W końcu Ruvik wrócił. Rzuciłam się na niego i przytuliłam. Oplotłam go moimi nogami, złapał mnie i usiedliśmy na krześle. Gdy zaczął mnie powoli i delikatnie całować ja wpadłam na pewien pomysł.
-Chodźmy się zabawić. - zaproponowałam odrywając się od Ruvika.
-Chodźmy się zabawić. - zaproponowałam odrywając się od Ruvika.
Zaśmiałam się.
-Impreza!
-Gdzie? Tutaj?
-Nie,nie... teleportujmy się gdzieś...
-Spontanicznie widzę. - pocałował mnie w usta a ja z trudem się od niego oderwałam.
Był bardzo, ale to bardzo pociągający... Jak mu się oprzeć...?
-Chodź! Zabawmy się.
-No dobrze, Rose.
Teleportował nas na jakąś imprezę w New Yorku. Weszliśmy na parkiet, jednak po tym jak wyszaleliśmy się w tańcu poszłam z nim na bok. Oparł mnie o ścianę i oparł ręce na biodrach. Zaczął się ze mną bawić, drażnić... udawało mu się to. Denerwował mnie jak cholera.
Gdy miałam zamiar go pocałować, on dobierał się do szyi. Cholera, Ruvik... Uśmiechnęłam się i nie czekając po prostu robiłam to co on. Po dłuższej ''zabawie'' napiliśmy się i poszliśmy tańczyć.
Poczułam na sobie wzrok... odwracałam się w różne strony ale widziałam tylko ludzi, każdy zajęty sobą lub swoimi przyjaciółmi, swoją dziewczyną czy chłopakiem...
Zoe do mnie dzwoniła... Chyba... tak myślę... No bo kto inny? Mogłabym oddzwonić... ale nie. Chociaż tęsknię za nią, wiem czym jest... ale chciałabym ją mieć tutaj przy sobie. Gdy zniknęła chciałam jej szukać... nie byłam niestety w stanie... Wtedy nie byłam.
Ruvik działał coraz śmielej, przyciągnął mnie do siebie łapiąc mnie za tyłek. Podkręciło mnie to, chciałam więcej. Ale jak myślałam - bawi się ze mną. Wie, że to mnie drażni, lubi to. Ja zaczęłam to uwielbiać. Gdy chciałam go pocałować pozwalał na to ale tylko na chwilę, na kilka sekund i znów się wywijał. W tej chwili miał nade mną władzę. Czułam bezsilność, podobało mi się to co robi ze mną, to w jaki sposób się ze mną obchodzi... podniecało mnie to coraz bardziej.
Otworzyłam oczy gdy Ruvik zaczął całować mnie po szyi. Udało mi się z trudem ''obudzić''... Ruvik był w tym świetny... coraz bardziej mi się to podobało. Wprowadzał mnie w taki stan... z którego nie mogłam się wybudzić.
Wyszukiwałam osoby, która nadal wbijała we mnie wzrok. Wtuliłam się w szyję Ruvika, starałam się nie tracić zmysłów... przy tym co robił ze mną Ruvik... to było cholernie trudne... Nigdy się tak nie czułam, uwielbiałam to co robił. Zatracałam się w nim całkowicie.
Wreszcie! Wypatrzyłam... mężczyznę, który obserwował mnie. Wyglądał dziwnie. Zmierzył mnie dziwnie... nie znałam go.
Ruvik zacisnął palce na moich pośladkach, westchnęłam głośno, jednak tylko on mógł to usłyszeć, muzyka zagłuszała nawet krzyki ludzi.
Zignorowałam mężczyznę gapiącego się na mnie. Zauważyłam, że zniknął. Kłopot z głowy! Gdy spojrzałam się na Ruvika wreszcie odsunął się od mojej szyi, zbliżył powoli do moich warg, musnął delikatnie dolną, jakby smakował każdy milimetr moich ust. Delikatnie ją przegryzł, podniecał mnie z każdym kolejnym posunięciem. Oddychałam coraz szybciej i ciężej, podniecenie rosło. Podniecał mnie tak bardzo...
Zdecydowanie, byłam teraz w jego rękach, robił ze mną co chciał, mi zaczynało się to bardzo podobać. W tej chwili byłam jego zabawką, uwielbiłam to uczucie tak bardzo, że chciałam więcej. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, przerodzić się w coś większego...
Jednak gdy Ruvik teleportował nas do domu, kierował się w stronę łóżka... wszystko prysło jak bańka mydlana.
Oderwał się ode mnie z uśmiechem i pożądaniem w oczach. Uśmiech ewidentnie ukazywał złośliwość.
-Musisz wracać, Rosalie.
Wkurzyłam się. Pchnęłam go na łóżko, był zaskoczony obrotem akcji i zamianą stron. Powoli skradałam się jak kot w jego stronę, przeszłam do jego ust. Jednak on załapał zbyt szybko do czego dążę. W mgnieniu oka obrócił mnie na plecy i teraz on był na górze, on chciał dominować. Uśmiechnęłam się lekko.
-Jesteś trochę uparta... - całował moją szyję. - Bardzo...
Złapał moje nadgarstki i uniósł nad moją głowę. Nie mogłam się ruszyć, teraz podnieciło mnie to jeszcze bardziej... Nie wiem jak to robił... po prostu pokochałam to co potrafił ze mną zrobić, byłam teraz jego zabawką. Chciałam się tak czuć, było to coś niesamowitego. Ja tylko oddychałam, próbując powstrzymać bicie serca, jednak to na nic. Zatracałam się w nim... pokochałam to uczucie... i... Ruvika...
Nagle coś poszło nie tak, wszystko znikało. Podniecenie, cały nastrój poszedł się pieprzyć. Ruvik też to poczuł, odwrócił się a za nami stał Ruvik, ten drugi, w zakrwawionym białym płaszczu, lekko się uśmiechał, zrobił to złośliwie. Rajan się wkurzył.
-Wynoś się stąd kurwa!
Ruvik tylko się zaśmiał i zniknął.
Odgarnęłam włosy i spojrzałam na Rajana. Dochodziłam do siebie, to co się ze mną działo przed chwilą było... naprawdę cudowne...
Miałam ochotę się na niego rzucić, zatracać się w nim dalej...
Zadzwonił mój telefon. Odebrałam, wiedziałam, że to Zoe.
-Zoe... wiem, że to ty. - teraz ja się pierwsza odezwałam. - Nie rozłączaj się, Zoe... nie musisz, wiem, że to ty... Może wrócisz do domu? Wszyscy tęsknimy... Cole zniknął, załamał się po twoim odejściu, teraz jest gdzieś w północnej Kanadzie... Cały czas jest pod postacią wilka... wszyscy się martwimy, chcemy, żebyś wróciła... brakuje nam ciebie... Ja tęsknię.
-Rosalie...
Tak, to Zoe.
-Na...Naprawdę...?
-Tak! Tęsknimy...
-Może się... umówimy... u ciebie w domu za kilka dni...? Powrót trochę mi zajmie a musze się pożegnać...
-Nie musisz się wcale żegnać, możesz tam wrócić... chcę cię tylko zobaczyć.
-To może za kilka.. tygodni... co? Na razie pod telefonem.
-Dobrze, do usłyszenia...
Po tej rozmowie znów ktoś zadzwonił. Cholera...
Numer nieznany...? Odebrałam. Głos był Cole'a.
-Wrócisz? Muszę coś ci powiedzieć, coś się stało... Nie powiem Ci tego przez telefon... Będziesz?
-Oczywiście, ale... co jest...?
Rozłączył się. Spojrzałam na Ruvika i pocałowałam go.
-Wrócę.
-Teleportować cię?
-Tak... Wrócę tu. Jutro będę.
-Trzymam za słowo. - uśmiechnął się i teleportował mnie do domu.
Wbiegłam do środka, a za mną drzwi same się zatrzasnęły. Nie mogłam ich otworzyć. Spojrzał na mnie ten sam chłopak który był wtedy na imprezie. Klaskał, wyłaniając się z ciemności od strony kuchni.
-Gdzie Cole? - spytałam.
Zaśmiał się.
-Jest bezpieczny. Pewnie gdzieś obok północnej Kanadzie, czyż nie?
-Skąd ty to...
-Podsłuchać rozmowę nie jest trudno. Jestem czarodziejem... naukowcem...
-Jednym z tamtych...?
-Tak. Ale na razie jestem na celowniku wilkołaków, więc chciałbym aby kilka osób, ludzi... posłużyło mi za obronę.
-Ludzie cię obronią...? Śmieszne...
-Tak, bo widzisz... wilkołaki są obrońcami ludzi, nie pozwolą by zginęli. A tu jest ich od cholery, więc gdy znikniesz ty, zainteresują się tobą i kilkoma zaginionymi.
-Nie idę z tobą...
-Nie masz nic do gadania. Poznaj zasady, na dobry początek. Raz - mnie się nikt nie stawia. Dwa - robisz to co ci każę jak reszta porwanych. Trzy - robię z wami co chcę, nikt nie ma prawa uciec. Cztery - jeśli ucieknie jedno z was, zapłaci to życiem lub pokażę im co jest za próbę ucieczki. A teraz... znasz jakiegoś... czarodzieja... innego?
-Skąd to pytanie...?
-Ja zadaję pytania.
-Boisz się ich?
-Nie tyle co boję, ale... nawet jeden może mi zaszkodzić. Więc?
Skłam. - usłyszałam w głowie głos mamy.
-Nie, nie znam nikogo.
-Mhm. To w takim razie doskonale, idziesz ze mną.
-Nie... - szarpnęłam mu się gdy złapał mnie za nadgarstek.
Uderzył mnie z całej siły w twarz.
-Nie mam skrupułów. Mogę cię zabić jak będę chciał i kiedy będę chciał. Więc zamknij się i idziemy. Będziesz chciała uciec? Mam pięcioro ludzi z bronią, przestrzelą cię. Zrobisz jedno zadanie wydane przeze mnie źle? Nauczka.
Zniknęliśmy.
Miałam wrażenie, że wziął mnie nie tylko dlatego, że zobaczył mnie przypadkowo. Po prostu dowiedział się wcześniej jakie miałam zdolności, chce mnie mieć. To ma sens... Muszę stamtąd uciec...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz