W końcu wstałam, po niedługiej chwili i wyszłam przed dom. Gdy zobaczyłam... nic... pustkę... przestraszyłam się, byłam zmartwiona... Cole zniknął, musiałam go odnaleźć, musiał mi pomóc odnaleźć Ruvika. Słyszałam niewiele, prawie nic.
A co mogę zrobić ja? Jestem nikim, bezużytecznym nikim. Nic nie mogę zrobić, czułam się bezsilna. W takiej sytuacji w jakiej znalazłam się ja... mogłam tylko pomarzyć o odnalezieniu tropu by znaleźć Rajana.
Wchodziłam do domu, stawiając kroki bardzo powoli. Czułam, jak słabnę z każdym kolejnym oddechem, starałam się oddychać powoli... Nie wychodziło.
-Rose?! Rose!!! - słyszałam za sobą głos Martina. - Rose! Cholera, stój!
Odwróciłam się gdy złapał moje ramie zbyt mocno.
Byłam teraz tak krucha... byłam słaba, byłam pustką która nie może wypełnić się niczym, moje moce słabły właśnie teraz, tęskniłam, martwiłam się, powoli traciłam siebie.
Odwróciwszy się, Martin zbladł, złapał się za gardło i nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa. Nie wiedziałam co zrobiłam, ale to również mnie przeraziło. Martin padł na kolana i wydusił tylko dwa słowa, które dotarły do mnie chwilę później.
-Powstrzymaj... to...
Miał łzy w oczach, niekontrolowane umiejętności jakimi potrafiłam władać... to było niedorzeczne, niemożliwe i... chyba moje umiejętności same mnie zabijały. Do nas podbiegł znikąd Sebastian i Cole. Mój przyjaciel miał dziwną minę, jakby dopiero co stoczył walkę z kimś lub... czymś...
-Co tu się stało? - odwróciłam się bez słowa ignorując pytanie Cole'a - Hej! Rose!
Pobiegłam na górę. Szukałam ciszy, spokoju, miejsca, gdzie nikogo nie skrzywdzę. A tym miejscem był mój pokój. Jednak nie poszłam do niego, skręciłam w prawo, do pokoju Ruvika. Usiadłam na podłodze i skuliłam się. Gdy powstrzymując łzy ujrzałam siebie w sporym lustrze. Byłam okropna, wyglądałam okropnie, cała moja osoba była porażką.
-Rose? Wszystko w porządku?!
Złapałam w ręce jakiś list napisany czerwonym flamastrem... jednak po chwili zauważyłam, że to nie jest żaden flamaster, tylko krew. Czytałam list ignorując nawoływanie przyjaciela i walenie w drzwi.
''... nigdy mnie nie zapomnisz. Dołożę wszelkich starań, by tak się nie stało. Będziesz wiedział, że ja jestem. Nie wiesz jak mnie zabić, nic nie wiesz. Jesteś tak bezbronny, śmieszne, kim się stałeś przez tą swoją Rosalie. Mam ją gdzieś, na razie interesujesz mnie ty, Rajanie. Zgadnij, kto to napisał... byssstry chłopiec. ''
-Rosalie! Jesteś tam?! - po dłuższej ciszy wbiegł do pokoju, wyważył drzwi wraz z Sebastianem. - Rosalie, wszystko gra? - słyszałam powolne kroki w moją stronę.
Uśmiechnęłam się bez powodu, udając, że naprawdę jest okej. Wymusiłam ten uśmiech, nie było mi łatwo. Martwiłam się o Ruvika... Boże... co się z nim dzieje...?!
-Tak. Wszystko w porządku. - odwróciłam się powstrzymując łzy.
-Przecież... płaczesz...? - wtrącił się Sebastian.
-Coś się dzieje z Ruvikiem, nigdzie go nie mogę znaleźć... - znów płacz - martwię się...
-Oh Rose... znajdziemy go. Obiecuję.
-Chciała mnie udusić..
-Bez Ruvika nie ma nad sobą kontroli, to jedyna osoba któa jest jak... wyłącznik. Znam Rosalie jak nikt inny. Wiem, że chce by jej pomóc, a nie dokładano. Rajan to jedyna osoba która nad nią jakby... panuje, trzyma jej agresję i niekontrolowane ruchy w kieszeni. Teraz... ja widzę, że ona szaleje powoli...
-Ja się stąd zabieram. - szepnął Martin wystraszony. - Chciała mnie zabić od początku...
Zaczął się wycofywać ale Cole go zatrzymał.
-Zostajesz, zrozumiano? Potrzebujemy Zoe. Musi nam pomóc. Wiem, że jest kimś wyjątkowym.
Rozumiałam, że Cole ma na myśli wampira. Umiejętności wampira są przydatne, a przyda nam się każdy do pomocy, oczywiście, komu ufamy.
Siedzieliśmy na dole wieczorem, ja na krześle. Drapałam swoje ręce, wbijałam w nie paznokcie w ramiona, potem wciskałam głęboko paznokcie, które były zawsze pomalowane na granatowy, były prawie czarne. Zawsze miałam ten kolor, nigdy nikt chyba nie widział moich paznokci w innym kolorze. Krew zaczęła się pojawiać, jednak nikt tego nie zauważał.
Zamknęłam oczy.
-Mamo... pokaż mi, gdzie jest Ruvik...
Zrobiło mi się czarno przed oczami, zawirowało wszędzie, wszystko było w powietrzu... Ja. Ja byłam w powietrzu, wszystko inne się zatrzymało, zegar przestał tykać. Słyszałam rytmiczne stukanie obcasami, odgłos odbijał się od ścian pomieszczenia. Siedziałam na drewnianym krześle w jakiejś celi. Nie mogłam się ruszać. Zaczęłam się szarpać.
-Mamo... co się dzieje?! - pomyślałam, komunikując się tym samym z mamą.
-Nie kontroluję tego, to nie ja, to...
Przerwało nas, ale ja nadal byłam przytwierdzona do drewnianego mosiężnego krzesła. Unieruchomiona. Po chwili usłyszałam za sobą jakby... pisk otwieranych drzwi, potem trzask. Ktoś był za mną, czułam ciarki na plecach. Gdy osoba stanęła przede mną... zaniemówiłam.
-Ruvik... Widzisz mnie? Ruvik...! - szepnęłam.
Miałam łzy w oczach. Widzę go... Jest tu...
Ruvik odwrócił się. Uśmiechnęłam się szeroko.
-Rosalie... co ty tu... - zaczął zdziwiony moją obecnością w celi.
-Czemu tu jesteś...
-Morderstwo.
-Kogo zamordowałeś...?
Westchnął ciężko.
-Tych gnojków którzy Ci to zrobili... Wiem, prosiłaś...
-Stało się... ale... obchodzisz mnie ty... Nie wiem ile mam czasu na rozmowę z Tobą... obiecaj mi, że wrócisz...
-Rose... nie wiem, wątpię, że mnie wypuszczą za zabójstwo trzech osób...
-Ruvik... Ja nie dam rady bez ciebie. Wróć, obiecaj mi to... proszę...
-Nie mogę tego obieca...
-Ruvik... proszę... Spróbuj stąd wyjść, błagam... Chcę, żebyś wrócił, chce Cię mieć przy sobie...
Zaczęłam się rozmywać.
-Co się dzieje? - spytał Ruvik.
-Obiecaj!
-Obiecuję. - szepnął a ja po tych słowach zniknęłam.
Wróciłam do domu. Rozejrzałam się, wszyscy patrzyli się na mnie poddenerwowani. Zoe też była, Cole odetchnął z ulgą. Zoe miała czarne tęczówki, podejrzewam, że pragnienie jej doskwiera.
-Dajcie... dajcie... dajcie jej krew z lodówki... - mamrotałam nerwowo.
-Co się stało?
-Ruvik jest w więzieniu...
-Czemu?
-Zabił tych trzech który mi to zrobili...
-Słusznie. - poparli go chłopaki. - Co możemy zrobić...?
-Powiedział, że nie wie czy się wydostanie... ale on musi wrócić... ja chcę, żeby wrócił...
-Pomyślimy co z tym zrobić... jak się u niego znalazłaś? - spytał Martin.
-Czy to ważne? Chcę żeby Ruvik wrócił! - podniosłam głos.
Gdy walnęłam pięścią w stół poczułam ukłucie w brzuchu. Silny prąd przechodzący po kręgosłupie a potem chrupnięcie w lewej ręce, dokładniej w zgięciu łokcia. Nie miałam sił by wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, krzyk, cokolwiek. Oddychałam bardzo ciężko, obraz zaczął mi się rozmazywać, mimo tego czułam spokój... potem usłyszałam w głowie śmiech. Znajomy śmiech. Męski, dojrzały... podobny do mojego ojca... za bardzo podobny.
-Spieprzaj, tato... - Pomyślałam.
Ale znów słyszałam ten śmiech. Znałam go doskonale. Mój ojciec próbuje dostać się do mojej głowy, chce się zemścić za to co zrobili moi przyjaciele. Co zatrzymali, zniszczyli to co mój ojciec planował od A do Z.
Leżałam w łóżku. Wygoniłam wszystkich, nie chciałam rozmawiać z nikim o tym co miało miejsce chwilę temu. Cole wszedł do pokoju, jednak ja odpychałam ich wszystkich od siebie... częściej olewając te osoby i to co do mnie mówią.
-Jak się czujesz...? - spytała Zoe.
Milczenie.
Długie milczenie.
-Em... Rosalie... on wróci...
-Musi wrócić, obiecał. Wróci. Na pewno. Chcę być sama do tego czasu, zostawcie mnie.
-Ale...
-Proszę... - powiedziałam cicho.
Wyszła.
-On wróci... Musi wrócić... Obiecał mi... - szepnęłam i teraz już nie powstrzymywałam łez.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz