wtorek, 21 lipca 2015

Od Rosalie

  Wiedziałam, że Dan jest nie do pokonania. jest najmłodszy ze zmarłych braci ale najsilniejszy. Gdy oni umarli chłopak dostał od nich całą moc, musiał ich wcześniej zabić. Ma wyłączone człowieczeństwo jako wampir, więc jest nieobliczalny i bardzo silny. Emanuje energią, nie wiadomo do czego się posunie. Ma Zoe, to wystarczy, by ściągnąć wampiry i więźniów z Askabanu. Po przeczytaniu kilku książek w bibliotece Hogwartu, tak, zakradłam się tam... dowiedziałam się, że jego kuzynką jest Bellatrix, która również jest wampirem. Nie takim sobie zwykłym wampirem. Znana Bellatrix jest w Volterze, to miejsce gdzie znajdują się trzy wampiry, którzy ustanawiają prawo między wampirami a wilkołakami, no i ludźmi. Gdy ktoś złamie prawo to oni muszą interweniować, nawet w świecie czarodziejów wzbudzają strach. Jednak Dan ma większe... em... ''powodzenie''. To jego chcą zabić, Kajusza, Mikaela i Aro nikt nie chce zabić, wszyscy mają do nic szacunek. Do Dana nie, wszyscy mają go w dupie, boją się go.
  Idąc ciemnym korytarzem biblioteki Hogwartu usłyszałam na zewnątrz krzyki dzieci i tych starszych uczniów. Nauczyciele wybiegli na korytarze. Do zamku wdarli się dementorzy, było ich pełno. Więźniowie z Askabanu strzelali do nauczycieli, niektórzy padali martwi a innym udało się uciec broniąc uczniów, którzy chcieli pomóc wyciągając różdżki.
  Na miotłach wlecieli śmierciożercy. Szybko do środka wszedł Dan, rozglądając się po zamku z szerokim uśmiechem. Mcgonagall wyjęła różdżkę celując w niego, ale on łatwo sobie z tym poradził, odepchnął ją aż rozbłysnął się cały korytarz.
  Z uśmiechem przemierzał korytarz, zatrzymał się na końcu i krzyknął.
-Śmierciożercy zebrać młodych uczniów! Wampiry!
  Wbiegły do środka na czele z Zoe. Widać ona dowodziła wielką armią wampirów.
-Możecie sobie tu polować. - Uśmiechnął się do Zoe.
-Czuje coś jeszcze. - odezwała się Zoe.
  Inne wampiry stały, widać były jej podporządkowane całkowicie i czekały na rozkazy od niej.
-Co takiego? - uniósł brwi Dan.
-Biblioteka.
  Po cichu pobiegłam za szafki i półki. Jednak wiedziałam, że mnie znajdą po zapachu. Dan sam wszedł do środka kierując się moim zapachem.
-Rosalie. Wychodź, wychodź.
-Co im obiecałeś? - spytałam wychodząc zza szafek. - Mówię o wampirach. Co im obiecałeś?
-Zoe? Powrót jej przyjaciela. Mają załatwioną ochronę do póki żyje. Kołki ich nie zabiją, ogień, głód... Są nieśmiertelni jak ja. To ich zachęciło, wiedzą, że słowa dotrzymam.
-Ruvik cię pokona...
  Zaśmiał się.
-Nikt mnie nie pokona. Ja zawsze wygrywam.
-Ale mnie zostaw w spokoju...
-Ja walczę o ciebie. Ruvik długo nie pociągnie, a na razie zaklęcie rzucone na ciebie powinno go zniechęcić.
-Jakie zaklęcie?
-Tylko on będzie widział cię jako Mary. Piękną, seksowną Mary. Ale ta jej gorsza wersja go nie opuści, ta natrętna Mary będzie wracać gdy ciebie nie będzie. Pewnie teraz go nęka, albo zacznie. To zaklęcie trwałe, ale tylko ja takowe mogę złamać. Ja mogę wszystko. Jestem jak księga, jak centrum energii. Ode mnie wszystko się bierze, mogę odebrać mu magię i mnie nie pokona. Właśnie, trzeba to zrobić.
-A jeśli... weźmiesz mnie a jego zostawisz w spokoju?
-Słonko, tu nie ma znaczenia czy go zostawisz czy nie. On jest dla mnie małym chwastem którego muszę wyrwać z korzeniami. Tak czy siak muszę mu odebrać magię. Zacznę od niego.
  Zniknął. Ja ruszyłam znaleźć Ruvika.
  Znalazłam ich dopiero rano. Widocznie Ruvik nieźle się ukrywał, skoro Dan teraz go zlokalizował. Dan zatrzymał mnie za sobą. Nie mogłam sie ruszyć.
-Zostaw ją. - nakazał Ruvik.
-Ruvik słuchaj, jesteś dla mnie małym problemem, muszę po prostu... odebrać ci magię. A, no i oczywiście sprawić, by ona o tobie zapomniała. Wtedy wreszcie będzie moja.
-Nie rzucisz na nią żadnego zaklęcia...
-Rzucę. Najpierw zabawmy się trochę. Widzisz Mary? - odsunął się ukazując mnie.
  Ruvik zesztywniał.
-Skąd....
-To Rosalie, teraz będziesz widział tylko swoją Mary. Mogę ją przywrócić do życia, a Rosalie oddasz mi. Co ty na to? Jeśli się nie zgodzisz.. cóż...
-Na nic się nie zgodzę.
-Nie masz ochoty na pakt z diabłem? No cóż.. Dobrze.
  Zerwał się silny wiatr. Dan uniósł rękę i Ruvik zaczął lewitować. Kierował nim, uderzył nim o drzewo.
-Czujesz moją siłę? Panuje nawet nad naturą! - zaśmiał się. - A teraz... wampiry! Jedzonko. - uśmiechnął się patrząc na Ruvika.
-Nie, proszę...
  Dan obrócił się patrząc na mnie.
-Usuń pamięć mi albo Ruvikowi, ale oszczędź go!
-Oooch... jesteś taka urocza... Ale to ja muszę zadecydować. Ty będziesz decydować w późniejszej fazie. Ja tu rządzę.
-Co chcesz zrobić teraz?
-Pewnie obalić Ministerstwo Magii... potrzebuję do tego Ross. Ciebie chciałbym mieć w kolekcji śmierciożerców, ale ten starzec za dużo od ciebie chciał. Szkoda, że nie połączyłeś się z złym Ruvikiem... byłbyś równie zły jak ja. Ale tylko ja jestem tak silny. Ach, kocham się po prostu... No i Rosalie. - spojrzał na mnie. - Pomęcz się trochę.
  Odwrócił się do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Od teraz Ruvik jest dla ciebie obcym człowiekiem. Zabił twoich rodziców, twoją matkę. Zniszczył im życie a potem chciał zniszczyć ciebie. Nic. Do. Niego. Nie. Czujesz. Jasne?
-Jasne.
  Przytaknęłam jak robot, kodowałam to co mówił. Zahipnotyzował mnie jak wampir, dokładał zaklęciem w to wszystko.
-Zoe! Zajmiesz się nim? - spojrzał na Ruvika i Zoe, która się właśnie zjawiła.
-Oczywiście. - mrugnęła do Dana a mnie zabrał.
 
  Byliśmy w NY. Siedzieliśmy w jakimś pokoju hotelowym, tym kilku gwiazdkowym. Wybierał tylko najlepsze miejsca.
-Gdzie idziemy?
-Do mojego budynku i moich ludzi. Zapoznasz się z nimi, wyszkolą cię a potem pójdziemy obeznać się z Hogwartem, jak tam wampiry mają sprawy...
  Zeszłam po schodach w czarnych seksownych rurkach, butach na obcasach i bluzce z odkrytym brzuchem, wzięłam jeszcze krótką skórzaną kurtkę. Zmierzył mnie z uśmiechem.
-To mi się podoba, Ross. - wyszłam z nim z hotelu do czarnego bmw. - Wszystko idzie zgodnie z planem, prawda Rosalie? - spojrzał się na mnie.
-Mam nadzieję, że nie będzie mi się nudzić. Chcę coś robić, walczyć, zabić kogoś... nudno jest być człowiekiem.
-Niedługo będziesz kim zechcesz, tylko poproś. Najpierw musimy zrealizować plany w związku ze zmianą jaką dla ciebie przygotowałem.
-Plany? Ze mną? Zmiana? Doskonale, Dan. - uśmiechnęłam się.
-Nagroda należy się później.
-Zobaczymy. - parsknęłam. - Będę pracować z Zoe?
-Możliwe. We trójkę mamy zgrany zespół. Najpierw twoja zmiana, potem zniszczyć Ministerstwo. To będzie trudne, ale wykonalne ze mną tobą i Zoe. Zgarniemy wilkołaki, będą się stawiać, ale myślę, że wszystko pójdzie jak z górki.
-Doskonale. - spojrzałam się na swoje paznokcie, pomalowane na ciemny granat.
  Plany,plany,plany... decyzje,decyzje,decyzje... miejmy nadzieję, że Voltera nie wpieprzy się w to co zaplanował Dan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz