Obudziłam się w nieznanym mi miejscu. Gdzie ja jestem? Spróbowałam wstać i wtedy zorientowałam się że jestem uwięziona. Łańcuchy mocno trzymały moje ręce. Czułam się znowu jak schwytane zwierze. Wtedy złapało mnie SB a teraz kto?
W celi było ciemno. Nie było okien... Nic. Jednak ja widziałam w miarę dobrze. Czułam też się dobrze.. A nawet lepiej.
-Hallooo!!-krzyknęłam.-Czy ktoś tu jest?
Nikt minie odpowiedział. Cholera!
Wytężyłam słuch i usłyszałam na górze, nade mną.. moich przyjaciół. To oni mnie tu zamknęli? Nie.. no bo po co? Jednak... dowody wskazują co innego. Wstałam z łóżka i przeszłam dwa metry bo na tyle pozwalały łańcuchy. Do krat celi zostały mi jeszcze drugie dwa metry.
Usłyszałam czyjeś kroki. Po chwili zobaczyłam Cole.
-Dlaczego mnie zamknęliście?-zapytałam siadając na brzegu łóżka starając się rozluźnić ręce bo łańcuchy strasznie je ściskały i raniły.
-Dla twojego dobra. Podałem ci krew.
-Co?!-wściekłam się.
Wstałam i bardzo szybko przeniosłam się te dwa metry w stronę krat celi i Cole.
-Jak mogłeś?!
-Podałem ci też lekarstwo które podawano zombie. Działa podobnie co do wampirów. Od ciebie zależy czy wyleczysz się.
-Niby jak?- usiadłam znowu na łóżku.
-Nie wiem nie byłem nigdy w takiej sytuacji osobiście jednak wiem że dasz rade.
-Ty mnie znalazłeś? W lesie.
-Tak
-Byłam sama?
-A dlaczego pytasz?
-Tak, po prostu...
-Byłaś sama.
-Dobrze..-odparłam.
-Jesteś głodna?
-Nie. Długo będę musiała tu siedzieć?
-Aż się nie wyleczysz. Mogłabyś kogoś skrzywdzić albo siebie.
-A jak.. się nie wyleczę?
-Nie wiem..
Spojrzałam na niego. Na jego twarzy malowały się różne emocje. I nie były one raczej pozytywne.
Położyłam się. Łańcuchy nadal mi przeszkadzały.
-A te łańcuchy są konieczne?-zapytałam.
-Tak. Dzięki nim nie uciekniesz.
-A po co miałabym to robić?
-Nigdy nie wiadomo.
-Idź... Chcę zostać sama.
Zamknęłam oczy. Byłam więźniem własnych przyjaciół. Jak wyzdrowieje będę wolna... A jak poddam się infekcji? Zabiją mnie? Będę tu całą wieczność?
W celi było ciemno. Nie było okien... Nic. Jednak ja widziałam w miarę dobrze. Czułam też się dobrze.. A nawet lepiej.
-Hallooo!!-krzyknęłam.-Czy ktoś tu jest?
Nikt minie odpowiedział. Cholera!
Wytężyłam słuch i usłyszałam na górze, nade mną.. moich przyjaciół. To oni mnie tu zamknęli? Nie.. no bo po co? Jednak... dowody wskazują co innego. Wstałam z łóżka i przeszłam dwa metry bo na tyle pozwalały łańcuchy. Do krat celi zostały mi jeszcze drugie dwa metry.
Usłyszałam czyjeś kroki. Po chwili zobaczyłam Cole.
-Dlaczego mnie zamknęliście?-zapytałam siadając na brzegu łóżka starając się rozluźnić ręce bo łańcuchy strasznie je ściskały i raniły.
-Dla twojego dobra. Podałem ci krew.
-Co?!-wściekłam się.
Wstałam i bardzo szybko przeniosłam się te dwa metry w stronę krat celi i Cole.
-Jak mogłeś?!
-Podałem ci też lekarstwo które podawano zombie. Działa podobnie co do wampirów. Od ciebie zależy czy wyleczysz się.
-Niby jak?- usiadłam znowu na łóżku.
-Nie wiem nie byłem nigdy w takiej sytuacji osobiście jednak wiem że dasz rade.
-Ty mnie znalazłeś? W lesie.
-Tak
-Byłam sama?
-A dlaczego pytasz?
-Tak, po prostu...
-Byłaś sama.
-Dobrze..-odparłam.
-Jesteś głodna?
-Nie. Długo będę musiała tu siedzieć?
-Aż się nie wyleczysz. Mogłabyś kogoś skrzywdzić albo siebie.
-A jak.. się nie wyleczę?
-Nie wiem..
Spojrzałam na niego. Na jego twarzy malowały się różne emocje. I nie były one raczej pozytywne.
Położyłam się. Łańcuchy nadal mi przeszkadzały.
-A te łańcuchy są konieczne?-zapytałam.
-Tak. Dzięki nim nie uciekniesz.
-A po co miałabym to robić?
-Nigdy nie wiadomo.
-Idź... Chcę zostać sama.
Zamknęłam oczy. Byłam więźniem własnych przyjaciół. Jak wyzdrowieje będę wolna... A jak poddam się infekcji? Zabiją mnie? Będę tu całą wieczność?
****
Rano czekało na mnie jedzenie i mały kieliszek krwi. Super. Wzięłam bułkę do ręki i zjadłam ją. Napiłam się wody a krwi nawet nie ruszyłam. Nie wypije tego i koniec. To jest obrzydliwe! Pić krew.. Jak tak można? Łee!
Jednak czułam jej zapach... głód wzrastał. Poczułam jak kły mi sie wyzuwają .Ból był straszny. Ale tylko chwilowo..

Dotknęłam palcem kłów. Były piękne. Ostre i długie.. Jednym skaleczyłam sobie palec. Patrzyłam sie na krew spływającą po nim zafascynowana. Usłyszałam kroki i po chwili zobaczyłam Martina z Sebastianem.
-Wypuścicie mnie? To i tak nic nie da.. przetrzymywanie mnie..-odparłam siedząc na łóżku upierając się o zimna ścianę.
-Nic z tego. -powiedział Seba.
-Proszę... nikomu nie zrobię krzywdy.
-Tylko tam mówisz.. nigdy nie wiadomo.-odparł Martin.
-Obiecuję.
-Nic nam po twoich obietnicach. Instynkt jest silniejszy niż człowieczeństwo które można wyłączyć.
-Można je wyłączyć?
-Tak.. Gdybyś je wyłączyła zabilibyśmy cię .Nie byłoby innego wyjścia.
Kiedy to usłyszałam coś we mnie drgnęło. Zabolało mnie to.

-A co jeśli nie uwolnię sie od wampiryzmu? Będę tu mieszkała? W tej celi? Wieczność?
-Na pewno nie. Póki nie zabijesz człowieka nie możemy cie zabić.
-A jak to zrobię? Czy z zimną krwi moglibyście mnie zabić?
-Jesteśmy łowcami.
-I moimi przyjaciółmi.
-To sie nie liczy. Jeśli staniesz sie bestią... nie będziesz już tą sama Zoe.. nie będziesz człowiekiem. Wstałam i podeszłam jak najbliżej krat.

Poczuła mich krew. Jeszcze bardziej intensywniej.
-Jesteś na głodzie.-odparł Seba.
-Dlaczego tak sądzisz?
-Twoje oczy robią sie czerwone.
Wycofałam sie w głąb celi gdzie nie mogli zobaczyć mojej twarzy i milczałam. Po chwili poszli.
Jednak czułam jej zapach... głód wzrastał. Poczułam jak kły mi sie wyzuwają .Ból był straszny. Ale tylko chwilowo..

Dotknęłam palcem kłów. Były piękne. Ostre i długie.. Jednym skaleczyłam sobie palec. Patrzyłam sie na krew spływającą po nim zafascynowana. Usłyszałam kroki i po chwili zobaczyłam Martina z Sebastianem.
-Wypuścicie mnie? To i tak nic nie da.. przetrzymywanie mnie..-odparłam siedząc na łóżku upierając się o zimna ścianę.
-Nic z tego. -powiedział Seba.
-Proszę... nikomu nie zrobię krzywdy.
-Tylko tam mówisz.. nigdy nie wiadomo.-odparł Martin.
-Obiecuję.
-Nic nam po twoich obietnicach. Instynkt jest silniejszy niż człowieczeństwo które można wyłączyć.
-Można je wyłączyć?
-Tak.. Gdybyś je wyłączyła zabilibyśmy cię .Nie byłoby innego wyjścia.
Kiedy to usłyszałam coś we mnie drgnęło. Zabolało mnie to.
-A co jeśli nie uwolnię sie od wampiryzmu? Będę tu mieszkała? W tej celi? Wieczność?
-Na pewno nie. Póki nie zabijesz człowieka nie możemy cie zabić.
-A jak to zrobię? Czy z zimną krwi moglibyście mnie zabić?
-Jesteśmy łowcami.
-I moimi przyjaciółmi.
-To sie nie liczy. Jeśli staniesz sie bestią... nie będziesz już tą sama Zoe.. nie będziesz człowiekiem. Wstałam i podeszłam jak najbliżej krat.
Poczuła mich krew. Jeszcze bardziej intensywniej.
-Jesteś na głodzie.-odparł Seba.
-Dlaczego tak sądzisz?
-Twoje oczy robią sie czerwone.
Wycofałam sie w głąb celi gdzie nie mogli zobaczyć mojej twarzy i milczałam. Po chwili poszli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz