wtorek, 14 lipca 2015

Od Zoe

Rajan teleportował nas do domu. Czułam sie niezręcznie. Rosalie zaniósł do jej pokoju. Spała. Ja siedziałam w salonie i czułam sie jak nieproszony gość. Kiedy Rajan zszedł na dół wstałam.
-To ja już pójdę. -powiedziałam.
-Wróć jeszcze. Rosalie sie ucieszy. -powiedział.
Przytaknęłam głową i wyszłam. Byłam osłabiona jednak umiałam już panować nad głodem w pewnym stopniu.
Poszłam sie przespacerować po okolicy. Spacerując drogą która prowadziła przez las usłyszałam wycie wilka. Potem usłyszałam parę głosów. Czyżby wataha wilków? Głosy zbliżały sie do mnie. Dziś był pochmurny dzień i zapowiadało sie na to że będzie padać i dlatego mimo iż nie było jeszcze późnego wieczora było trochę ciemno.
Przyśpieszyłam kroku. Usłyszałam za sobą warczenie. Odwróciłam sie i zobaczyłam cztery wilki. A dokładnie wilkołaki. Wilki były mniejsze i z reguły nie wychodził z lasu by zaatakować człowieka. No ja nie jestem do końca człowiekiem.. ale normalne wilki bez powodu by mnie nie chciały zaatakować.
-Chłopaki spokojnie..-powiedziałam idąc do tyłu.
Wilki zawarczały i ruszyły na mnie. Zaczęłam biec. Byłam szybsza trochę bo piłam często ludzką krew a dokładnie krew Kaja który sam na to nalegał.
Biegłam wzdłuż ulicy jednak stwierdziłam ze łatwiej będzie mi ich zgubić w lesie dlatego tam sie skierowałam. Wilkołaki też były szybkie. Czułam ich oddech praktycznie na plecach. Próbowałam wyjąć telefon by zadzwonić do Kaja by mnie teleportował do siebie jednak w biegu było trochę trudno.
Nie zauważyłam korzenia wystającego z ziemi i przewróciłam się. Telefon który udało mi sie wyciągnąć upadł gdzieś dalej. Wilkołaki mnie otoczyły.
-Proszę.. przecież nic wam nie zrobiłam! Jestem tu bo moja przyjaciółka która jest człowiekiem miała kłopoty..
-Nas to nie obchodzi..-usłyszałam w głowie.
-No to super. -powiedziałam wzdychając.
Pożegnam sie z życiem.. A w sumie co to za życie? Ale obiecałam ze jeszcze odwiedzę Rosalie.. że zadzwonię do Kaja powiedzieć mu jak mi poszło.. Nie rzucam słów na wiatr. Wstałam i miałam jakoś uciec kiedy jeden z wilków skoczył na mnie. Przytrzasnął mnie do ziemi. Nie mogłam nic zrobić jak tylko pożegnać sie z życiem. Oby nie bolało długo..
Wtedy właśnie ku mojemu zaskoczeniu jakiś wilk skoczył na tamtego i zaczął z nim walczyć .reszta była zdezorientowana tak jak i ja.
Wilk który stanął w mojej obronie zasłonił mnie ciałem i mierzył ich wzrokiem. Wyglądało to tak jakby rozmawiali. Cztery wilki które chciał mnie zabić warknęły i uciekły.
-Nie wiem kim jesteś ale dziękuję..-powiedziałam do wilka. -Czekaj.. czy to nie ty?
Dopiero teraz do mnie dotarło że to ten sam wilk który już raz mnie obronił.. Piękny, duży i czarny..
Wtedy zaczęło sie z nim coś dziać i po chwili przede mną nie stał już wilk tylko... Cole..
-Cole?
-Zoe.. gdzie tyś się podziewała?
-A tu i tam..
-Dlaczego odeszłaś?
-Musiałam.
-Wcale że nie!
-Musiałam.. tamtej nocy wydarzyło się coś co nie powinno mieć miejsca..
-Wiem. Posmakowałaś ludzkiej krwi.
-Właśnie..
-To nie powód żeby odchodzić. Poradzilibyśmy sobie z tym razem.
-To nie było takie łatwe.. Mieszkać z człowiekiem, łowcami i wilkołakiem. Nie chciałam wam zrobić krzywdy.
-Nie przesadzaj a tak poza tym to chodź..-przytulił mnie.-Stęskniłem się i to bardzo głupia! Jak mogłaś odejść bez pożegnania?!
-Tak było łatwiej.
Poszliśmy sie przejść.
-Dawno wróciłaś?
-Dzisiaj. I już wpadam w tarapaty. Kim były tamte wilkołaki?
-Starzy kumple ze sfory. Nic ci już nie zrobią.
-Co im powiedziałeś?
-Podałem im powód dla którego nie mogą cie nawet tknąć.
-Jaki?
-Wilkołak nie może ruszyć osoby w której jest wpojony inny wilkołak.
Westchnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz