czwartek, 16 lipca 2015

Od Zoe

Usiadłam na blacie w kuchni.
-Super ale w pewnym momencie nie było sympatycznie.-odparłam.
-Co się stało? Opowiadaj!
-On jest wilkołakiem.. ja w połowie wampirem. Nie przeszkadza mi to kim jesteśmy. Powiem Ci ze nawet spodobało mi sie bycie w połowie wampirem ale czuję że mu to przeszkadza. Wataha sie czepia. Alfa jest zły. Nie pasuje im to że jeden z nich wpoił się w ich wroga. No bo w końcu wampiry i wilkołaki są największymi wrogami.
-To nie kolorowo. Ale wiesz... miłość wybacza wszystko. Dacie radę.
-Sama nie wiem. To jest skomplikowane.
-Ale co?
-To między nami. Nigdy nie będziemy w 100% szczęśliwi.
-Nie przesadzaj. Uda wam się.
-Oby.
Zadzwonił mój telefon.
-To Kaj.. poczekaj chwilkę. -odebrałam.-Co tam Kaj?
-Zoe wracasz dziś do domu na noc?
-A co sie stało?
-A tak pytam... trochę niespokojnie sie dziś zrobiło w dzielnicy.
-To nie wychodź z domu.
-Jestem w starym parku. Wszędzie kręci sie policja.. Szukają członków mafii.. Podobno jeden z nich wpadł.
-Wracaj do domu. Proszę cię..
-Nie mam jak. Ulica jest cała zastawiona..
-Eh...
-Co sie stało?-zapytała Rosalie.
Usłyszałam w słuchawce strzały. Przeraziłam się.
-Kaj?!
Cisza.
-Kaj?!
-Zoe... strzelają coraz bliżej mnie. Nie mam gdzie uciec.. Zoe! -usłyszałam strzał który musiał być blisko Kaja.
-Kaj teleportuj mnie do siebie!
Rozłączył się a ja spojrzałam na Rosalie.
-Muszę wracać. Mój przyjaciel ma kłopoty.
-Uważaj na siebie.-powiedziała i przytuliła mnie a ja po chwili znikłam.



Na miejscu zobaczyłam wszędzie światła radiowozów. Słyszałam strzały i krzyki. Wszędzie była mgła że aż mi z wampirzym wzrokiem było ciężko cokolwiek zobaczyć. Skupiłam sie na zapachu Kaja. Był blisko. Jednak było coś jeszcze co mnie zmartwiło.. zapach krwi..
-Kaj?!-krzyknęłam podbiegając do niego.
Leżał na ziemi oparty o drzewo.
-Przycisk.. musiał być.. wystrzelony przypadkowo.. nie wiem.. skąd.. po prostu.. trafił we mnie..
-Kaj spokojnie... Ciiii..
Zobaczyłam ranę. Przycisk trafił w brzuch. Rana bardzo krwawiła. Nie było rany wylotowej. Przycisk nadal był w ciele mojego przyjaciela.
-Kaj zaniosę cie do szpitala..
-Jest bardzo.. daleko..
-Ciii będzie dobrze.
Czułam że jego serce bije coraz wolniej. Łzy napłynęły mi do oczu.
-Jestem zmęczony..
-Nie zasypiaj .Mów do mnie..
-Zoe.. wiesz.. na prawdę Cię lubię.. jesteś dla mnie.. jak siostra..
-A ty jesteś moim kochanym braciszkiem. Dlatego nie możesz mnie zostawić. Nie zasypiaj!
-Dasz radę... beze mnie.
-Nie! Kaj! Nie dam!
Uśmiechnął się po czym.. odszedł..
Zaczęłam płakać.
-Nie! Kaj obudź sie!-potrząsałam jego ciałem.
Jednak wiedziałam ze już za późno. Jego serc przestało bić.





-Proszę... wróć do mnie..-płakałam osuwając się na ziemie przy nim..
Nie mogłam uwierzyć że go straciłam. on był przy mnie cały czas... A ja zostawiłam go.. Nie było mnie kiedy mnie potrzebował. Zawiodłam go. Zawiodłam go...
Łzy płynęły mi po policzkach. Nie ogarniałam co sie dzieje obok mnie. Wszystko było mi obojętne.





Mój telefon zaczął dzwonić. Zignorowałam go. Dzwonił Cole. Kiedy zadzwonił ponownie.. po prostu wyłączyłam telefon.. Nie chciałam teraz z nikim rozmawiać. Chciałam być sama.
Po raz kolejny straciłam bliską osobę.
Wzięłam w ramiona ciało Kaja. Był taki młody.. miał jeszcze całe życie przed sobą.  Nie spełni marzeń. Dlaczego? Bo jakaś mafia i policja musiały walczyć na ulicy!
Wściekłam się. Wzięłam ciało "brata" na ręce i postanowiłam zanieść je do jego domu. Nie mogłam go pochować tak.. po prostu. Jego rodzina powinna to zrobić . Położyłam go na kanapie na tarasie przed domem.
-Żegnaj Kaj.-powiedziałam.
Wyszłam.
Postanowiłam się zemścić. nawet nie wiem kiedy podjęłam decyzję.. kiedy domyśliłam się co i jak zrobić.
Szłam ciemna ulicą... bez żadnych emocji. Z rozmazanym makijażem... bólem w oczach.
Wyłączyłam przycisk...
Wyłączyłam człowieczeństwo...
Przemiana sie dopełniła...
Teraz nikt mnie nie powstrzyma...
Zemszczę się... .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz