-Gdzie ty byłaś? Jak się tam znalazłaś?
-Było tam...Tam przeprowadzali eksperymenty na młodych kobietach... ja byłam ich celem... To był budynek czarodziejów... A tam znalazłam się bo... chyba... mój ojciec jakoś się mści, próbuje przynajmniej... byłam w domu, w łazience... kiedy otworzyłam drzwi... byłam w tym budynku...
-Spokojnie, jesteś ze mną bezpieczna...
Spędziliśmy ze sobą sporo czasu. Może dwa dni? Nie liczyłam ile minęło. Lubiłam z nim być, uwielbiałam, kochałam jego towarzystwo. Jednak Ruvik pytał się co jakiś czas jak się czuję, czy wszystko w porządku ze mną. Czy nie zauważałam nic dziwnego w okół siebie. Jednak wszystko zniknęło, ucichło, uspokoiło się.
Siedziałam z nim przy stole, rozmawialiśmy, śmialiśmy się... było świetnie.
-Jesteś dla mnie całym światem i nie chcę cię stracić.
-Wiem... ale teraz na jakiś czas musimy ograniczyć kontakt... mam kilka spraw...
-Ach tak, Panie Tajemniczy. - zaśmiałam się i chwyciłam szklankę z sokiem. - A więc powiem tyle, że będę tęsknić. - uśmiechnęłam się do niego.
-Mam nadzieję, że nie zrobisz nic głupiego.
-A co masz na myśli, mówiąc COŚ głupiego?! - udałam oburzoną.
-Nie wiem, wszystko może się zdarzyć, nie zdziwi mnie chyba nic, Rose. - zaśmiałam się wraz z nim.
-Och ty... - zmrużyłam oczy i walnęłam w niego poduszką którą trzymałam na kolanach.
-Za co to?! Stwierdzam fakt!
-Fakt jest taki, że po prostu mam pecha...
Posmutniałam a on od razu to zauważył.
-Co jest?
Milczałam.
Tyle niewiadomych dni spędzonych bez Ruvika to dla mnie dni w męczarniach. Będę strasznie tęsknić... Możemy równie dobrze zobaczyć się za rok, dwa, albo wcale. Wcale... boże, jakie to okropne słowo w tej sytuacji. Nigdy nie zobaczyć już Ruvika...? Aż zachciało mi się ryczeć, wyć i krzyczeć na wszystko i wszystkich. To nie fair.
-Hej... Rosalie... - powiedział łagodnym głosem i zbliżył się do mnie - będzie dobrze...
-Co jak... co jak nie wrócisz...?
-Wrócę...
-Nie wiesz tego.
-Wiem na sto procent, nie zostawię cię samej, zawsze to zbyt długo...
-Dla mnie to pieprzone zawsze to jak wieczność bez tlenu.
-Aż tak... aż tak Ci na mnie zależy...? - zdziwił się.
-Tak! Bardzo zależy... - odsunęłam się od niego i poszłam do drugiego pokoju.
-Rosalie, zaczekaj...
Stanęłam do niego tyłem. Zamknął drzwi za sobą i podszedł do mnie.
-Nie zniknę na zawsze, wrócę.
Odwróciłam się do niego a on podszedł bliżej, starł łzy z moich policzków i przytulił.
-To nic nie daje... Ruvik... to może być ostatnie takie bliższe spotkanie...
-Źle o tym myślisz. - uśmiechnął się pocieszająco.
-A jak mam myśleć?!
-Myśl pozytywnie.
-Pozytywizm w tej sytuacji to okłamywanie samej siebie...
-To raczej pocieszanie...
-Pierdzielisz... - odsunęłam się od niego powstrzymując łzy.
Westchnął i pocałował mnie niespodziewanie.
Wziął mnie za ręce i usiadł ze mną na brzegu łóżka. Całował mnie po szyi. Nie mogłam się oprzeć, chociaż dalej miałam ochotę płakać. Po chwili to minęło, nie chciałam się wycofywać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz