czwartek, 9 lipca 2015

Od Rosalie

  Obudziłam się na stole operacyjnym. Dopiero po kilku sekundach docierało do mnie to, co się stało. Wystraszona zaczęłam się szarpać, jednak to na nic. Byłam przywiązana. Rozejrzałam się dookoła, wszędzie było pusto, byłam sama. Usłyszałam gdzieś za sobą na korytarzu trzask drzwi. Zaczęłam się denerwować, zaczęłam się bać. Szarpałam się w lewo i prawo, w końcu materiał którym byłam związana - puścił mnie. Zajęłam się nogami; zdjęłam to bez problemów i schowałam się w cieniu obok szafki. Tu światło nie docierało.
  Do środka, do tego pomieszczenia wszedł jakiś mężczyzna, pod światłem widziałam, że jest obdarty ze skóry. Nucił coś pod nosem, przerażona zakryłam sobie usta i zaczęłam oddychać coraz szybciej, starałam się uspokoić by nie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Chciałam krzyczeć z przerażenia, jednak uspokajałam się jak tylko mogłam. Zamknęłam oczy - cholera. Nadal nie mogę się teleportować. Albo mnie wyleczyli - swoją drogą nie czuję się już tak jak wtedy... może coś mi zrobili, że mnie wyleczyli? Jednak na pewno chcieli to powtórzyć, widziałam, jak jakieś kable były pode mnie podłączone. Dobrze, że udało mi się w porę uciec.
-Gdzie jesteś, słoneczko? - wołał mnie mężczyzna.
  Wyszedł innymi drzwiami, a ja wstałam i otworzyłam szybko te które były obok mnie. Wyszłam rozglądając się dookoła. Na ścianach była krew, wszędzie. Boże, gdzie ja jestem...? W drzwiach obok słyszałam głos tego, który mnie zabrał wtedy z domu. Ten uczeń z Hogwartu.
  Pobiegłam wzdłuż korytarza i skręciłam w lewo. Tam również na ścianie była krew... światło zaraz mogło zgasnąć... bałam się jeszcze bardziej. Gdzie tu cholerne wyjście?
  Poszłam do drzwi obok, jednak były zamknięte. Gdzieś niedaleko słyszałam krzyki. Pobiegłam w tę stronę i zobaczyłam Finnicka, był moim zaginionym kolegą z roku.
-Finnick?! - szepnęłam a on odwrócił się w moją stronę. Jego usta były rozcięte, ale zszyte.
  Znów powstrzymałam krzyk.
-Boże... Finnick...
-Uciekaj stąd Rose...
-Gdzie jest wyjście, gdzie jestem? Co tu się dzieje?
-Wszyscy są ofiarami...
-Jak to wszyscy?
-Szukają słabszych... ja jestem jedynym mężczyzną... wszystkie to kobiety...
-Słucham? O czym ty mówisz...?
-Kobiety nie żyją... Ja jestem jedyny... och... i  ty...
-Boże... pomogę ci... wyjdziemy razem...
-Ja ich zatrzymam, wyjście jest po lewej... za kratami...
-Ale...
-Ja i tak musze umrzeć, Rose. Oni nie chcą mężczyzn, chcą kobiety. Dziewczyną z roku... jesteś ty. Chcą cię zabić... ale najpierw chcą zrobić to co robią z każdą...
-Co takiego?
-Chcą cię zgwałcić... tak robią... słyszałem tyle krzyków tych kobiet... ale oni nie przestają... nie mogę ich zabić... chciałem... Łatwo ich zabić, nie potrafią magii a tu czary idą jak po maśle...
-Czemu nie mogę ich użyć?
-Bo nadal działa to coś co podają... Idź.
  Pobiegłam. Ale gdy po drodze zauważyłam pistolet przy martwym zakrwawionym policjancie... musiałam mu to wziąć. Był naładowany. Chyba to to samo co inne bronie z mojej przeszłości?
  Gdy biegłam naprzód, wpadłam na Zac'a. złapał mnie za szyję i walnął o ścianę. Uderzyłam głową, potem zaczął mnie obijać. Złapałam pistolet i strzeliłam.Upadł martwy.
  Przeskoczyłam go. Czyli teraz został tylko ten gnojek...
-Rosalie? Znajdę cię. Będzie fajnie... Zabawimy się. Jestem w tym dobry. - usłyszałam jego głos.
  Spojrzałam się w tamtą stronę.
-Jak stąd wyjść...?! - szepnęłam do siebie i schowałam się w jednym z pomieszczeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz