Obudziłam się. Chłopaki zniknęli, nie było ich w domu. Podniosłam się, wszystko mnie bolało. Gdy wstałam.. upadłabym, podtrzymałam się o parapet obok swojego łóżka. Usłyszałam w głowie jakiś śmiech, znajomy śmiech.
-Czego chcesz... - jęknęłam.
-Dręczyć cię, nasyłać na ciebie ludzi którzy uprzykrzą ci życie.
-Przestań...
-Taka samotna, bezbronna... Nikt ci nie pomoże. A więc zamienię twoje życie w piekło. Chcesz uciec? Zamknij oczy.
-Nie...
-Zamknij.
Cofnęłam się i poszłam do łazienki. Oblałam twarz zimną wodą i spojrzałam w lustro. Boże... Co się ze mną dzieje? Czułam się normalnie... chyba rzeczywiście wtedy mnie wyleczyli... tam gdzie byłam przed tym, jak Zoe mnie uratowała.
Właśnie, gdzie Zoe?
Wyszłam z łazienki, otworzyłam drzwi... ale nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przede mną był ten korytarz którym biegłam wtedy w tamtym budynku, te same zakrwawione ściany... plamy na podłodze...
Zrobiłam trzy kroki do tyłu i upadłam na podłogę płacząc. Ja chyba oszalałam... przecież... przecież byłam w domu!!! Byłam! Co się dzieje do choler...
Znów ten śmiech. Znów go słyszałam.
Mój ojciec...
Mój ojciec chce mnie tu wysyłać. Jest tu wiele osób chorych, które by mnie zabiły. Wiele osób w tym budynku chcą mnie zabić... Chciałam się teleportować do Ruvika, tam jestem bezpieczna... ale nie mogłam.
-Ty nie uciekniesz. Zapomną o tobie, a ty będziesz moja.
Przestraszona wstałam z zimnej podłogi i wybiegłam na korytarz. Widziałam kogoś siedzącego na krześle inwalidzkim, myślałam, że jest martwy. Przeszłam obok ale ten ktoś miał dziwnie zszytą twarz. Drgał, nie mógł mówić, tylko próbował krzyczeć.
Gdy stanęłam naprzeciwko niego, on rzucił się na mnie. W porę odskoczyłam. Krzyczał nadal...
Minęłam go i biegłam dalej. Płakałam po drodze, byłam roztrzęsiona. Weszłam do jakiegoś pomieszczenia a tam siedział martwy policjant, przy komputerach. Na jednym z działających monitorów zobaczyłam coś dziwnego. Jakiegoś zmutowanego wielkiego kolosa... nie wiem co to było i kto, ale jego widok mnie przeraził. Kamera była skierowana wprost na niego.
-Co to jest, do cholery? - szepnęłam przerażona.
To coś nie było człowiekiem... Co w ogóle tutaj się dzieje? Czy to świat...
Pojawiła się przede mną mama. Spojrzała na mnie zrezygnowana.
-Nie uratuję cię... nie mam jak...
-Gdzie ja jestem, mamo? - powiedziałam drżącym głosem.
-Gdzieś, gdzie nie jest bezpiecznie... jest stąd wyjście, ale nie wiem jak się wydostać...
-Mamo... gdzie ja jestem?
-Uciekaj przed nim - wskazała na idące wielkie dziwadło.
-Co to?
-To wszystko efekt nieudanych eksperymentów... ten budynek to stworzony obiekt przez szalonych czarodziejów... którzy zostali zamordowani przez te istoty... same sobie tutaj żyją, Ci, którzy tu przychodzą... są z reguły martwi... ale młodzi czarodzieje mają tyle mocy by wydostać się stąd... dasz radę...
-Tata w tym siedzi. To on mnie tu zamknął, nie mogę użyć czarów.
-Twój ojciec jest z tobą powiązany, rozumiesz... geny. I może jako duch twoje zaklęcia trzymać w zamknięciu. Idę go szukać, przetrwaj... wyślę ojca tam gdzie powinien trafić.
Zniknęła, a ja usłyszałam jednym z korytarzy hałas. Wystraszyłam się, pobiegłam do jakiegoś pomieszczenia obok. Było tam krzesło, w okół krew...
Za krzesłem leżały ręce, nogi...
Przerażona powstrzymałam krzyk i płacząc pobiegłam dalej. Zeszłam do piwnicy, chociaż szukając wyjścia... może znajdę je tutaj?
Głupia Rose..
Wyjście w piwnicy?
W panice nie mogłam myśleć racjonalnie, robiłam i myślałam głupoty, chciałam się stąd wydostać. Chciałam teleportować się do Ruvika... prosiłam o to by wrócić do niego... obiecałam mu przecież, że wrócę... nawet nie wiem ile dni minęło od tamtego czasu gdy obiecałam mu powrót na kolejne dni... może się domyśli, że coś jest nie tak...? Albo po prostu zostawi sprawę by zobaczyć co będzie... może to i lepiej?
Usłyszałam hałas za plecami, biegłam korytarzem, gdy stanęłam na przeciwko drzwi... doznałam szoku.
Był wielki, miał może metr dziewięćdziesiąt trzy, może odrobinę więcej. Był ogromny. Miał zakrwawione nogi, brzuch i ręce. Teraz mogłam krzyczeć.
Wróciłam tym korytarzem, wskoczyłam do kanalizacji. Jestem coraz niżej i to mi się nie podoba.
Wielki stwór krzyknął przeraźliwie, a ja oddychałam jak najciszej. Modliłam się, by tutaj nie zszedł ten wielki... wielkie COŚ.
-Będziesz tu wracać. - usłyszałam głos ojca.
Moja mama musi rzucić go do piekła, czy gdzieś... wtedy koszmar się skończy...
Właśnie? Może ja śnię?
Szczyp!
Auć... Nie.
Jednak nie...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz