Z samego rana zostawiłem Rosi w łóżku i zrobiłem śniadanie, nie byłem złym kucharzem a nawet byłem w tym bardzo dobry, powinno jej smakować. Hmmm... ciekawe kogo oskarżą o napaść i prawdopodobne morderstwo tamtych gnojków, jedno jest pewne mnie nie złapią. Jakby uznali sprawę za taką nie do rozwiązania to by mi jak najbardziej pasowało.
~Rajan nie zapominaj o mnie - usłyszałem w głowie dziwny syczący głos, byłem pewny ,że to Ruvik
~Nie da się o tobie zapomnieć - odparłem również w myślach
~Wiesz kim jestem ? Kto do ciebie mówi ? hahaha nie wiesz ! - głos co słowo wydawał się coraz bardziej przerażający, a ten śmiech..
~Ruvik ?
~Pudło !
Poczułem mocny podmuch wiatru z mojej prawej strony i seksowny ale za szybki ruch palcem po moim ciele
-Mary... - wyszeptałem analizując to co się właśnie dzieje
~Byssstry chłopczyk, chodź ze mną, nie pożałujesssz - rozciągała każdą literę ,,s" jak jakiś wąż
Nagle głowa nie miłosiernie zaczęła mnie boleć, wszystko dudniło, widziałem ciemność przeplatającą się z obrazem Ruvika i jakiegoś potwora chyba sukuba. Padłem na ziemię i wydawało mi się że krzyknąłem mdlejąc ale nie jestem pewny.
-Rajan ! Ej ! co ci jest ?
Czułem jak ktoś majta mną na lewo i prawo po podłodze, byłą to Rosi wszędzie bym rozpoznał ten głos.
Otworzyłem oczy a tu taki widok, nie mam na co narzekać, mogło by zdarzać się to częściej, ale oczywiście nie powiedziałem jej dlaczego się tak uśmiecham, i nie patrzyłem się na nie bezpośrednio.
-Piękna.... Żyje ! żyje.
Rosi wstała a ja mogłem się podnieść, oparłem się o stół w kuchni i jeszcze na chwilę zapuściłem wzrok za dekolt Rosi.
-Co się stało ? - spytała poprawiając bluzkę tak aby zakrywała więcej niż teraz.
-Sam nie wiem, jakoś tak bum i tyle, - odsunąłem krzesło od stołu - siadaj, zjedzmy śniadanie
Rosi usiadła bez słowa i ja też na drugim boku stołu.
-Powinnam o czymś wiedzieć ?
-Nie, wszytko co powinnaś wiedzieć to wiesz - powiedziałem nakładając porcję na talerz
-Ej ! kłamiesz ! coś się dzieje, chcę wiedzieć co, noooo Ruvik plossse, ty wiesz wszytko o mnie
Nie mogąc się oprzeć jej dzisiejszemu wyglądowi i temu głosu powiedziałem jej w skrócie o wizjach czy czymś, sam nie wiem co to jest.
-Ruvik się ze mną kontaktuje i przenosi mnie w różne dziwne miejsca, ostatnio do domu jakiegoś starca, nic ważnego.
-Jakiego starca ?
-Też chciałbym wiedzieć, gdy mnie zauważył nie był szczęśliwy i wrócił mnie do świata żywych.
-Musi to coś znaczyć
-Może i tak ale nie potrzebuje tego wiedzieć - wziąłem kęsa - trochę za mało słone
Po chwili ktoś zapukał do drzwi, pukanie było intensywne i się powtarzało.
-Oho kto to może być ? - spytała Rosi podnosząc się z krzesła, wyprzedziłem ją i kazałem jej zostać mówiąc że sam otworzę, nie wpuściłem niechcianych gości do domu tylko wyszedłem do nich na zewnątrz. Byli to policjanci z Hogwartu.
-Jesteś podejrzany o zabójstwo trzech uczniów, musisz iść z nami
Nagle kajdanki uniemożliwiające korzystanie z magii pojawiły się na moich dłoniach i opaska na nodze abym nie mógł się teleportować. Spojrzałem jeszcze raz na okna domku ale na szczęście Rosi nic nie widziała, pewnie słyszała co nie co ale tylko tyle. Przenieśliśmy się do więzienia, w całym obrębie budynku magia nie działa tak jak powinna, niektórzy potrafią z niej w tym miejscu korzystać a inni nie, więźniowie zostają zaczipowani i właśnie w ten sposób pozbawia się ich magi.
Nigdy nie przypuszczałem ,że stal kajdanek może być taka zimna. Po za tym w czasie przesłuchania ścierpły mi nadgarstki. Starałem się jednak zachować spokój. Policjant który zadawał mi pytania patrzył się na mnie jak na wariata. Na dobrą sprawę wcale mu się nie dziwię. Na jego miejscu pewnie zachował bym się tak samo. Ale co tam. Najważniejsze ,że już po wszystkim. Przyznałem się do zabójstwa, w końcu nie jestem kłamcą i potrafię wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje czyny.
Po przesłuchaniu kazali mi wstać, nałożyć coś na głowę i wyjść z pokoju w asyście dwóch policjantów. Resztę dnia miałem spędzić w areszcie.
Szedłem korytarzem na pierwszym piętrze. Nigdy tu jeszcze mnie nie było. Białe wysokie ściany przypominały bardziej wnętrze szpitala niż komendę policji. Nie wyglądały najlepiej. Liczne pęknięcia świadczyły o potrzebie pilnego remontu. Ale to w końcu nie mój problem.
-Tędy - powiedział młody policjant i wskazał na schody.
Areszt znajdował się piętro wyżej . Idąc po schodach zwróciłem uwagę na wyślizgane betonowe stopnie. Iluż przedtem przeszło nimi aresztantów ? Ponure miejsce. Odgłos kroków odbijał się od ścian w monotonnym rytmie. O tej porze budynek komendy był pusty, może to i lepiej.
Przed drzwiami celi zdjęto mi kajdanki, wreszcie mogłem rozmasować ścierpnięte ręce.
Kiedy policjant otworzył drzwi miałem ponure wrażenie ,że prowadzi mnie do lochu. Cela była tak mała, że ściany dzieliła odległość zaledwie trzech kroków. Jedynym wyposażeniem tej klitki była drewniana prycza. W ścianie na wprost znajdowało się zakratowane okno. Natychmiast jak znalazłem się w środku, zaryglowano potężne drzwi. Szczę drzwi przypominał odgłos repetowanej broni. Przykre skojarzenie. Zrobiłem okrążenie wokół klatki i położyłem się na pryczy, Skrzypiała jakby miała zaraz się połamać. I co teraz mam zrobić ? Przecież nie będę tu siedział, muszę pomyśleć. Zasnąłem, na wpijającej się pryczy.
Obudziłem się w łóżku z Rosi, wszytko było takie prawdziwe, czy to był sen ? O co tu do cholery chodzi ! Leżałem na wznak koło Rosi i analizowałem to co się przed chwilą stało. A może to teraz jest sen ?
Wszytko później szło tak jak wcześniej, wstanie, śniadanie, właśnie teraz jedliśmy. Cały czas się nad tym zastanawiałem, hmmm... jeśli to sen i mogę go kontrolować to nie chcę przepuścić takiej okazji.
-Ej Ruvik, skąd takie myśli ? - powiedziała zarumieniona Rosi
-Czytasz mi w myślach ?
-Owszem, i podoba mi się to co w nich widzę - uśmiechnęła się seksownie, pociągało mnie to. - Ruvik ?
-Nie ,dziękuje
-Nie zaprzeczaj pragniesz tego i ja również.
Wypowiedziała te słowa a ich melodia brzmiała fałszywie. Jakby Rosi była podirytowana a nie płonęła z ekscytacji. Nie wyrażała pożądania, lecz oskarżenie. Jakbyśmy nie potrafili się oprzeć wzajemnemu pociągowi, ale wcale nie wychodzili na tym zbyt dobrze.
Walczyłem z pragnieniem ale nie potrafiłem sie oprzeć. Trzymając rękę na jej talii, pochyliłem się i musnąłem zębami wrażliwą skórę na jej szyi. Drżała, wypuściła powietrze z płuc. Rozbudzałem w niej pożądanie coraz bardziej. Napierałem na nią coraz bardziej, uwięziłem ją między rękami, którymi chwyciłem mocno półkę. Przyległem do niej całym ciałem i patrzyłem z góry na jej oczy. Dotknąłem jej twarzy, przesunąłem kciuk po ustach. Jej oczy przybrały kolor żywego złota, co było znakiem podniecenia. Były piękne,
-Rosi - powiedziałem z wahaniem, ale ona pokręciła głową na znak że tego chcę.
Patrzyłem na jej usta, a później zamknąłem oczy. Pochyliłem się, dotknąłem jej ust. Nie pocałowałem jej, trochę się z nią drażniłem. Dałem jej posmak tego co ją czeka. Rosi zamknęła oczy. Położyłem ręce na wysokości jej szczęki, miałem skrócony oddech, nigdy się tak nie czułem, chciałem to zrobić ale wiem ,że nie powinienem. Całowałem ją w powieki, policzki i wszędzie omijając usta.
-Jesteś kimś więcej
Te słowa mnie załatwiły, przypieczętowały mój los. Poruszyła mnie do głębi, wszystko we mnie szalało. Czułem jak słabnie coraz bardziej kiedy z całych sił próbowałem ją podniecić, zachęcić.
Odrobinę się odsunąłem, wtedy ona otworzyła oczy i spojrzała na moje. Patrzyłem na nią z pożądaniem a ona na mnie. Brązowe włosy opadały jej lekko na twarz. Miała absurdalnie piękne kości policzkowe i usta, które uwiodłyby świętego.
-Rosi - powiedziałem szorstko, pochyliłem głowę, prosząc o zgodę.
Otworzyła szeroko oczy i przytaknęła, teraz mogłem zrobić z nią co zechcę.
-Nie ruszaj się - powiedziałem, po czym znowu się pochyliłem.
Zbliżałem się do niej, opuściłem powieki.
Zainsynuowałem pocałunek, żeby się jeszcze z nią podrażnić. Przyległem ustami do jej policzka, a później do podbródka. Ugryzłem ją lekko w wargi. Puściłem ją i wbiłem w nią wzrok, pocierałem kciukiem jej policzek. Uczyłem się jej. Gdy zamknęła oczy, zanurzyłem język głęboko w jej usta.
Zacisnąłem jej ręce na moim karku, chciałem aby się wreszcie zaangażowała, zacząłem walczyć aby zrobiła cokolwiek, a nie tylko udzielała na wszystko pozwolenie.
Chwyciła mnie i przyciągnęła mocno do siebie. Czułem jej ciepło, zapach i smak.
Nie chciała mnie puścić i niemal niesłyszalnie wyszeptała moje imie.
-Rajan
Pocałowała mnie i dawała się całować. Chwyciłem ją za biodro, wykręciłem palce w tkaninę jej koszulki, oplotłem rękoma jej talie i położyłem jej dłonie na plecach, przyciągając ją jeszcze trochę bliżej. Nie wiem skąd, tak bez kontroli wydałem z siebie pomruk, warknięcie, jakiś odgłos drapieżcy. Napierałem dalej powoli przesuwając ręce wyżej. Kiedy przyległem do niej jeszcze mocniej chyba poczuła ,że mam erekcje, chyba na pewno bo mój członek napierał na jej brzuch.
Gdy złączyliśmy się w długim, zmysłowym pocałunku, podczas którego kąsaliśmy wzajemnie nasze języki, objęła dłońmi moją twarz. Było miło do momentu gdy Rosi nie zmieniła się w Mary, wtedy natychmiast się obudziłem, niestety w celi.
Kurwa ! porażka ! co to miało być ! pieprzona Mary, pieprzony Ruvik i mój pieprzony umysł !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz