Obudziłam się wtulona w Ruvika. Jeszcze tu jest... Na szczęście w razie czego w domu jest Martin i Sebastian... no i Zoe gdzieś wyparowała. Cole... no cóż... Cole jest ale go nie ma, tak mogę to ująć. Mój przyjaciel poszedł w cholerę... mam jednak Rajana, chociaż o mojego kumpla się martwię... gdzie jest, co robi... wczoraj był a teraz go nie ma.
Ruvik otworzył oczy i spojrzał na mnie. Podniosłam głowę, by przyjrzeć mu się. Boże... nikt jeszcze nie był dla mnie tak ważny w moim życiu... Ruvik jest wszystkim co mam, co mogę mieć... co mi zostało.
Zbliżył się do mnie. Czułam jego oddech, słyszałam swoje przyśpieszone bicie serca. Delikatnie musnął moje usta.
-Muszę iść. - szepnął prawie niesłyszalnie.
-Wiem.
-Wrócę niedługo jak sprawa przycichnie.
-Chcę cię widywać... Gdzie będziesz?
-Nie mogę powiedzieć...
-Znajdę cię nawet jeśli mi nie powiesz. Pojawię się, będę się teleportować jak tylko opracuję jak to się robi, żeby nie odwiedzić cię w kawałkach... - zaśmiałam się z nim. - Umiem to robić, poważnie. Odwiedzę cię od razu.
Zamknęliśmy oczy i znów pocałował mnie tak delikatnie, jakbym była dla niego zbyt krucha. Poczułam się tak mała, ale tak bezpieczna... przy nim zawsze się tak czułam, było mi z tym cudownie. Ale gdy otworzyłam oczy zniknął. Gdy się teleportował poczułam prąd który łaskotał mnie po całym kręgosłupie.
Więc... tak, kilka dni później byłam w stanie zobaczyć się z Ruvikiem. Zoe wyglądała słabo, wiedziałam, a raczej podejrzewałam że chce umrzeć. Myśli, że stanowi zagrożenie, tak samo jak ja dla nich. Jednak Zoe... ech... ona... z nią będzie podobnie, zacznie mieć ataki furii... Sebastian i Martin to jedni z łowców, zamkną ją na dole w jednej z celi. Tam jest bezpiecznie dla niej. Cole zrobi swoje.
Cole właśnie wszedł do domu na rękach trzymał nieprzytomną Zoe. Spytałam co się stało, lecz on odpowiedział, że musiał. Nie wiem co to znaczyło...
-Co jej zrobiłeś? - zażądałam odpowiedzi.
-Nic. Kocham ją. Musiałem zrobić tak, by zbliżyć się do niej, mieć ją na oku a teraz gdy wyczułem że jest wampirem... musiałem wstrzyknąć jej antidotum na zombie. Działa podobnie, zatrzymuje infekcję... Martinowi zadziałała jak był w ostatnim stadium przemiany.
-Świetnie! Czyli specjalnie to robiłeś? - warknęłam zła.
-Hej! Przepraszam, chodzi mi o jej dobro. Nie chciałem się w niej zakochiwać, nie chcę w nikim się zakochać, ale wpojenie to nie jest żart.
-Wpoiłeś się w wampira? Cholera. - uśmiechnęłam się.
-Weźcie ją porządnie skujcie ale w tej najlepszej celi. - nakazał Cole chłopakom. - Zepnijcie jej ręce łańcuchami na przemiany dla wilkołaków, będzie chciała się wyrwać to na pewno się nie wydostanie. Nie ma tu okien, nic co pomoże jej wyjść. Podam jej krew dożylnie. Dużą dawkę lekarstwa... zależy od niej czy chce się wyleczyć czy nie. Pomogę jej choćby nie wiem co się działo. Idź na górę.
Teraz właśnie teleportowałam się do Ruvika. Przytuliłam go i nic nie mówiłam. Ważne, że mogłam z nim być teraz.
(Sorry, że krótkie... ale późno już a muszę rano wstać w miarę o normalnej godzinie... a nie o 16! :D Dobranoc mordki kolorowych jak nie na tą, to na następną noc i na kolejne nocki! <3 Kocham was mordy moje! ;3 Elos! <3)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz