niedziela, 2 sierpnia 2015

Od Clear

Siedziałam w sali zabaw i oglądałam telewizję. Wiedziałam że i tak tego nie będę pamiętać z wiadomości które oglądałam lecz... tak czułam się bardziej normalna.
Podeszła do mnie pielęgniarka.
-Jak tam?-zapytała.
-Normalne, Jak co dzień.
-Słuchaj mogę ci pomóc. Wczoraj rozmawiałam z tobą. Wiem że tego nie pamiętasz lecz to nie stoi a przeszkodzie. Mam pomysł. Kupiłam kamerę. Będziesz nagrywać każdy dzień. To ci pomoże w pamiętaniu tego co było wcześniej.
-Tak myslisz?-zapytałam z nadzieją.
-Tak. Nie jesteś jedynym takim przypadkiem kiedy osoba po odniesieniu urazu cierpi na niepamięć. Dzis rano dotarłam do pewnej dziewczyny i jej rodziny. Cierpi dokładnie na to samo co ty. Mimo to udało jej się założyć rodzinę. Ma męża i dwoje dzieci. Jest szczęśliwa. To mąż wpadł na pomysł z nagrywaniem każdego dnia a codziennie rano ogląda ona tak jakby zwiastun. Wie kim są osoby z którymi mieszka pod jednym dachem. To jej pomaga. Jak chcesz to możesz jutro się z nimi spotkać.
-Jutro nie będę pamiętać o tej rozmowie.
-Będziesz. Pozwoliłam sobie ją nagrać.
-Tak? To dobrze! Moze dzięki temu mi się uda!
-Na pewno. Wieże w to.


****


Następnego dnia po odsłuchaniu nagrania poszłam wraz z pielęgniarką do parku na terenie szpitala spotkać się z tą dziewczyną i jej mężem.
-Witaj Clear jestem Emma a to jest mój mąż Paul. -powiedziała.
Jej mąż trzymał kamerę. Nagrywał to.
-Jak długo cierpisz na niepamięc?-zapytałam.
-Od 8 lat.
-To nie pocieszajace.
-Ale da się z tym żyć. Nie jest łatwo ale da się.
-Mam nadzieję bo już mam dość. Czasem myślę czy mam w ogóle po co jeszcze żyć.
-Dostałaś od losu szansę. Żyjesz.
-Ale jaka to szansa skoro nie pamiętam nic?
-Trzeba wszędzie dostrzec plusy.
Rozmawiałam z nią i jej męże przez pare godzin. Po tej rozmowie zrozumiałam że jest szansa i że da się tak żyć.
Wieczorem kiedy kładłam się spać miałam dziwne przeczucie że moje życie odmieni się. Było to dobre przeczucie a przynajmniej tak czułam. Zaczęłam się zastanawiać czy gdzieś na świecie są osoby które były mi bliskie. JEdnak nikt mnie nie szukał. To było dziwne. A może jestem sama? Na to wszystko wskazuje. Potrzebowałam bliskości jakiejś osoby. Czułam się samota.


(jak dziwnie jest pisac na lapku... wszak.. ale na kompa mam daleko.. a na lapku moge działac w łóżku xD hahahaha krótkie bo nie mam co dokładnie napisać.. pogubiłam się i chyba straciła mtroche weny)

sobota, 1 sierpnia 2015

Od Rosalie


  Ja i Cara czekałyśmy na samolot do Seattle. Sam będziemy mieszkać, jest daleko od Moutain Falls, gdzie miałam swój drewniany domek w górach, gdzie zniszczyłam Hogwart i gdzie mieszkał ze mną mężczyzna mojego życia. Tak bardzo chciałam być przy nim, ale nikt nic o mojej ciąży nie wie. Ruvik był kimś z kim mogłabym spędzić całe swoje życie. Kocham go bezgranicznie, prawdziwie, uwielbiam być w jego towarzystwie, mogłabym być częścią niego. Ale jest inaczej...
  Cara bawiła się żółtym wiatraczkiem sprzedawanym w sklepiku The One. Podeszłam do niej z uśmiechem i schowałam bilety do torby. 
  -Dobrze się bawisz? - zaśmiałam się.
  Spojrzała na mnie, wyjęła z buzi patyczek od wiatraczka i przyłożyła mi go do brzucha. 
-Ciężarna ma odpoczywać, a nie kupować bilety. Ja o wszystko zadbam. 
-Oczywiście, wierzę ci Cara. 
-Ile my już podróżujemy? - spytała jakby sięgając pamięcią. 
-Z trzy dni. 
-Nie jesteś zmęczona, prawda?
-Nie, no co Ty. Dbasz o mnie bardziej niż ja sama. 
-No, i słusznie. 
  Poszłyśmy na samolot. 
  Oczywiście, że zostawiłam list pożegnalny Ruvikowi. Mam nadzieję, że go zobaczył. Specjalnie posłużyłam się magią i wsadziłam mu liścik do kieszeni jego spodni. Był krótki, wyjaśniłam tylko, że muszę odejść ze swoim kłopotem jak najdalej stąd. Podpisałam się na dole Twoja na zawsze Rosalie i to byłoby na tyle listu. Nic więcej powiedzieć mu nie mogłam. Cara prosiła, bym nikomu nic nie mówiła. Powiedziała, że ma dla mnie niespodziankę. 
  Po dwóch dniach mój brzuch wyglądał jakbym była w ósmym miesiącu ciąży. Martwiło mnie to, Cara mówiła, że to skutek uboczny zaklęcia Złego Ruvika, tak go nazywała. Ja to przejęłam. Mój Ruvik mam nadzieje nie traci czasu na odnalezienie mnie... Choć tak bardzo za nim tęsknie. Miałam jego zdjęcie, Cara o tym wiedziała, ale ostrzega, że to może być wejście do nas. To znaczy, że mój Ruvik, moje ''wszystko'' które kocham ponad życie, może mnie znaleźć. Cara się go obawia, czy coś w tym stylu. Jednak stała się moją przyjaciółką która naprawdę nie ma zamiaru mnie skrzywdzić. 
  Dojechałyśmy do niespodzianki którą przygotowała dla mnie Cara. Jednak nie mogłam sie powstrzymać, kazałam jej wyjawić to, co jest za drzwiami pięknego białego domku na przedmieściach Seattle. Z uśmiechem kazała mi zapukać. 
-Nie bój się, pukaj księżniczko. - pchnęła mnie delikatnie w stronę drzwi. 
  Zapukałam. 
  Cisza.
-Może nie ma nikogo w domu? - spytałam ale przyjaciółka zaśmiała się i kazała czekać. 
  Miałam odchodzić, drzwi otworzyły się. 
  Stała w nich moja mama. Byłam w szoku...
-Ty... Ty żyjesz...? - wycedziłam i spojrzałam na nią. 
-Skarbie... - przytuliła mnie. 
-Cały czas tu mieszkałaś?
-Musiałam utrzymywać to w tajemnicy, że żyję. Musiałam. 
-Mamo... - wtuliłam się w nią. - Cara wiedziała?  Skąd? 
-Jestem czarodziejem, ale i aniołem. Jedną z aniołów. Cara pracuje na to, by być wybawioną. A Ty jesteś kluczem do jej sukcesu.
-Czyli nie chce mi pomóc...? - spojrzałam na przyjaciółkę.
-Chce. Polubiła cię, słonko. Zamieszkasz ze mną?
-Pewnie... a... a Cara?
-Ja nie będę się wpraszać, mamy swój dom niedaleko, prawda Rose? Mieszkaj z mamą, będę odwiedzać... 
  Zniknęła. 
-Co z tym Ruvikiem? - spytała, gdy usiadłam w białym luksusowym, mięciutkim i wygodnym fotelu w przestronnym salonie. 
-Jestem w ciąży... nie chciałam mu narzucać dziecka...
-Skąd wiesz? Może by to zaakceptował...
-Nie wiem... Muszę coś sprawdzić. 
  Poszłam do łazienki i przeniosłam się by znaleźć Ruvika. Stał z Geraldem na lotnisku. Rozmawiali, Gerald chyba go uspokajał. 
-Nie wiesz czemu odeszła. Może tak będzie lepiej. - potrząsnął nim. 
  Ja tylko się uśmiechnęłam, powstrzymując łzy. 
-Kocham Cię, Ruvik. - szepnęłam. 
  Usłyszał to. Nie wiem jak, ale usłyszał.
  No tak, kretynko. Przecież teraz jest najpotężniejszym czarodziejem na kuli ziemskiej. 
  Zniknęłam w sekundę.
  Siedziałam wieczorem w domu, gładząc swój wielki brzuch, w którym było moje dziecko. Nie wiedziałam czy to był chłopiec, czy dziewczynka. Nie chciałam wiedzieć. Pragnęłam, by była to niespodzianka. 
  Przez ten cały czas będąc tu w Seattle, poznałam chłopaka Cary, nazywa się Sam. Jest moim przyjacielem, bliższym niż sama Cara. Jest jak mój brat. Lubiliśmy ze sobą rozmawiać, był mile widziany u mnie w domu. Umiał mnie ogarnąć, umiał pocieszyć, umiał wytrzymać moje zachcianki i fochy na cały świat. Wahania nastroju były dla niego normalnością, Cara cały czas je ma chociaż do ciężarnych nie należy. 
-Kocham Cię mała moja istotko. - szepnęłam do brzucha. 
  Poczułam kopnięcie. 
-Auć... Zobaczymy, czy będziesz taki silny jak... jak... jak tatuś... i czy będziesz do niego podobny... Mam nadzieję, że będziesz... 
  Pukanie do drzwi.
  Mama. 
  Sprawdza, czy żyję.
  Pomachałam jej z uśmiechem.
-Jak tam słonko? - uśmiechnęła się i kucnęła przy mnie.
-Tęsknię za...
-Ruvikiem... ooch... Rosie, musisz to wytrzymać, albo spróbować się z nim skontaktować.
-Chciał mnie znaleźć... ale myślę, że nie chce jeszcze dziecka... ja nie chciałam... 
-Nie zabezpieczaliście się?
-Czarna magia. Moje dziecko po urodzeniu będzie złym dzieckiem... 
-Wiesz... to będą dzieci... 
-Dzieci? Bliźniaki? Skąd wiesz?
-Mam nadzieję, że to będą bliźniaki. - mrugnęła do mnie.
-A ja nie! - parsknęłam śmiechem. 

  Rano do mnie przyszedł Sam. Obudził mnie. 
-Jak ma się piękna królewna?
-Dobrze. - wstałam.
-Mówiłem o dziecku. 
-Ha ha! - zaśmiałam się. - Mam nadzieję, że to będzie chłopiec.
-Serio?
-Taaak! 
-Chcesz mieć to dziecko?
-Pewnie.
-Wyglądasz, jakbyś miała kaca. - zaśmiał się. 
-Aaaaa może mam. - mruknęłam.
-Zabawne śmieszku. 
-Wiem. 
-Śniadanie do łóżka. - wskazał na tacę z jedzeniem na szafce nocnej.
-Nie musiałeś panie najlepszy kamerdynerze. 
-To nie ja. Twoja mama była. Ja bym Ci usługiwał?
-W końcu jesteś chłopakiem sukuba.
-Jest na dobrej drodze, by się zmienić.
-Ja jestem archaniołem, myślę, że sie o to nie obrazi.
-Jesteś ale upadłym, czyli upadłym aniołem. 
-Dobrze to znasz.
-Cara opowiadała mi o tym, tak jak moja mama. 
-Twoja mama dużo mówi.
-Wiele wie. 

  Kilka dni później urodziłam córkę. Nazwałam ją Julie. Pracowałam w sklepie z rzeczami typowymi dla majsterkowicza, taśmy malarskie, kombinezony i kable, sznurki itp. Zajmowałam się swoją córką jak mogłam, Julie była najbardziej kochaną dziewczynką na świecie. 
  Po pracy musiałam ją usypiać. Leżałam z nią właśnie u mnie w pokoju, cudem zasnęła. 
-Chciałaś chłopca.
-To moje dziecko, czy chłopiec czy nie będę kochać tak samo. I tak jest dla mnie całym światem. 
-Pieluchy, płacz, praca, gotowanie... nie za wiele?
-Może czasem to zbyt wiele, mama pomaga czasem i w ogóle, rozumiesz. Jedak wolę liczyć na siebie. Nie chcę by mama robiła większość.
-Przecież twoja mama nie robi nic.
-Tak... o to chodzi. Jak mnie nie ma tylko przejmuje opiekę na pięć minut, potem robi to Cara. 
-Tak, zakochała się chyba w Julie. 
-Uważaj, bo zażyczy sobie dziecko.
-Nie, nie,nie! 
  Zaśmiałam się. 

  Rano miałam wolne. Bawiłam się z Julie i latałam za nią gdy tylko wołała mama. Próbowała wołać mama, to było cudowne uczucie. Nie rozumiałam czemu wszyscy rodzice się zachwycają pierwszym słowem dziecka, ale teraz to rozumiem w zupełności. Moja Julie jest dla mnie najważniejsza. Podałam jej książkę a ona zaczęła ją oglądać.
-A co to jest? - spytałam Julie. 
-Julieee... - szepnęłam jej do ucha a ona się zaśmiała.
-Słodka jest... Sam! Chcę taką drugą Julie! - powiedziała Cara.
-Nie teraz! 
  Zaśmiałam się z Carą.
  Pragnęłam wrócić do Ruvika.
  Czasem chciałam się z nim skontaktować... ale nie mogę. 
  Lepiej dla niego, by nie wiedział, że ma dziecko. Może już się domyśla? Albo przestał mnie szukać, ma kogoś innego... 
  Może to dobrze... zacznie na nowo.
  Beze mnie.
  Kiedyś...
  Kiedyś mu powiem o tym, że ma córkę. 
  Albo nie. 
    Wieczorem zasnęłam z Julie w moim łóżku. Koniec dzisiejszego dnia. Czas na kolejne i kolejne...