czwartek, 16 lipca 2015

Od Rosalie

  Uciekłam z wody na piasek. Mimo tego, że był wieczór piasek był ciepły. Pomost był cudownie oświetlony. Ruvik wyszedł z wody, zdjął koszulkę. 
  Westchnęłam i tak się na niego gapiłam dłuższą chwilę. Boże, jaki on jest boski...
-Ziemia do Rosalie! - krzyknął do mnie Ruvik.
-Nie krzycz! - uciszyłam go. 
-To co, że to prywatna plaża...
-Prywatna?! - wycedziłam. 
  Zaśmiał się i usiadł obok mnie. 
-To nic. 
-Nic? Zaraz mogą nas wywalić! 
-Kto niby? 
-Nie wiem no... ktoś na pewno! 
  Uśmiechnął się i wstał. Podał mi rękę. 
-Gdzie idziemy? 
-Chodź. - uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę. 

  Szliśmy przez las. Bałam się, bo wiedziałam, że są tu wampiry ale także wilkołaki. Wolałabym nie znaleźć się w ich towarzystwie, szczególnie w towarzystwie obcego wampira. Są niebezpieczne, z reguły człowiek jest dla nich jak pierwsze lepsze pożywienie i nie mają skrupułów... ani litości. 
-Myślisz, że jest twój? - usłyszałam w głowie kobiecy głos. 
  Spojrzałam się na Ruvika, ale on chyba nic nie słyszał. Ta wiadomość była bezpośrednio do mnie. Cholera... 
  Głos był podobny do tamtej dziewczyny, która była na młynie. Jednak nic nie powiedziałam Ruvikowi. Po co? 
-Coś nie tak? - spytał zauważając moją minę. 
-Nie, wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego.
  Stanęliśmy w mieście, zatrzymała nas właśnie ta dziewczyna.Stała przed nami, nie było ludzi na ulicy, zero, nikogo. Ruvik też ją widział, patrzył się wprost na nią. 
-Myślisz, że ona jest ode mnie lepsza? Niby w czym? 
-Kim ona jest, Ruvik? - spytałam. 
-Nikim ważnym. 
  Dziewczyna się zdenerwowała, oczy płonęły jej w czerwieni.
-NIKIM WAŻNYM?! Ach tak? Przespałeś się z nią, wykorzystałeś żeby zaspokoić swoje potrzeby i myślisz, że ona tego nie wie? Myślisz, że o mnie zapomnisz? 
-O czym ona mówi?
-Oj, nie wiesz?
-Ona kłamie, nie wierz jej. - wyprzedził ją Ruvik. 
-Udowodnię Ci wszystko. - zaśmiała się dziewczyna, patrzyła cały czas na mnie. - Jestem Mary. Miło poznać...
-Odejdź.
-Nie odejdę. Teraz ona jest celem. Traktujesz mnie tak, więc ona zobaczy coś...
-Odejdź. Teraz. 
  Zaśmiała się i zniknęła.
-Nie wierz jej...
-Nie uwierzę. Wierzę tobie. - przytuliłam go i pocałowałam w policzek a on spojrzał na miejsce, gdzie stała owa Mary. 
-Cokolwiek zrobi, nie ufaj jej. - zastrzegł. 
-Spokojnie, nic takiego się nie stanie. 
  Poszliśmy dalej. 
-Uczysz się nadal w Howgarcie?
-Nie... jak widać. 
-Czemu?
-To nie dla mnie...Emm... no...  chcę to robić, ale myślę, że to co robię teraz mi starczy...
-Ale... co masz zamiar robić? 
-Miałam zamiar wrócić do Hogwartu, na razie zostałam zawieszona...
-Jakim to prawem? - zdziwił się.
-Nie wiem, Mcgonagall powiedziała, że jestem zawieszona. Nie podała powodu, chciałabym się wykłócać ale nie mogę. Pogorszyłabym sytuację. 
-Przecież ona jest chyba dyrektorką, porządną, swoją drogą... 
-Wiem, ale... nie podała powodu. Była jakaś dziwna, mówiła szybko i gdy skończyła... kazała mi bez słowa wyjść. 
-Zrobiłaś coś?
-Nie... Nie wykraczałam poza zasady w Hogwarcie... dobrze, że to zawieszenie a nie wydalenie. 
-Skąd wiesz, może i do tego jest zdolna... 
-Nie denerwuj się, na pewno to chwilowe...
-Ile to trwa? 
  Milczałam chwilę. 
-Dwa tygodnie... 
-Bezpodstawnie Cię zawiesiła... dziwne.
-Tak, rzeczywiście... wytrzymam jeszcze... jakiś czas. Jak nie... 
-To musi być czyjaś sprawka.
-Tylko czyja?
-Nie wiem. 
  Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się nagle. 
-Ej. Nie ma co się dołować z tego powodu. 
-Powinnaś z nią pogadać.
-Wolę nie. Wywali mnie! 
-Nie może, nie ma podstaw by to zrobić. Albo zwróć się do Ministerstwa Magii. 
  Nagle coś mnie tknęło.
-Sprawa z tamtymi zabójstwami Kleina i jego kumpli... ucichła... ale... jeśli wrócisz i ktoś cię rozpozna... trafisz przed radę... potem... Askaban...
-Nikt mnie nie rozpozna, nikt nie wiedział, że to ja. 
-Policjanci... 
-Byłem podejrzany... Nie ma o co się martwić. 
  Teleportowałam nas do domu. Byliśmy sami, widać Zoe gdzieś wybyła, bo teraz ja tam z nią mieszkam. Można tak powiedzieć, Zoe ma dwa domy. Tu i tam gdzieś gdzie wcześniej była. 
  Poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i pokręciłam głową, odgarnęłam włosy i przewróciłam oczami. 
-Wyglądasz jak czupiradło. - szepnęłam do siebie. 
  Na szyi liczne malinki, na brzuchu również je zauważyłam. Uśmiechnęłam się szeroko wspominając noc z Ruvikiem.
  Wyszłam z łazienki. Ruvik był jakiś nie taki. Siedział na kanapie i wgapiał się w kominek. Usiadłam obok niego i przytuliłam go.
-Bardzo Cię kocham, Ruvik. - szepnęłam mu na ucho. 
-Ja Ciebie też. 
-Jeszcze od Ciebie tego nie słyszałam. - uśmiechnęłam się.
-Będę mówił to częściej. Ostatnio jestem zabiegany... 
  Kiwnęłam głową i położyłam mu głowę na ramieniu. 
  Zadzwonił telefon. Podeszłam i spojrzałam na wyświetlacz. Nieznany numer. Wzruszyłam ramionami i wyciszyłam telefon. Ruvik poszedł do łazienki, gdy wyszedł zaszłam go od tyłu i pocałowałam w szyję. 
-Nie chcesz od tego przerwy? - zaśmiał się.
-Przerwa od ciebie? Nigdy. 
-Może jesteś głodna? 
  Roześmiałam się.
-Nie drażnij mnie. 
-Lubię. Jesteś taaaaka słodka jak się złościsz. 
-Ha ha!
-Mówię serio.
  Odwrócił się w mgnieniu oka. 
  Miałam wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Dziwne... Może Mary? 
-Nie czujesz tego? - spytałam i oderwałam się od niego.
-Czego? 
-Tego, że ktoś na nas patrzy... 
-Nie... - ściągnął brwi, miał zamknięte oczy. 
  Pocałował mnie w szyję i przygwoździł do ściany tak, że aż z pułki spadły książki. Ściągnął ze mnie koszulkę, nawet nie zauważyłam kiedy to zrobił. Przyciągnął mnie bardziej do siebie. Złapał mnie za nadgarstki i również przygwoździł do ściany bez możliwości ruchu. Przygryzł skórę na mojej szyi; jęknęłam cicho, a on z kolei uśmiechnął się lekko. 
  Usłyszeliśmy ruch klamki w drzwiach wejściowych, 
-Ruvik... przestań... 
-Bo co? - mruknął tak seksownie, że już odechciało mi się odrywać od niego ust i rąk, całego mojego ciała. 
-Bo ktoś wchodzi...! - powiedziałam szybko. 
-Niech wchodzi. My róbmy swoje. 
-Ruvik... - zaśmiałam się. 
-Nie mogę się od ciebie oderwać... 
  Zaśmiałam się i pocałowałam go. 
-Sama zaczęłaś. - zaznaczył. 
-Dokończymy to jeszcze. 
  Zniknął. 
  Otworzyłam oczy.
  Przez drzwi weszła Zoe. Spojrzała na mnie, byłam w samym staniku i krótkich spodenkach. Uśmiechnęła się i oparła o ścianę. 
-No sorry, że przeszkodziłam. Widzę, że był tu Ruvik. 
-Em... no... 
-Dajże spokój, nie tłumacz mi się. Widzę to i słyszę jak serce ci bije. Nieźle sobie radzi widzę. - zaśmiała się.
  Zgłodniałam, więc poszłam szybko do kuchni po drodze zbierając koszulkę. Ubrałam się w nią szybko. Wręcz wbiegłam do kuchni uciekając przed pytaniami od roześmianej Zoe. 
-I jaki jest? Robiliście to już? 
  Odgarnęłam kosmyk włosów za ucho i spojrzałam się na nią z lekkim uśmiechem. 
-No... robiliśmy...
-Jaki jest? Dobry? Szczerze. Jesteśmy jak siostry, mów mów! Opowiadaj! - usiadła na krzesełku przy blacie wpatrując się we mnie.
-Jest... fantastyczny... to trzeba przyznać... A jak tam randka z Cole'em? - uciekłam od tematu jak tylko umiałam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz