niedziela, 2 sierpnia 2015

Od Clear

Siedziałam w sali zabaw i oglądałam telewizję. Wiedziałam że i tak tego nie będę pamiętać z wiadomości które oglądałam lecz... tak czułam się bardziej normalna.
Podeszła do mnie pielęgniarka.
-Jak tam?-zapytała.
-Normalne, Jak co dzień.
-Słuchaj mogę ci pomóc. Wczoraj rozmawiałam z tobą. Wiem że tego nie pamiętasz lecz to nie stoi a przeszkodzie. Mam pomysł. Kupiłam kamerę. Będziesz nagrywać każdy dzień. To ci pomoże w pamiętaniu tego co było wcześniej.
-Tak myslisz?-zapytałam z nadzieją.
-Tak. Nie jesteś jedynym takim przypadkiem kiedy osoba po odniesieniu urazu cierpi na niepamięć. Dzis rano dotarłam do pewnej dziewczyny i jej rodziny. Cierpi dokładnie na to samo co ty. Mimo to udało jej się założyć rodzinę. Ma męża i dwoje dzieci. Jest szczęśliwa. To mąż wpadł na pomysł z nagrywaniem każdego dnia a codziennie rano ogląda ona tak jakby zwiastun. Wie kim są osoby z którymi mieszka pod jednym dachem. To jej pomaga. Jak chcesz to możesz jutro się z nimi spotkać.
-Jutro nie będę pamiętać o tej rozmowie.
-Będziesz. Pozwoliłam sobie ją nagrać.
-Tak? To dobrze! Moze dzięki temu mi się uda!
-Na pewno. Wieże w to.


****


Następnego dnia po odsłuchaniu nagrania poszłam wraz z pielęgniarką do parku na terenie szpitala spotkać się z tą dziewczyną i jej mężem.
-Witaj Clear jestem Emma a to jest mój mąż Paul. -powiedziała.
Jej mąż trzymał kamerę. Nagrywał to.
-Jak długo cierpisz na niepamięc?-zapytałam.
-Od 8 lat.
-To nie pocieszajace.
-Ale da się z tym żyć. Nie jest łatwo ale da się.
-Mam nadzieję bo już mam dość. Czasem myślę czy mam w ogóle po co jeszcze żyć.
-Dostałaś od losu szansę. Żyjesz.
-Ale jaka to szansa skoro nie pamiętam nic?
-Trzeba wszędzie dostrzec plusy.
Rozmawiałam z nią i jej męże przez pare godzin. Po tej rozmowie zrozumiałam że jest szansa i że da się tak żyć.
Wieczorem kiedy kładłam się spać miałam dziwne przeczucie że moje życie odmieni się. Było to dobre przeczucie a przynajmniej tak czułam. Zaczęłam się zastanawiać czy gdzieś na świecie są osoby które były mi bliskie. JEdnak nikt mnie nie szukał. To było dziwne. A może jestem sama? Na to wszystko wskazuje. Potrzebowałam bliskości jakiejś osoby. Czułam się samota.


(jak dziwnie jest pisac na lapku... wszak.. ale na kompa mam daleko.. a na lapku moge działac w łóżku xD hahahaha krótkie bo nie mam co dokładnie napisać.. pogubiłam się i chyba straciła mtroche weny)

sobota, 1 sierpnia 2015

Od Rosalie


  Ja i Cara czekałyśmy na samolot do Seattle. Sam będziemy mieszkać, jest daleko od Moutain Falls, gdzie miałam swój drewniany domek w górach, gdzie zniszczyłam Hogwart i gdzie mieszkał ze mną mężczyzna mojego życia. Tak bardzo chciałam być przy nim, ale nikt nic o mojej ciąży nie wie. Ruvik był kimś z kim mogłabym spędzić całe swoje życie. Kocham go bezgranicznie, prawdziwie, uwielbiam być w jego towarzystwie, mogłabym być częścią niego. Ale jest inaczej...
  Cara bawiła się żółtym wiatraczkiem sprzedawanym w sklepiku The One. Podeszłam do niej z uśmiechem i schowałam bilety do torby. 
  -Dobrze się bawisz? - zaśmiałam się.
  Spojrzała na mnie, wyjęła z buzi patyczek od wiatraczka i przyłożyła mi go do brzucha. 
-Ciężarna ma odpoczywać, a nie kupować bilety. Ja o wszystko zadbam. 
-Oczywiście, wierzę ci Cara. 
-Ile my już podróżujemy? - spytała jakby sięgając pamięcią. 
-Z trzy dni. 
-Nie jesteś zmęczona, prawda?
-Nie, no co Ty. Dbasz o mnie bardziej niż ja sama. 
-No, i słusznie. 
  Poszłyśmy na samolot. 
  Oczywiście, że zostawiłam list pożegnalny Ruvikowi. Mam nadzieję, że go zobaczył. Specjalnie posłużyłam się magią i wsadziłam mu liścik do kieszeni jego spodni. Był krótki, wyjaśniłam tylko, że muszę odejść ze swoim kłopotem jak najdalej stąd. Podpisałam się na dole Twoja na zawsze Rosalie i to byłoby na tyle listu. Nic więcej powiedzieć mu nie mogłam. Cara prosiła, bym nikomu nic nie mówiła. Powiedziała, że ma dla mnie niespodziankę. 
  Po dwóch dniach mój brzuch wyglądał jakbym była w ósmym miesiącu ciąży. Martwiło mnie to, Cara mówiła, że to skutek uboczny zaklęcia Złego Ruvika, tak go nazywała. Ja to przejęłam. Mój Ruvik mam nadzieje nie traci czasu na odnalezienie mnie... Choć tak bardzo za nim tęsknie. Miałam jego zdjęcie, Cara o tym wiedziała, ale ostrzega, że to może być wejście do nas. To znaczy, że mój Ruvik, moje ''wszystko'' które kocham ponad życie, może mnie znaleźć. Cara się go obawia, czy coś w tym stylu. Jednak stała się moją przyjaciółką która naprawdę nie ma zamiaru mnie skrzywdzić. 
  Dojechałyśmy do niespodzianki którą przygotowała dla mnie Cara. Jednak nie mogłam sie powstrzymać, kazałam jej wyjawić to, co jest za drzwiami pięknego białego domku na przedmieściach Seattle. Z uśmiechem kazała mi zapukać. 
-Nie bój się, pukaj księżniczko. - pchnęła mnie delikatnie w stronę drzwi. 
  Zapukałam. 
  Cisza.
-Może nie ma nikogo w domu? - spytałam ale przyjaciółka zaśmiała się i kazała czekać. 
  Miałam odchodzić, drzwi otworzyły się. 
  Stała w nich moja mama. Byłam w szoku...
-Ty... Ty żyjesz...? - wycedziłam i spojrzałam na nią. 
-Skarbie... - przytuliła mnie. 
-Cały czas tu mieszkałaś?
-Musiałam utrzymywać to w tajemnicy, że żyję. Musiałam. 
-Mamo... - wtuliłam się w nią. - Cara wiedziała?  Skąd? 
-Jestem czarodziejem, ale i aniołem. Jedną z aniołów. Cara pracuje na to, by być wybawioną. A Ty jesteś kluczem do jej sukcesu.
-Czyli nie chce mi pomóc...? - spojrzałam na przyjaciółkę.
-Chce. Polubiła cię, słonko. Zamieszkasz ze mną?
-Pewnie... a... a Cara?
-Ja nie będę się wpraszać, mamy swój dom niedaleko, prawda Rose? Mieszkaj z mamą, będę odwiedzać... 
  Zniknęła. 
-Co z tym Ruvikiem? - spytała, gdy usiadłam w białym luksusowym, mięciutkim i wygodnym fotelu w przestronnym salonie. 
-Jestem w ciąży... nie chciałam mu narzucać dziecka...
-Skąd wiesz? Może by to zaakceptował...
-Nie wiem... Muszę coś sprawdzić. 
  Poszłam do łazienki i przeniosłam się by znaleźć Ruvika. Stał z Geraldem na lotnisku. Rozmawiali, Gerald chyba go uspokajał. 
-Nie wiesz czemu odeszła. Może tak będzie lepiej. - potrząsnął nim. 
  Ja tylko się uśmiechnęłam, powstrzymując łzy. 
-Kocham Cię, Ruvik. - szepnęłam. 
  Usłyszał to. Nie wiem jak, ale usłyszał.
  No tak, kretynko. Przecież teraz jest najpotężniejszym czarodziejem na kuli ziemskiej. 
  Zniknęłam w sekundę.
  Siedziałam wieczorem w domu, gładząc swój wielki brzuch, w którym było moje dziecko. Nie wiedziałam czy to był chłopiec, czy dziewczynka. Nie chciałam wiedzieć. Pragnęłam, by była to niespodzianka. 
  Przez ten cały czas będąc tu w Seattle, poznałam chłopaka Cary, nazywa się Sam. Jest moim przyjacielem, bliższym niż sama Cara. Jest jak mój brat. Lubiliśmy ze sobą rozmawiać, był mile widziany u mnie w domu. Umiał mnie ogarnąć, umiał pocieszyć, umiał wytrzymać moje zachcianki i fochy na cały świat. Wahania nastroju były dla niego normalnością, Cara cały czas je ma chociaż do ciężarnych nie należy. 
-Kocham Cię mała moja istotko. - szepnęłam do brzucha. 
  Poczułam kopnięcie. 
-Auć... Zobaczymy, czy będziesz taki silny jak... jak... jak tatuś... i czy będziesz do niego podobny... Mam nadzieję, że będziesz... 
  Pukanie do drzwi.
  Mama. 
  Sprawdza, czy żyję.
  Pomachałam jej z uśmiechem.
-Jak tam słonko? - uśmiechnęła się i kucnęła przy mnie.
-Tęsknię za...
-Ruvikiem... ooch... Rosie, musisz to wytrzymać, albo spróbować się z nim skontaktować.
-Chciał mnie znaleźć... ale myślę, że nie chce jeszcze dziecka... ja nie chciałam... 
-Nie zabezpieczaliście się?
-Czarna magia. Moje dziecko po urodzeniu będzie złym dzieckiem... 
-Wiesz... to będą dzieci... 
-Dzieci? Bliźniaki? Skąd wiesz?
-Mam nadzieję, że to będą bliźniaki. - mrugnęła do mnie.
-A ja nie! - parsknęłam śmiechem. 

  Rano do mnie przyszedł Sam. Obudził mnie. 
-Jak ma się piękna królewna?
-Dobrze. - wstałam.
-Mówiłem o dziecku. 
-Ha ha! - zaśmiałam się. - Mam nadzieję, że to będzie chłopiec.
-Serio?
-Taaak! 
-Chcesz mieć to dziecko?
-Pewnie.
-Wyglądasz, jakbyś miała kaca. - zaśmiał się. 
-Aaaaa może mam. - mruknęłam.
-Zabawne śmieszku. 
-Wiem. 
-Śniadanie do łóżka. - wskazał na tacę z jedzeniem na szafce nocnej.
-Nie musiałeś panie najlepszy kamerdynerze. 
-To nie ja. Twoja mama była. Ja bym Ci usługiwał?
-W końcu jesteś chłopakiem sukuba.
-Jest na dobrej drodze, by się zmienić.
-Ja jestem archaniołem, myślę, że sie o to nie obrazi.
-Jesteś ale upadłym, czyli upadłym aniołem. 
-Dobrze to znasz.
-Cara opowiadała mi o tym, tak jak moja mama. 
-Twoja mama dużo mówi.
-Wiele wie. 

  Kilka dni później urodziłam córkę. Nazwałam ją Julie. Pracowałam w sklepie z rzeczami typowymi dla majsterkowicza, taśmy malarskie, kombinezony i kable, sznurki itp. Zajmowałam się swoją córką jak mogłam, Julie była najbardziej kochaną dziewczynką na świecie. 
  Po pracy musiałam ją usypiać. Leżałam z nią właśnie u mnie w pokoju, cudem zasnęła. 
-Chciałaś chłopca.
-To moje dziecko, czy chłopiec czy nie będę kochać tak samo. I tak jest dla mnie całym światem. 
-Pieluchy, płacz, praca, gotowanie... nie za wiele?
-Może czasem to zbyt wiele, mama pomaga czasem i w ogóle, rozumiesz. Jedak wolę liczyć na siebie. Nie chcę by mama robiła większość.
-Przecież twoja mama nie robi nic.
-Tak... o to chodzi. Jak mnie nie ma tylko przejmuje opiekę na pięć minut, potem robi to Cara. 
-Tak, zakochała się chyba w Julie. 
-Uważaj, bo zażyczy sobie dziecko.
-Nie, nie,nie! 
  Zaśmiałam się. 

  Rano miałam wolne. Bawiłam się z Julie i latałam za nią gdy tylko wołała mama. Próbowała wołać mama, to było cudowne uczucie. Nie rozumiałam czemu wszyscy rodzice się zachwycają pierwszym słowem dziecka, ale teraz to rozumiem w zupełności. Moja Julie jest dla mnie najważniejsza. Podałam jej książkę a ona zaczęła ją oglądać.
-A co to jest? - spytałam Julie. 
-Julieee... - szepnęłam jej do ucha a ona się zaśmiała.
-Słodka jest... Sam! Chcę taką drugą Julie! - powiedziała Cara.
-Nie teraz! 
  Zaśmiałam się z Carą.
  Pragnęłam wrócić do Ruvika.
  Czasem chciałam się z nim skontaktować... ale nie mogę. 
  Lepiej dla niego, by nie wiedział, że ma dziecko. Może już się domyśla? Albo przestał mnie szukać, ma kogoś innego... 
  Może to dobrze... zacznie na nowo.
  Beze mnie.
  Kiedyś...
  Kiedyś mu powiem o tym, że ma córkę. 
  Albo nie. 
    Wieczorem zasnęłam z Julie w moim łóżku. Koniec dzisiejszego dnia. Czas na kolejne i kolejne... 

czwartek, 30 lipca 2015

Od Rosalie

  Siedziałam z Kai'em pod ruinami Hogwartu. Byłam na siebie zła. Kai tylko patrzył na mnie i westchnął. 
-Zoe nie wróci... 
-Wiem, Kai. - szepnęłam. - Musisz wrócić tam gdzie byłeś. Usunę Ci pamięć o niej, będzie łatwiej. 
-Nie chcę zapomnieć o kimś takim jak ona. Ty byś chciała? 
-Nie. Dan zabrał twoje moce?
-Nie. 
-Dobrze. To wróć do siebie. Żegnaj. 
  Zniknął.
  Do mnie chwilę później przyszedł Ruvik. 
-Odsuń się ode mnie. - szepnęłam nawet na niego nie patrząc. 
-Co się stało?
-To co ja zrobiłam. Pomogłam Danowi zrujnować Ministerstwo i Hogwart. Połowa magii nie istnieje. 
-Nie wiedziałaś co robisz. 
-Wiedziałam. To co, że byłam zahipnotyzowana przez niego... 
-Obiję mu mordę, ale najpierw muszę odebrać mu moce. Jak tam trafić?
-Jedynym wejściem jest Bonnie Bennet. 
-Gdzie jest? 
-Chodź. - wstałam i poszłam przed siebie.
  Naciągnęłam rękawy czarnej bluzy na opuszki palców i podeszłam do drewnianego domku w środku lasu. Tu mieszkała Bonnie. Zapukałam trzy razy, powoli i spokojnie. Usłyszałam za drzwiami ''już idę''. 
  Otworzyła drzwi. Z domu wyleciał piękny zapach przyrządzanego obiadu. Uśmiechnęłam się do niej a ona wpuściła nas do siebie. Spojrzała na Ruvika i uśmiechnęła się do niego. Wiedziała już po co on tu jest. 
-Lubię cię. Chcesz zniszczyć tego gnoja... więc cie lubię. - puściła mu oczko. - A więc... co chcesz wiedzieć?
-Jak wejść do więzienia. 
-To proste, ale z moją pomocą. Dan, by się bronić, zniszczył Horkruks... więc ja jestem przejściem. Dan chce mnie by się wydostać, mogę dać Ci czas na pokonanie go. To pół godziny. Potem wrócisz tutaj. A on musi być w twoim ciele. Zamienicie się i wrócisz Ty albo on... albo wcale nie wrócicie. Kiedy chcesz zacząć?
-Teraz. 
-Och... No dobra. Potrzebuję pomocy kogoś dość silnego. Ja nie mam części swojej mocy bo odebrał mi ją Dan w więzieniu. 
-Wystarczy magia żywiołów?
-Ou... No pewnie. To silna moc... może wystarczyć. 
-Zaraz będę. - powiedział i zniknął.
  Wrócił z blondynką. Wstaliśmy w przejściu.
-Ja mam iść z wami? - spytałam i spojrzałam się na Bonnie a potem na Ruvika. 
  Wymienili się spojrzeniami. 
-Nie wiem czy to dobry pomysł. Dan wykorzysta Ciebie w jakikolwiek możliwy sposób. - odezwała się Bonnie. 
-Chcę iść. 
-Dobrze. Ruvik? - spojrzała się na niego Bon. 
-Jest ze mną bezpieczna. Idziemy. 
  Bonnie zaczęła, a ja z Ruvikiem byliśmy już w więzieniu. 
-To tu?
-Poprowadzę Cię.
  Poszliśmy przez las na cmentarz. Tam siedział, tam mógł korzystać ze swojej mocy. 
  Gdy tam podeszliśmy było pusto. Byliśmy cicho, Ruvik zawołał go. Zjawił się za mną. Chciał mi chyba coś zrobić, ale za nim pojawił się znikąd... Gerald. Ruvik i ja byliśmy zaskoczeni, trzymał pistolet z kołkiem nasączonym werbeną przy jego głowie. Dan tylko się uśmiechał do Ruvika. 
-Co tu robisz? - spytał Ruvik.
-Pomagam Ci. 
-Nie zabijecie mnie tak łatwo. 
-Tu mogę cię zabić. Boisz się? - zaśmiał się Ruvik. 
-Możesz mnie tylko uwięzić. Ale wrócę. 
  Zjawiła się ta blondynka. 
-Macie dwadzieścia minut. W tym zamieszkasz. Prezent od Bonnie. 
  Wskazała na wielką tytanową jakby... trumnę z łańcuchami. Widziałam małe przerażenie w oczach Dana, rzucił się, wolał chyba być zastrzelonym przez Geralda niż trafić do tego. Co to właściwie jest? Nie wiem. Ważne, że się tego boi. 
  Nagle zniknął.
-Znajdźcie go! - warknęła zła blondynka. 
-Masz tu moc? - spytał Ruvik Geralda. 
-Mam. Ty też. 
-Jak?
-Bonnie panuje nad tym. Ruszamy. 
-Wiem gdzie jest. - szepnęłam. - Szkoła. 
  Poszliśmy tam. 
  Minęło piętnaście minut, Dan był tylko wampirem. Nie sądziłam że tak szybko Ruvikowi to zleci. W sumie... Nie wiedzieliśmy czy to Dan czy Ruvik w jego ciele. Wyszedł ktoś będąc Danem, wyglądał jakby pochłaniał resztki mocy. 
-Em... Ruvik...? - szepnęłam ostrożnie. 
  Spojrzał się na mnie. 
-Nie wiedziałem, że to będzie tak łatwe. - uśmiechnął się. 
-Ruvik? 
-Tak, to ja. 
-Na pewno? - spytała blondynka. 
-Tak. 
-Sprawdzę. - szepnęłam podeszłam do niego i dotknęłam jego twarzy patrząc w oczy.
-Co robisz? - spytał Gerald. 
-Sprawdzam wspomnienia w jego głowie. To Ruvik. - uśmiechnęłam się. 
-Wątpiłaś?
-Dan próbowałby wszystkiego.
-Gdzie jest? 
  Coś śmignęło obok nas i ruszyło na Ruvika. To był Dan. Ruvik go zatrzymał. 
-To było za proste. - uśmiechnął się Ruvik i wpakował go jednym ruchem dłoni do tytanowej trumny. 
  Słyszeliśmy tylko jego krzyk. 
  Wróciliśmy do domu gdy trumnę zrzuciliśmy do wody. Wróciliśmy. Bonnie wstała z podłogi i zgasiła świeczki. Poszła do nas i usiedliśmy wszyscy przy stole. 
-Będę taki cały czas? - spojrzał na Bonnie. - W tym ciele? 
-Tak. Taki będziesz na zawsze. 
-A co z tym dawnym Ruvikiem? Tym... złym? Może połączyć się teraz z Danem?
-Nie. - odparł Gerald. 
  Bonnie spojrzała się na Ruvika. 
-Może. 
  Ruvik spojrzał na nią. 
-Jak to? - spytał Rajan. 
-Normalnie. Może. Jest teraz uwięziony. Ten zły Ruvik ma dość mocy by współpracować z ciałem Dana. Należało do ciebie, ma z nim więź, Dan może i jest uwięziony ale gdy ten drugi Ruvik znajdzie trumnę... pomoże mu się wydostać potem może robić z tym ciałem co chce. Ty miałeś kontrolę, on nie. 
-Nie ma się czym przejmować. - machnął ręką Gerald. - Jest dość silny. 
-Racja. Jest. - kiwnęła głową Bonnie. 
-Idę się przejść. 

  Wróciłam do mieszkania mamy. Tam próbując się z nią skontaktować nie było jej. Jakby umarła. Zmartwiłam się, usiadłam na zewnątrz na murku przed domem. Usłyszałam za sobą głos dziewczyny. Odwróciłam się.
-Kim jesteś? - spytałam.
-Jestem sukubem. - mrugnęła do mnie. - Jestem Cara. 
-Nie mogę ci chyba zaufać. - mruknęłam patrząc na nią. 
-Oj, kochanie, teraz masz tylko mnie. 
-Co?
-No co ty? Nie wiesz? Jesteś w ciąży. Oddasz mi dziecko albo pomogę Ci się nim zająć. Chyba nie chcesz, żeby Ruvik miał na głowie problemy.
-Ja? Ciąża? Skąd znasz Ruvika?
-Oj stare dzieje. - zachowała powagę. -Chcę pomóc. Wszyscy uważają że sukub musi być wredny fałszywy i zły. Nie zawsze tak jest... nie w każdych przypadkach. Powiesz Ruvikowi?
-Nie... nie wiem...
-Chodź, zrobimy test. Skoro mi nie wierzysz. 
  Spojrzałam na nią. 
-Chodź. 
-Czemu mi chcesz pomóc?
-Pracuję na zbawienie Boskie. 
  Parsknęłam. 
-Widzisz? Nawet mogę cię rozbawić! Ale jesteś pewna, że nie chcesz powiedzieć Ruvikowi?
-Nie. Nie chcę mu narzucać dzieciaka. Wyjadę stąd bez słowa. Pojedziesz ze mną...? Będę czuła się bezpieczniejsza. 
-Jasne. Poza tym jestem dla czarodziejów jak blokada. Będzie chciał cię namierzyć? Nie uda mu się to. Chodź. Wsiadaj. Ja kupię test. 
-No weź...
-Chodź. Nie marudź. 
  Weszłyśmy do sklepu. Tam była dziewczyna, około dwudziestu lat, cały sklep był zadymiony i grała głośna metalowa muzyka. Miała różowe krótkie włosy. 
-Co podać? 
-Test.
-O kurwa... - mruknęła. - Która się wkopała?
-Dawaj test Souxie. - mruknęła Cara. 
-Prosz bardz. Tam jest kibelek. 
  Stały za drzwiami. 
-Kurwa! Kurwa! Kurwa! - mówiłam pod nosem. 
-I jak?
-Przeklina chyba nie bez powodu. - mruknęła Cara. 
  Spojrzałam jeszcze raz na test. Słyszałam, jak Cara wyszła. Czeka na zewnątrz. 
  Wyszłam powoli z łazienki. 
-I jak? - spytała Souxie.
  Pokazałam jej test a ona syknęła zaciągając się papierosem.
-Chcesz? - proponowała mi papierosa.
  Zjawiła się Cara i pacnęła ją w rękę.
-Powaliło cię?! Jest w ciąży kretynko! Co za laska, idziemy. Nie widziałaś nas tu nie pamiętasz naszych twarzy. - zahipnotyzowała ją i usunęła pamięć. 
  Wyszłyśmy. 
  Wsiadłam do samochodu. 
  Płakałam.
-Zniszczyłam sobie życie... Mam osiemnaście lat! 
-Spokojnie. Dasz radę. 
-Nie dam rady z dzieckiem... 
-Dasz radę. Tylko... Ruvik... ten zły Ruvik mógł coś zmienić w dziecku które...
-Co zmienił? - przerażona spojrzałam na nią. - Co wiesz?
-Miałam układy ze złym Ruvikiem. Ale się sypnęło, chciałam naprawić niektóre błędy... Wiem, że gdy miałaś zajść w ciążę to dał twojemu dziecku geny diabła. To znaczy... że nie będzie normalnym dzieckiem. Będzie miał moce, będzie jakby pół martwy pół żywy, nie wiadomo czy będzie miał uczucia w ogóle. 
-Po to jesteś ze mną? - spytałam. - Boże, ja nie chcę... ja nie dam rady... - spojrzałam na nią. 
-Nikt inny Ci nie uwierzy. Pomogę Ci. Przysięgam. Nikt inny Ci nie pomoże. - pokręciła głową. 
-Gdzie jedziemy?
-Jak najdalej stąd. Ruvik nawet nie zauważył że uciekłaś. Nawet jeśli... nie znajdzie Cię zbyt szybko. Masz zaklęcia maskujące. Jedziemy.Ja wiem gdzie. Jesteś bezpieczna. Przysięgam. 
  Pojechałyśmy. 
  Kocham Ruvika. 
  Tak bardzo go kocham... Ale nie mogę zniszczyć mu życia dzieckiem... jeszcze takim dzieckiem. Urodzi się pół martwe pół żywe? Co to w ogóle ma znaczyć? Jestem przerażona, ale ufam Carze. 

wtorek, 28 lipca 2015

Od Ruvika

-Gerald męczy mnie to całe uganianie się za tym kolesiem, jeśli jest w więzieniu to już nie wróci no nie ? - podniosłem kubek kawy i oparłem się o blat kuchenny
-Nie wiem, może i wróci.
-Od pewnego czasu nie wiem czego chce, nie wiem czy chce być po tej dobrej stronie.
-Tamten Ruvik coś ci miesza w głowie ?
Przemyślałem to co mu powiedziałem, i stwierdziłem ,że nie musi wszystkiego wiedzieć, pozbędę się Dana zyskując jego moce, a co z nimi zrobię to już inna sprawa. W sumie sam nie wiem jestem trochę zmieszany.
-Tak chyba on, muszę się przejść. - odłorzyłem kubek i wyszedłem z domu.
Przeniosłem się do Laury ta dziewczynka jakoś mnie uspokajała. Jak zawsze, była z wilkiem. Bujała się na drewnianej huśtawce wiszącej na gałęzi drzewa. Spojrzałem się na nią a ona przytaknęła, wtedy usiadłem przy pniu.
-Widziałem tego sukuba co was zamienił.
-Nie zabiłeś go - powiedziała z rozczarowaniem
-Jeśli ją zabije zginiecie i wy.
Laura zeszła z huśtawki i przechodząc koło mnie pogłaskała mój policzek kciukiem
-Wiem - powiedziała i usiadła przy drugim drzewie wtulając się w wilka. - gdy umrzemy będziemy razem, jak kiedyś.
-Skąd ta pewność ?
-Po prostu to czuje
-To czemu się sami nie zabiliście, już tyle czasu minęło.
-Samobójstwo oznacza piekło a my tylko w niebie będziemy razem.
-Może nie będzie trzeba umierać, niedługo będę władał taką mocą która was odmieni.
-Rajan, liczymy na ciebie.
Wstałem i bez słowa poszedłem dalej w las. Nie chcę aby oni umierali, to takie nie fer, nic przecież nie zrobili. Eh.. ja już nie daje rady, mam mętlik w głowie, jakbym był na coś chory, moja psychika jest na granicy, tu trzeba walczyć a ja choruje, wszystko jest przeciwko mnie. Chyba najlepszym rozwiązaniem była by śmierć, ale ja nie jestem tchórzem nie uciekam od problemów, zwalczam je.
Jestem sam, ale nie sam dla siebie tylko sam dla innych, ja jestem w stanie pomóc im wszystkim, ale chciałbym chodź na chwilę odpocząć, oczyścić umysł, myśleć normalnie i nie czuć bólu, przez swój stan chyba... chyba odtrącam innych, nie potrafię z nikim rozmawiać, to co powiem jest jak rzucanie słów na wiatr, zaraz zapominam co chciałem tymi słowami osiągnąć, dobrze ,że nikt tego nie widzi. Każdy mówi ,że jestem normalny i ,że wszystko jest ze mną ok, i lepiej aby nikt się nie mieszał w to, już tak długo ciągnę to sam, jeszcze trochę i może wyzdrowieje.
Swoją drogą, dawno nie widziałem Mary, nie żebym narzekał ale to trochę dziwne.
~Ruvik ! - przywołałem telepatycznie ale nie pojawił się od razu, dopiero po jakieś chwili. ~ Przeszkadzam ? To dobrze. Co jest z Mary ?
~Nie będzie cię niepokoić - po tych słowach zniknął i na kolejne moje przywołania nie reagował, trudno czas chyba wracać do domu, może zastane tam Rosi.

niedziela, 26 lipca 2015

Od Clear

Chyba każdy zna to uczucie kiedy budzi się, otwiera oczy i pierwsze co przychodzi mu do głowy to gdzie jest a dopiero potem uświadamia sobie że przecież został na noc u kolegi, koleżanki czy u kogoś z rodziny. Jednak inaczej jest kiedy po otwarciu oczu nie wiesz gdzie jesteś oraz co gorsza nie wiesz kim jesteś i nie ważne jak bardzo chcesz nie możesz sobie nic przypomnieć. Jesteś niczym czysta kartka porwana przez wiatr, oddzielona od innych kartek. Nie wiesz co robić, komu ufać.
Niestety dane było mi to przeżyć...
Usiadłam na boku niewygodnego szpitalnego łóżka. Złapałam głęboki oddech tak jakbym wcześniej nie oddychała. Spojrzałam na dłonie.
Kim ja jestem? Gdzie ja jestem? Co ja tu robie?
Wstałam i podeszłam do okna. Były w nim kraty. Poczułam się troche jak w więzieniu. Przed budynkiem w którym byłam nie zobaczyłam ani jednej żywej duszy mimo iż pogoda była nawet ładna. Czy ktoś mi odpowie na moje pytania? Czy znajdę odpowiedzi?
Mimo tego wszystkiego czułam wewnętrzny spokój. Byłam bardzo opanowana tak jakby to wszystko nie było dla mnie nowością. Podeszłam do łóżka i spojrzałam na plakietkę z nadzieją że znajdę tam odpowiedź chociaż na jedno z pytań wtedy było by łatwiej.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Clear śpisz?
Nie wiedziałam do jakiej kobiety należal ten głos jednak wydawał się on miły. Czy to ja byłam Clear? Co to w ogóle za imie?
-Nie.-odparłam poczym drzwi się uchyliły.
-Głodna? Przynioslam Ci śniadanie. Jak się czujesz?
-Emmm dobrze.
-Jestem Kate. Jestem pielęgniarką.
-Gdzie ja jestem?
-W bezpiecznym miejscu gdzie trafiają ludzie którzy potrzebują pomocy.
-Kim jestem? I dlaczego potrzebuje pomocy? Dlaczego nic nie pamiętam?
-Sami nie wiemy kim jesteś jednak daliśmy Ci na imię Clear co w łacinie oznacza "Czysta". Na resztę pyta znajdziesz odpowiedzi w tej teczce. -podała mi ją.-Smacznego. Wrócę niebawem.
Wyszła a ja zostałam sama z teczką w której miały być odpowiedzi na moje pytania. Usiadłam na łóżku trzymając ją w rękach. Wahałam się. Bałam się tego co tam było choć sama nie wiedziałam dlaczego.
Otworzyłam ją. Zobaczyłam zdjęcia oraz kartki całe zapisane jakimiś wnioskami, obserwacjami i badaniami.
Zaczęłam czytać.
"Dane nieznane. Wiek nieznany. Rodzina nieznana.
Wykryto- niepamięć wsteczna, niepamięć następcza...."
Czytając dalej dowiedziałam się że znaleziono mnie prawie martwą w dołach starej kopalni piaskowca. Przez uszkodzenie głowy które było dokonane ciosem tępym narzędziem cierpię na niepamięć. Z tego co się dowiedziałam także to to iż zapamiętuje tylko jeden dzień. Czas od pobudni do uśmięcia. Po kolejnej pobudce nie pamiętam poprzedniego dnia.
Kiecy zobaczyłam na datę znalezienia mnie byłam zaskoczona. Było to miesiąc temu odkąd zrobiono najnowsze badania i które były w tej teczce. Ile ja już choruje? Ile to wszystko trwa? Skończy się kiedyś? Wyzdrowieje? Czy każdy mój dzień tak wygląda? Ja nie chce!!!

środa, 22 lipca 2015

Od Zoe

Dziś nie byłam w bazie. Nic nikomu nie mówiąc wyszłam sie przespacerować, zapolować. Szłam pewna siebie ulicami miasta szukając smacznego kąska. I taki właśnie znalazłam.
Napoiłam sie prosto z żyły jakiegoś młodego chłopaka.
-Byłeś smaczny.-powiedziałam spoglądając na ciało wysuszone z krwi.
-To go chyba nie ucieszyło.-usłyszałam za sobą.
Nie musiałam sie odwracać by wiedzieć kto za mną stoi.
-Oj Martin... A może byś tak sie przywitał najpierw?
-A raczej pożegnał.
-Odchodzisz?-zapytałam patrząc sie na niego z uśmiechem.
Podeszłam bliżej do niego.
Był wieczór jednak nie było jeszcze ciemno. Za budynkiem gdzie byliśmy nikt sienie kręcił. Byłam tylko ja, mój dawny przyjaciel łowca i ciało mojej przystawki.
-Ja nigdzie się nie wybieram a przynajmniej nie tam gdzie ty.
-Kochany to masz złe informacje bo ja nigdzie nie zamierzam sie wybierać. Choć może.. zwiedziłabym świat..
-Tam gdzie cie wyśle nie zwiedzisz za dużo.
-E no Martin.. po starej znajomości wysłałbyś mnie na wakacje gdzieś gdzie jest ciekawie a nie do twojej rodzinnej dziury.
-Twoje wakacje sie przedłużą.. o cała wieczność.
Zaśmiałam się.
Wtedy nagle usłyszałam hałas za sobą. Ktoś zeskoczył z budynku i wylądował za mną .Odwróciłam się i wtedy.. poczułam ból.



Ktoś wbił mi kołek prosto w serce. Złapałam się za kołek jednak nie byłam w stanie go wyciągnąć.. a nawet to by nic nie dało.
-Tak jak mówiłem... żegnaj Zoe. -powiedział Martin patrząc sie na mnie jak osuwam się na nogi.
-Paul posprzątasz. Ja tego nawet nie dotknę.. -powiedział Martin patrząc na mnie z odrazą po czym odszedł.
Dławiłam sie powietrzem. Czułam jak każda żyła we mnie wysycha. To były okropny ból... Byłam zaskoczona. Przecież nic nie mogło mnie zabić dzięki zakręcikowi Dana! Wiec jak oni...
Położyłam sie na ziemi.. Czułam ze to już koniec.. Odetchnęłam ostatni raz po czym... zapadła ciemność.
Umarłam po raz drugi i tym razem ostatni..

(Dziewczyny nie przywracajcie mojej do życia taka mała prośba (=   )

Od Rosalie

  Chciałam się stąd wydostać! Nie miałam ochoty tu siedzieć, gdy wojna się zbliża. Musiałam dokopać Ruvikowi za to, że zabił moich rodziców. Musiałam się zemścić. Musiałam. Za moją mamę... 
  Byliśmy tu już tydzień, sprawy w realnym życiu miały się dobrze, jak mówił Dan. Zoe radziła sobie dobrze, miałam wielu pomocników którzy byli na jej zawołanie. Na razie nie zapowiadało się, że mielibyśmy stąd uciec. 
  Bonnie zachowywała się dziwnie. Była zadowolona, że Dan cierpi. Nie lubił tu być, nienawidził tego miejsca. Szkoda mi go było. Dan jest osobą, która nienawidzi bliskości innych osób. Dla wszystkich jest wredny, lepiej z nim nie zadzierać. Potrafi zniszczyć życie każdemu. Jednak teraz oboje byliśmy w potrzasku. 
-Wyjdziemy stąd? - spytałam zmartwiona. - Zimno tutaj..
-Bo jest zima. - warknął Kai. 
-Co ty nie powiesz?! - wybuchnęłam. 
  Bonnie tylko słuchała z uśmiechem jak się kłócimy. 
-Wyjdziemy stąd, prawda? - spytałam Dana.
  On jednak spojrzał się na mnie. 
-Dan...? - szepnęłam przerażona.
-Nie... nie wiem... nie wiem czemu nie mogę użyć tu magii...
-Bo jestem wiedźmą? - odezwała się Bonnie - Jeśli wiedźma trafi do więzienia magia znika. 
-Pieprzysz.
-Ja też jej nie mam. Mam tylko swoją. 
-Ty... - Dan wstał ale uspokoiłam go. 
-Nic nam to nie da. Musimy wymyślić coś żeby się wydostać.
-Nie uwolnię Dana. - powiedziała Bon - Nie pozwolę, żeby ta wojna się rozkręciła. To wszystko przez niego, on chce zapanować nad magią i chce mieć ją całą. 
  Bonnie wyszła. Pobiegłam za nią zostawiając chłopaków samych. Bon Bon nie była skłonna do jakiejkolwiek współpracy z nami. Byliśmy po złej stronie, ja i Dan. Więc nie mogła nam pomóc. Może uda mi się ją przekonać.
-Chcę pozbyć się Dana. Ale nie można go zabić niczym. On się nie podda, zawsze będzie próbować rozwalić świat magii...
-Nie można go zabić na żaden sposób? - spytałam.
-Czemu pytasz? 
-Bo zaczynam sobie przypominać, że on wcale nie jest dla mnie dobrym rozwiązaniem... 
-Co to znaczy?
-Chyba... chyba mnie zahipnotyzował... zmienił wersję wydarzeń... Ja miałam się tylko do niego zbliżyć by dowiedzieć się jak go zabić...
-Tego nikomu nie powiedział. Ale to  tylko ja wiem jak go zabić. Zniszczyć. 
-Jak to zrobić? Powiedz. 
-Trzeba zamienić go ciałem z innym czarodziejem. Oczywiście musi to być facet... Nikt nie podejmuje się tego zadania bo... no wiesz... jest ryzyko, że charakter Dana pozostanie... to małe zło. Ale kuszące jest to, że ta wielka magia zostanie w ciele... 
-Jest możliwość powrotu do tego ciała? W sensie... z ciała Dana s powrotem do tego drugiego?
-Nie. To nieodwracalne. W tamtym ciele zostaje uwięziony Dan aż inna osoba nie zechce go uwolnić. 
-Dziekuję Bonnie.
-Słuchaj, wiem jak się stąd wydostać. Ale ktoś musi wrócić po Dana by się zamienić ciałami. 
-Nie wiem kto może to zrobić... Nikt chyba nie jest na tyle odważny żeby zostawić swoje prawdziwe ciało... A czy są skutki uboczne tego czaru?
-Są. Osłabienie kilkudniowe... magia wraca z wielkim natężeniem i wszystko przytłacza... Ale to minie.To ja jestem jedną z dwunastu wiedźm które założyły ten zamknięty świat. Wydostanę nas stąd. 
-Kiedy?
-Teraz. 
-Nie wydaje mi się. - pojawił się Dan. - Myślałem, że moje czary będą trwałe, ale... jednak nie są. No cóż, Rosalie. Umrzesz razem z reszta. Upsss..
  Odszedł i zniknął za drzewami.
-Szybko. 
Dan zawrócił.
-Staram się jak mogę... naprawić ten świat. Ale nie! Musicie wszystko popsuć... 
-Boisz się? - spytałam. - Bo wiemy jak cię zabić?
-Gówno zrobicie. Ja jestem tu. Tu magii nie można używać. 
  Bonnie go odepchnęła, złapała mnie za rękę i wypowiedziała zaklęcie. 
  Byłyśmy w domu. 
-Dziękuję... - szepnęłam patrząc na nią.
-Tylko jest problem, bo nie dysponujesz już żadną magią.
-Co?
-Musiałam wykorzystać twoją magię by wrócić... 
-Nie szkodzi... dziękuję. - przytuliłam ją. - I przepraszam za kłopoty... Czekaj. Kai. Został tam.
-Jest z nami. - wskazała na niego jak wstawał z ziemi. 
-Kai. Idziesz ze mną. - powiedziałam i poszliśmy.
  
  Musiałam nieźle się namęczyć, żeby znaleźć Ruvika. Na moje szczęście, znalazłam go szybko. Stanęłam na przeciwko niego. 
-Wiem jak go zabić. - powiedziałam do niego i Geralda. 
-Co? Co ty bredzisz? - zaśmiał się Gerald. - Nie da się go zabić.
-Da się uwięzić w ciele innego silnego czarodzieja. Musi być bardzo silny. 
  Spojrzeli po sobie. 
-Czekaj... Nie nienawidzisz mnie już? - spytał Ruvik.
-Byłam... gdzieś... gdzie to zniknęło. W tym miejscu jest uwięziony Dan ale gdy się wydostanie będzie silniejszy o wiele bardziej, więc trzeba się spieszyć. 
-Kto się zamieni ciałami? - spytał Gerald. 
-Ja to zrobię. - powiedział Ruvik. - Jestem dość silny. 
-Ale twoje ciało przejmie Ruvik... ten zły... 
-Tak. Niech przejmuje. Ja wezmę ciało Dana i jego magia będzie należeć do mnie. Wszystko będzie normalnie. - podszedł do mnie Rajan i przytulił. 
-To gdzie on jest? - spytał Gerald. 
-W więzieniu wiedźm. Ja muszę pójść odstawić Kai'a odpowiedniej osobie... wy zajmijcie się tym bo jeśli się zdąży wydostać to jesteśmy w dupie. Będzie naprawdę zbyt silny. 
  Musiałam dostać się do Zoe. Na szczęście znalazłam jednego z jej wampirów który wziął nad do niej. Kai musiał trafić do Zoe. Potem zobaczymy co będzie.