za sobą.
Nie musiałam sie odwracać by wiedzieć kto za mną stoi.
-Oj Martin... A może byś tak sie przywitał najpierw?
-A raczej pożegnał.
-Odchodzisz?-zapytałam patrząc sie na niego z uśmiechem.
Podeszłam bliżej do niego.
Był wieczór jednak nie było jeszcze ciemno. Za budynkiem gdzie byliśmy nikt sienie kręcił. Byłam tylko ja, mój dawny przyjaciel łowca i ciało mojej przystawki.
-Ja nigdzie się nie wybieram a przynajmniej nie tam gdzie ty.
-Kochany to masz złe informacje bo ja nigdzie nie zamierzam sie wybierać. Choć może.. zwiedziłabym świat..
-Tam gdzie cie wyśle nie zwiedzisz za dużo.
-E no Martin.. po starej znajomości wysłałbyś mnie na wakacje gdzieś gdzie jest ciekawie a nie do twojej rodzinnej dziury.
-Twoje wakacje sie przedłużą.. o cała wieczność.
Zaśmiałam się.
Wtedy nagle usłyszałam hałas za sobą. Ktoś zeskoczył z budynku i wylądował za mną .Odwróciłam się i wtedy.. poczułam ból.
Ktoś wbił mi kołek prosto w serce. Złapałam się za kołek jednak nie byłam w stanie go wyciągnąć.. a nawet to by nic nie dało.
-Tak jak mówiłem... żegnaj Zoe. -powiedział Martin patrząc sie na mnie jak osuwam się na nogi.
-Paul posprzątasz. Ja tego nawet nie dotknę.. -powiedział Martin patrząc na mnie z odrazą po czym odszedł.
Dławiłam sie powietrzem. Czułam jak każda żyła we mnie wysycha. To były okropny ból... Byłam zaskoczona. Przecież nic nie mogło mnie zabić dzięki zakręcikowi Dana! Wiec jak oni...
Położyłam sie na ziemi.. Czułam ze to już koniec.. Odetchnęłam ostatni raz po czym... zapadła ciemność.
Umarłam po raz drugi i tym razem ostatni..
(Dziewczyny nie przywracajcie mojej do życia taka mała prośba (= )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz