-Opowiedz mi chociaż część tego co się dzieje.
-O czym mówisz? - spojrzał na mnie Ruvik.
-Wiesz o czym mówię. Łatwiej mi będzie rozumieć... te rzeczy które się dzieją.
Opowiedział mi o swoim drugim ''ja'', jak jakiś jego nauczyciel chce go połączyć z jego drugą gorszą częścią. Uniosłam brwi zaskoczona. Milczałam.
-Nic nie powiesz...? - zdziwił się moją reakcją - Nic a nic?
-Nie...
-Coś Cię martwi.
-Tak, zgadza się.
-Co takiego?
-To, że gdy się połączycie... możesz się zmienić...
-Zapomni o tobie. - usłyszałam w głowie głos Mary.
-Boisz się, że o tobie zapomnę? - stanął przede mną gdy wyszliśmy ze sklepu.
-No...wiesz...
-Nie zapomnę. Moje uczucie do Ciebie nie zmieni się z dnia na dzień.
Kiwnęłam głową.
-Poza tym mówię Ci, że nie wiadomo czy w ogóle zamiana się dopełni. Chodź.
Zostawiliśmy rzeczy w domu, a Ruvik wpadł na pomysł, by pojeździć na lodowisku.
-Jest wiosna, gdzie ty chcesz na lodowisku jeździć?
-Gdzieś tam jest lodowisko. - pocałował mnie w czubek głowy i teleportował nas na lodowisko.
Jeździliśmy w kółko.
-Wzięłaś figurówki? - zaśmiał się.
-Kiedyś jak byłam mała przed tamtą epidemią mama stwierdziła, że muszę się nauczyć jeździć na łyżwach i po jakimś czasie byłam wystarczająco dobra, by przerzucić się na figurówki.
-Jaka skromność.
-Jestem dobra. - zatrzymałam się i spojrzałam na niego z uśmiechem. - Jestem baaaardzo dobra!
Roześmiał się i pojechał przed siebie.
-Ej! Czekaj! - dogoniłam go i złapałam za rękę. - Nie zostawiaj mnie.
-Nigdy.
-Nigdy nie mów nigdy.
-Nie martw się, nie zostawię Cię. Kocham Cię i nikt tego nie zmieni.
-Ruvik może...
-Nie. Nawet on nie może.
-Ale połączenie źle na Ciebie wpłynie?
-Odzyskam jakąś część siebie... pewnie odrobinę mnie zmieni...
-Boję się tej zmiany...
-Nie musisz się bać. Będzie dobrze.
W psychiatryku znalazłam aparat. Spojrzałam znacząco na Ruvika.
-Bądź moim modelem. - powiedziałam a on się roześmiał.
-Żartujesz?
-Tak i nie. No dawaj!
Robiłam mu zdjęcia i śmiałam się. Dobrze się bawiliśmy.
Nagle obok mnie stanął ten ''zły'' Ruvik. Spojrzałam się na niego, ale on wlepiał wzrok w Rajana.
-Musisz iść. - stwierdziłam.
-Ta... Co znowu? - spytał swojego złego sobowtóra ale on nic nie powiedział.
-Jest trochę małomówny. - spojrzał na niego potem na mnie.
-Zauważyłam. - uniosłam brwi i wzięłam aparat ze sobą.
-Teleportuję Cię do domu. - zbliżył się do mnie i pocałował.
-Jasne.
W domu nie było Zoe. Zaczynałam się martwić... może powinnam dać jej trochę czasu, zanim wróci? Może chce być sama...
Jednak zamiast Zoe był Martin, który, jak słyszałam, był z jakąś dziewczyną. Weszłam do kuchni i akurat trafiłam na moment, gdy Martin zdejmował jej koszulkę. Odskoczyli od siebie, przyjaciel spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
-Nie mam zamiaru wam przeszkadzać. Idę stąd. - machnęłam ręką.
Wyszłam. Poszłam w kierunku lasu. Porobiłam parę zdjęć i postanowiłam pospacerować trochę. Ryzykuję, jest tu pełno wampirów... ale bez ryzyka nie ma zabawy... co nie...?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz