Spacerując lasem starałam się odprężyć, jednak było to niemożliwe. Las był ogromny, nie dziwię się, że to tutaj wilkołaki i wampiry stąd pochodzą. Zaczęłam zaprzyjaźniać się powoli z watahą w której jest Cole. Spędzałam z nimi czas, gdy Ruvika nie było. Sfora była tą z największych, liczyła dwadzieścia trzy wilki. Cały czas dochodzili nowi, którzy potem byli rozsyłani po całym świecie, dziwnie to brzmi... ale młodziaki jeśli wybierają takie życie jak wilkołacze szlajanie się po okolicach by zabijać wampiry i chronić ludzi... to niestety - alfa podejmuje się tego czy zaopiekować się nowym, czy jednak może wywalić go lub wysłać gdzie indziej.
Wampirów jest coraz więcej w mieście i okolicach. Ruvik każe mi uważać, ale to ja się o niego martwię bardziej. On chodzi gdzieś z kimś, kogo ja w ogóle nie znam. Niby go uczy... ale jakoś nie mam do niego zaufania... nie znam tego gościa... a Ruvika może coś zaatakować tak samo jak i mnie.
Spacerując obok drogi usłyszałam za sobą klakson. Podskoczyłam, odwróciłam się by zobaczyć kto to. Był to Tyler, alfa. Z nim się zaprzyjaźniłam, tak jak i z pozostałymi osobami sfory. Wsiadłam do samochodu jak mnie poprosił. Od jakiegoś czasu miałam dziwne wrażenie, że coś do mnie ma... nie w takim sensie, że chce mnie skrzywdzić... po prostu... chyba... coś do mnie... czuje? A może nie? Może to tylko mi się tak zdaje?
-Co taka zamyślona, Ross?
-Em... Nic, tak sobie myślę... jak z Cole'em? Trzyma się? Po zniknięciu Zoe...
-Szuka jej. Wiesz... tłumaczę mu, że to pieprzony wampir i może po prostu go olała, ale on od razu się wycofuje. Zniknął. Znowu.
-Co? Jak to? Kiedy?
-Trzy dni temu. Zoe odeszła, a on jej szuka. Wszędzie. Jednak każdy wilkołak uzna go za szaleńca, bo nie dość, że jest wilkiem to jeszcze szuka swojej ''miłości'' Zoe... Śmieszne.
-Czemu tak jej nie lubisz?
-Bo nienawidzę tych szmat, pijawek...
-Obrażasz moją przyjaciółkę.
-Sorry Rosalie, ale sama rozumiesz... jestem wilkiem, nie podoba mi się to, że mój człowiek jest wpojony w jakąś wampirzycę.
-A coś o niej wiadomo?
-Tak.
-Co takiego?
-Wiesz...
-No mów!
-Po prostu znaleźliśmy ją. To znaczy... znaleźli ją moi ludzie. Byli na patrolu, dostali wiadomość od tamtych wilków z północy. Zajęli się tym jak najszybciej a nam kazali ją przejąć i zabić... jednak chciałbym aby Cole zobaczył jaka jest naprawdę.
-Jedźmy tam!
Pojechaliśmy do rezerwatu, tam, gdzie mieszka część wilków ze sfory. Cole miał tam swój jakby warsztat... to było jego zajęcie odkąd Zoe zniknęła.
-Wyłączyła człowieczeństwo. - usłyszałam głos Szrona.
-Jeszcze lepiej. - stwierdził Tyler.
-Zabijemy ją? - spytał Sebastian.
-Nieee. - uśmiechnął się Tyler patrząc na Zoe.
-Ktoś wstał. - zaśmiał się Sam wraz z całą resztą patrząc na to, jak obudziła się moja przyjaciółka.
-Odsuńcie się! - krzyknęła Zoe z wysuniętymi kłami. - Rosalie...? - zauważyła mnie.
-Hej...
-Co tu robisz? Pomagasz im?
-Nie... właśnie się dowiedziałam, że Cię tu złapali...
-Wypuśćcie mnie. TERAZ!
-Głodna? - roześmiał się Seth drażniąc Zoe.
-Jak Ci przywalę... - szarpała się, ale była przywiązana do specjalnych łańcuchów nasączonych werbeną.
-Wypad! - usłyszałam głos Cole'a.
Odgarnęłam kosmyk włosów za ucho i obejrzałam się. Cole zbliżał się dosyć szybko w naszą stronę.
Miał kilkudniowy zarost, w którym nawet wyglądał seksownie. Jednak... Cole to nie mój typ faceta. Moim typem jest Ruvik... Zaczynałam za nim tęsknić.
Cole odsunął wszystkich do tyłu.
-Zabiła ludzi. Policjantów... - powiedział chłopak stojący w rogu piwnicy.
Skąd on tu...?
-Kto to? - spytałam Tylera.
-To jest Dan Parker.
Podszedł do mnie i podał mi rękę. Uśmiechnął się pod nosem i spojrzał mi w oczy.
-Kim jesteś? - spytałam podejrzliwie.
-Jestem pierwszym czarodziejem z rodu Gemini. Opowiem Ci wszystko ale nie tutaj. Co Ty na to?
-Tak... chodźmy.
Wyszlismy z piwnicy.
-A więc... opowiadaj.
-Jestem czarodziejem, pierwszym, jak już mówiłem...
-Czekaj czekaj... Dan Parker nie był przypadkiem tym złym z trzech braci, którzy zabił pozostałych dwóch?
-Zgadza się. Ale nie musisz się mnie bać, nie zabijam dziewczyn.
-Wow, dzięki. - parsknęłam.
-Więc... Ród Gemini chciał mnie zabić, by jedno z bliźniąt które się narodzi mogło odziedziczyć moc po mnie... ale ja się nie dałem. Byłem tym który się im przeciwstawił... i...
-I zniszczył Gemini... - szepnęłam.
-Tak.
-Jesteś pół czarodziejem pół wampirem?
-Dokładnie. A jestem tu, bo potrzebuję energii... No i słyszałem o dziewczynie która została zawieszona w Hogwarcie. - uśmiechnął się i puścił mi oczko.
-Taaak... Skąd słyszałeś?
-Jestem w Hogwarcie uznany za tego złego, uczniowie mówią na mnie że jestem silniejszy od Voldemorta. - zaśmiał się. - To mi schlebia. A zainteresowałaś mnie, bo podobno w twoich żyłach płynie krew Voldemorta...
-Słucham?
-Dlatego zostałaś zawieszona. Mcgonagall nie od razu wiedziała kim jesteś. Ale potrzebowała tylko eliksiru pamięci, od razu weszła do twojej głowy.
-Skad to wszystko wiesz?
-Jestem pierwszym czarodziejem, wampirem... umiem czytać w myślach. Wszyscy mnie znają na całym świecie. Wilkołaki nawet się mnie boją, chociaż mogą mnie zabić.
-Ktoś próbował?
-Cały czas próbują ci starsi czarodzieje. My we dwójkę jesteśmy czarnymi charakterami. Musiałem Cię znaleźć.
-Ale... Nie jesteśmy spokrewnieni...?
-Nie,nie. Skąd.
-Och to dobrze...
-A to czemu? - podniósł brwi.
-A nic tak mówię...
Odwróciłam wzrok.
Zaśmiał się.
Nagle przede mną pojawił się Ruvik i jakiś starzec. Zmrużyłam oczy.
-Ach! To Ty! - spojrzał na nich. Chyba mówił do starca. - Nie sądziłem, że tak szybko się o mnie dowiesz.
-Odsuń się od niego, Rosalie. - powiedział Ruvik.
-Ona i tak należy do mnie.
-Nie chodzi o nią, tylko o ciebie. Musisz umrzeć, dawno to się powinno stać. - odezwał się starzec.
Dan roześmiał się głośno.
-Ja założyłem księgę czarów, to ja wzniosłem Gemini... A oni chcieli mnie zabić...
-I to przez ciebie żyje ktoś taki jak Rosalie. - odpowiedział mu.
-Słucham? - zdziwiłam się.
-Nikt ci nie powiedział? - udał smutnego Dan. - Biedna... - pogładził mnie po ramieniu.
Ruvik się spiął.
-Ach! Wy jesteście razem? Ale numer... Ruvik, tak? Przecież wiesz, że ona musi umrzeć. Ale ja tu odwalam rolę bohatera złych czarodziejów, ona należy do mnie. Wiesz, kto to jest śmierciożerca. Ja nim jestem, tak jak Rosalie.
Spojrzałam na Ruvika. Byłam bezsilna. Ja śmierciożercą?!
-A czego się spodziewałeś, Ruvik? - mówił Dan. - Twój ''nauczyciel'' ci już tego nie powiedział? Zabawne. Możesz o niej zapomnieć. To tylko jedno zaklęcie. Mogę Ci nawet pomóc.
Ruvik zacisnął zęby i chciał chyba użyć jakiegoś zaklęcia... ale starzec będący nauczycielem, jak się okazało, nie pozwolił mu na to.
-Dobry ruch. - mrugnął do nich Dan. - No co ze mną zrobicie? Że niby wy macie mnie powstrzymać? - roześmiał się Dan. - Ja powracam wraz ze śmierciożercami. Wiecie co chcemy robić z czarodziejami. Pozabijamy wszystkich a tych złych wypuścimy z Askabanu.
-Nie pozwolimy na to. - spojrzał się na niego starzec.
-Nie macie nic do gadania. - westchnął Dan. - No bo co zrobicie? Gówno. Będziecie tylko chwilowym problemem, usunę was raz dwa. A z Rosalie zrobię śmierciożercę jak się patrzy.
-Nie pozwolę na to, byś ją tknął. - warknął Ruvik.
-No, pokaż co potrafisz. - wyprostował się Dan. - No?
-Potrzebujesz też wampirów, prawda? - spytał starzec zatrzymując ruch Ruvika.
Ja stałam jak słup słuchając ich rozmowy. Byłam w szoku. Zbyt dużym szoku.
-Potrzebuję to za dużo powiedziane. One mi nie przeszkadzają. Wilkołaki też, ale pewnie będą chciały wam pomóc... więc ja zbiorę wampiry, więźniów, wszystkich śmierciożerców. Rosalie załatwi początek. A ja dokończę wraz z nią. Wybacz Ruvik, że planuję przyszłość z twoją dziewczyną. - roześmiał się. - A może nie jest twoją dziewczyną? Może ona jest?
Obok Dana pojawiła się ta Mery.
-O nią ci chodzi całe życie. A Rosalie to tylko mały dodatek do życia, bo tylko ona akceptowała cię w czasie epidemii. Ale o swojej brunetce nigdy nie zapomniałeś. Mary... ach biedna Mary... mogę ci ją dać w zamian za danie mi wolnej ręki. Mary cały czas czeka, jest wykorzystywana przez Mike'a, pamiętasz go? Odciągał twoją uwagę pokazując ci ją. A ty cały czas chodziłeś z dziewczyną, która jest przeznaczona od początku do końca jednemu z czarodziejów, którzy... no... już dawno temu zostali zamordowani przeze mnie. Ja sobie przywłaszczam Rosalie, chciałem jej już wcześniej. Jest taka pociągająca... - zmierzył mnie i zacisnął zęby. - Przyciąga mnie. A dla ciebie była przeznaczona Mary...
Ruvik nagle rzucił w niego nożem. W serce. Był przesączony werbeną, ale... to nic nie zadziałało, chociaż nóż był tak naprawdę kołkiem.
-Tak bardzo bolało. - przeciągnął końcówkę.
Wyciągnął z siebie nóż, rana zagoiła się w sekundę.
-Nie da się mnie zabić. Postarałem się, bym był niezniszczalny. Ogień, kołki, werbena.... Nic mnie nie zabije. A Zoe również potrzebuję. To część mojego planu. A tym czasem... spowolnię was o parę kroczków, co wy na to? - zaśmiał się i rzucił nożem w brzuch starca. Upadł na ziemie.
-Nic mu nie będzie. To po prostu ma was spowolnić. - mrugnął do nich. - A potrzebny ci jest przecież ten starzec do pokonania mnie, prawda? Ale to nie ze mną będziesz walczył.
Zniknął, zabierając mnie ze sobą.
-Na razie nic ci nie grozi.
-Czego chcesz? - spytałam.
Musiałam się z nim bardziej zaprzyjaźnić. Skoro byłam tą złą, muszę złem zabić Dana. Dowiem się jak można go zabić, podam tę informację Ruvikowi. Załatwi go, a ja umrę razem z całym tym gównem które zaplanował Dan.
Weszliśmy do piwnicy. Wilkołaki chyba nie miały o niczym pojęcia. Dan zdążył zaprzyjaźnić się z nimi i omotać ich.
-Dajcie mi ją. - powiedział Dan.
-Chcesz... mnie...? - zdziwiła się Zoe.
-Tak.
Wiedziałam, że nic nikomu nie mogę mówić. Miało być tak jak przedtem. Wróciłam do domu, Dan uwolnił Zoe... i zniknął. Wiedziałam jednak, że to nie koniec.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz