Byłam w wielkim budynku towarowym. W środku był duży magazyn, obok magazynów byliśmy zamknięci na tak jakby hali, była niewielka. Gdy wypuszczali nas do tak jakby ''pracy'', Troy, jeden z chamskich skurwieli, otwierał bramę i zabierał nas przydzielając do ładowania broni czy innych takich rzeczy. Na środku hali mieliśmy krzesła ułożone w krzywe koło, tam nasza grupa siedziała. Ja jak na razie byłam tą myślącą pozytywnie, oni - myśleli o ucieczce. Planowali to...
Oni? Mam na myśli trzy dziewczyny i pięciu chłopaków... Bonnie, Sarah i Lisę, a chłopaki zawsze drażnili się z ochroną, tudzież Troy'em. Luke, Nick i Szron byli najmłodsi, mieli dwadzieścia dwa lata. Kenny był najstarszy, miał pięćdziesiąt trzy. On był twardy, nie dał się złamać byle jakiemuś dzieciaczkowi czarodziejowi. Flynn był tutaj pierwszy, podobno mieli go wypuścić, pracował na to dość długo. Nie rozmawiałam z żadną z dziewczyn. Jednak nie trudno było zauważyć, że Lisa była w siódmym miesiącu ciąży, ma trzydzieści trzy lata. A Sarah ma dwanaście, Bonnie jest w moim wieku (18).
-Musimy się stąd wydostać.
-Popieprzyło was? - odezwała się Bonnie.
Bonnie była twardą suką, jak mówili na nią Troy z Mike'em. Mike to ten którego widziałam na imprezie i udało mi się go poznać... co za pech...
Mike potrzebował ludzi którzy będą mu usługiwać i w razie czego pójdą na pożarcie wampirom czy wilkołakom. Wilki mają złe stosunki z wampirami więc gdy wampiry rzucą się na ludzi - wilkołaki muszą ich zabić.
-Nigdzie się nie ruszamy. Zabiją nas. Poza tym próbowałam uciec, Mike skopał mnie na waszych oczach, nie pamiętacie już?
Wszyscy zamilkli.
Około czwartej nad ranem Terra, jedna z kobiet która zajmowała się bronią, była przy kości, mulatka. Miała trzydzieści siedem lat. Więc... Terra o tej właśnie godzinie wrzuciła do nas siedmioletniego chłopca. Był cały posiniaczony i zapłakany.
Spojrzał na mnie i usiadł w kącie, płakał.
Chciałam do niego podejść, ale Luke mnie zatrzymał.
-Musi to przejść. Wszyscy tu tak trafiliśmy.
-Ale... Ale Luke... - odezwała się Sarah.
-Zrozum...
Spojrzałam na chłopca. Zignorowałam ich i poszłam do niego, usiadłam naprzeciwko niego po turecku na zimnej betonowej podłodze.
-Cześć. - uśmiechnęłam się do niego.
Milczał.
Spojrzałam na jego zakrwawione usta i podbite oko. Mi również zachciało się płakać. Ten popieprzony Mike bił nawet dzieci... zasraniec.
-Mogę Ci pomóc...
-Nie da się. - odezwał się w końcu. - On zabił moich rodziców... Byli im winni jakieś pieniądze... Nie oddali na czas..
-Spokojnie, już dobrze... - przytuliłam go. - Jak masz na imię?
-Jacob.
-Ja jestem Rosalie.
-Myślisz, że coś nam zrobią?
-Nie wiem... jestem tu drugi dzień...
-Rób to co każą. Nic ci się wtedy nie stanie. - odezwał się Kenny.
Spojrzałam na niego zła. Chciał się stąd wydostać. Luke i Flynn byli dla niego jak rodzina, no i Sarah była siostrą Luke'a. Była cicha i spokojna... jedyna z tego grona...
Otworzyła się brama od magazynu, wstaliśmy wszyscy, pomogłam Jacob'owi i podeszliśmy do Mike'a i Troy'a, który miał przy sobie pistolet, jak zawsze.
-Wilkołaki się zbliżają, a nam brakuje jedzenia. Więc Sarah i Luke pójdą na dach do szklarni po jedzenie, Bonnie wciągasz nawóz z dołu jak zawsze a ty młody i Rosalie pójdziecie do działu broni. Resztą zajmie się Troy.
Poszłam z chłopcem. Dobrze, że idę z nim. Będę miała go na oku.
Po jakimś czasie ładowania broni, musiałam to pokazać zresztą chłopcu, załapał szybko. Był bystry.Starał się być jak najbardziej spokojny w tej sytuacji. Jednak jego podbite oko i zakrwawione usta doprowadzały mnie do płaczu, wyglądał strasznie. Czemu taki mały chłopiec musi płacić za sprawy dorosłych? Jeszcze pewnie zabił jego rodziców na oczach tego dzieciaka... matko...
Zostawiłam Jacoba na chwilę samego, byłam zawołana przez tego sukinsyna Troy'a. Nie chciałam zostawiać chłopca samego. Tym bardziej, że jest w niebezpieczeństwie i jest narażony bardziej niż my wszyscy.
Troy tylko chciał się ze mną zabawić, uderzyłam go w twarz z pięści. Cholera... zabolało. Ale należało mu się. Udałam, że ten cios wcale mnie nie zabolał. On był zaskoczony, należało mu się.
-Ty suko, na mnie podnosisz rękę?!
-Rosalie! - usłyszałam za sobą krzyk Jacoba.
Pobiegłam tam ignorując Troy'a.
Jacob właśnie leżał na ziemi obok pomieszczenia z bronią. Mike znów coś wymyślił, by go pobić. Wstawiłam się za niego. Luke zszedł ze szklarni, z dachu, by zobaczyć co się dzieje.
-Źle naładowałeś. Jeszcze zgubiłeś broń! - darł się na niego Mike.
-To moja wina! - wbiegłam przed twarz Mike'a ochraniając całym ciałem chłopca.
-Dobrze, że bronisz swojego, ale za kłamstwa takie jak ty przedstawiłaś się płaci.
-Nie, ja mówię prawdę...
Odepchnął mnie do tyłu, uderzyłam głową o ścianę. Troy przylazł, skopał mnie jak psa.
-Zajmę się dzieciakiem. Ty będziesz na to patrzeć.
-Nie... proszę... - spojrzałam na chłopca i całe zdarzenie.
Zamknęłam oczy. Nie miałam sił wstać.
-Zabiję cię, ostrzegałem. Zrobisz coś źle, a masz po mordzie! Nie rozumiesz kilku zdań, bachorze?!
-Zostaw go! - krzyknął Kenny, ale złapał go jeden z ochroniarzy.
Terra wyszła, nie mogła znieść widoku bitego dziecka.
Ja też nie.
Nic nie mogłam zrobić. Troy skopał mnie, coraz mocniej zadawał ciosy, nic już nie czułam.
-No, zabij mnie. - powiedział chłopiec. - Chcę do rodziców, nie chcę być tu z kimś takim jak ty, z mordercą...
Chłopiec wiedział więcej o Mike'u niż my wszyscy tutaj. Jacob miał informacje o nim, które mogły go zniszczyć. Był dla niego zagrożeniem. Nie był to zwykły dzieciak, nie trafił tu przypadkiem.
-Zamknij mordę. - syknął Mike i... i... po prostu z niewiarygodną siłą przywalił mu w głowę jakimś przyrządem.
Krzyknęłam. Wstałam ostatkami sił, chciałam zabić tego gnoja. Kenny krzyczał, wszyscy byli zrozpaczeni.
-Ty... pieprzony sukinsynu...
-To też jest niedozwolone.
Złapał mnie za bluzkę i złapał pistolet. Wziął także Lisę, rzucił ją na ścianę jak i mnie, skuliłam się z boku.
-Patrz na jej śmierć. Będzie miło.
Sprawdził, czy broń jest naładowana. Sama ją naładowałam... Boże... Przyczyniam się do śmierci Lisy, kobiety w ciąży...
Moja psychika siadała z każdym widokiem mordowanych ludzi tutaj. A było tego sporo.
Tęskniłam za Ruvikiem... musiałam się z nim pożegnać bo wiedziałam że tu właśnie umrę. Niedługo. Musiałam się z tym pogodzić a z Ruvikiem pożegnać na zawsze...
Gdy poleciał pierwszy strzał zamknęłam oczy i zatknęłam uszy.
Złapał mnie i wyniósł z pomieszczenia.
Zamknął mnie w pokoju Sary. Ściany były różowe, plakaty i różne inne rzeczy były tutaj, jakby za drzwiami nic złego się nie działo. Sarah chyba była córką Mike'a albo jego siostrą. Nigdy dziewczyna nie została pobita ani nic. Była szanowana, dlatego była spokojna.
Bonnie była wampirem, była tępiona. Trzymano ją tu by posłać w razie czego przynętę lub odwrócenie uwagi wilkołakom. Bonnie nie dostawała krwi, była więźniem, nie miała sił funkcjonować normalnie. Była bezbronna, nie chciało się jej nic robić, była wrednym i wkurzającym czynnikiem w tym towarzystwie. Była tak zmęczona, że aż spała. Wampirom zdarza się to przecież bardzo rzadko.
Znalazłam laptopa Sary. Wzięłam go na biurko, usiadłam na krześle i wysłałam maila do Ruvika za pośrednictwem magii. Czyli dotrze wiadomość do jego mózgu bezpośrednio, od razu, szybko. Będzie miał moją wiadomość video przed oczami.
-Cześć Ruvik... - zaczęłam. - Nie wiem od czego mam zacząć... Jestem tu uwięziona... Mają tu broń... są słabi, boją się czarodziejów, nie wiem czemu... mają tu nas... więźniów... Dobrze, że nie widzisz moich siniaków... - powstrzymałam płacz. - Nagrywam to, bo chcę się pożegnać... pewnie tu umrę... Zabili na moich oczach chłopca, rozwalili mu głowę... Niszczą tu psychicznie ludzi... na moich oczach również zabili kobietę w ciąży... Chłopiec po prostu źle naładował magazynek... no i zgubił pistolet... Przejdę do rzeczy... Nie mówiłam Ci tego... Nie jestem dobra w tych sprawach jeśli chodzi o wyznanie czegoś... uczuć... Kocham Cię. Pokochałam cię już dawno... Teraz mogę ci to powiedzieć... Nie mam po co tego ukrywać... Życie bez ciebie nie ma najmniejszego sensu, pewnie mnie tu zabiją... mają ochronę pod drzwiami... A mnie traktują jak psa... Przy okazji mnie może zabiją... Nagrywam to bo mam na to czas.... Chciałam się tylko pożegnać... wyjaśnić to i owo... Mam teraz kłopoty... pewnie nie na długo... Kocham Cię tak bardzo... Nie wiem czy możesz sobie wyobrazić jak bardzo Cię kocham...
Już teraz płakałam.
Kliknęłam wyślij i użyłam magii... wyczułam, że wiadomość dotarła. Powinien zaraz zobaczyć to przed oczami. A mnie... mnie zawołali znów do pracy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz