-Widzisz? Teraz możesz wrócić do przyjaciół!
-Tak szybko chcesz sie mnie pozbyć?-zapytałam.
-Nie no oczywiście że nie chcę sie ciebie pozbywać. Za bardzo Cię lubię.
-To dobrze.
-Zadzwoń chociaż do nich.
-Nie.. nie mam z czego.
-Załatwiłem telefon i kupiłem startówkę. Zadzwoń.
-Ehh... nie wiem... Znam ich numery bo mam pamięć do liczb.. ale nie wiem.. a jak nie chcą mieć ze mną kontaktu?
-Chcą. Na pewno. Jak bym chciał.
Spojrzała mną telefon i wpisałam numer do Rosalie. Długo sie zastanawiałam zanim wcisnęłam zieloną słuchawkę.
Pierwszy sygnał...
Drugi..
Trzeci..
Czwarty..
Odebrała.
-Hallo?
Nie odzywałam się. Nie mogłam wykrztusić żadnego słowa.
-Hallo? Jest tak kto?
Nadal milczałam. Rozłączyła się.
-Co to miało być?-zapytał Kaj.
-Nie mogłam.. po prostu nie mogłam. Miesiąc nie odzywałam się.. odeszłam tak po prostu bez pożegnania.
-Uratowałaś jej życie! Odeszłaś dla ich dobra... bo sie o nich bałaś. Zrozumieją!
-Nie wiem..
-Jutro spróbujemy znowu..
-Dobrze.-westchnęłam.
Wstał i wyszedł z mojego domu. Podeszłam do okna i wyjrzałam.

A kiedy sie spojrzał pomachałam mu.
***
Następnego dnia jak co dzień przyszedł do mnie.
-Głodna?-zapytał podwijając rękaw.
-Nie.. dzięki jednak nie mam apetytu.
-Ok.
Usiedliśmy w moim pokoju na podłodze.
-Gotowa?
-Nie wiem.. myślałam o tym w nocy.
-Ja też. Zadzwoń do tego Cola.
-Dlaczego do niego?
-Bo tak. Może tym razem sie uda.
Westchnęła mi wzięłam telefon do reki. Wpisałam numer do przyjaciela. Tu dłużnej wahałam sie nad zadzwonieniem.
On odebrał po drugim sygnale.
-Słucham?
Poczułam coś dziwnego..
-Słucham?!
Milczałam.. wsłuchiwałam sie w jego głos. Nagle po drugiej stronie zapadłą cisza. Nie rozłączał sie jednak.. i po chwili usłyszałam coś na co czekałam jednak obawiałam sie tego.
-Zoe?
Wstrzymałam oddech.
-Zoe to ty?
Rozłączyłam się. Nie mogłam dużej..
Rzuciłam telefon na łózko i poczułam jak po twarzy spływa mi coś mokrego..
Kaj mnie przytulił.
-Na to czekałem. Jutro zadzwonisz znowu.. tym razem bedzie o wiele lepiej. Krok po kroku a dojdziemy do celu. Tak jak z kontrolowaniem pragnienia.
-Masz fajkę?
-Mam tylko zostawiłem w domu.
-Poszedłbyś?
-No dobrze...
Wyszedł a ja spojrzałam przez okno na niebo. Tęskniłam za przyjaciółmi. Byłam tak daleko od nich i tak dawno ich nie widziałam. Żałowałam ze sie nie pożegnałam ale wtedy byłoby mi trudniej odejść.. a oni by mi na to nie pozwolili. Miałam nadzieje że mnie nie szukają.. i nie będą.. to był błąd że zadzwoniłam do nich. Nie powinnam nawiązywać kontaktu.
Kaj przyszedł i odpaliłam fajkę.. OD niedawna zaczęłam palić. Tak.. nie wychodzę za bardzo na prostą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz