Nie czułam się dobrze. Mój mózg był przeciążony, czułam nieustanne zmęczenie, słyszałam myśli Martina, Zoe, czy nawet Ruvika, który wrócił właśnie skądś. Części rzeczy nie kontrolowałam, nie wiedziałam co mówię, nie pamiętałam tego co robiłam nieświadomie. Martin miał psa, Sky'a. Warczał na mnie, na nikogo innego. Tylko i wyłącznie na mnie był cięty. Nienawidził mnie, gdy tylko się pojawiałam jeżył się i warczał.
Ja byłam blada, sina, wyglądałam okropnie. Byłam słaba, ale fizycznie... miewałam napady agresji ale tylko i wyłącznie na siebie. A przynajmniej kierowałam to tak, by nikt nie cierpiał. Nikt z moich przyjaciół.
Cole znikał z domu, wiedział co się święci i że... mogę umrzeć. Wiedział, że dawnej Rosalie nie ma. Zoe jedynie wierzyła, że jest dla mnie jakaś szansa... jednak nikt z nas nie wiedział jak odczynić to co mam w głowie. Stałam się czymś... na pewno nie jestem człowiekiem, nie umysłowo. Umysłowo - jestem robotem, cyborgiem... maszyną. Jednak ta dawna Rosalie siedziała cicho, bojąc się o swoje życie i o innych.
Siedziałam w salonie, pilnował mnie Martin. On wiedział, że coś ze mną jest nie tak. Przerażał go mój wzrok. Przyznam, coś we mnie nakazywało mi go zabić...
-Czym ty jesteś? - myślał Martin patrząc się na mnie.
-Nie Rosalie. Zabiję cię, wiesz?
-Zamknij się, Ross. - nakazał ostro Martin.
Spojrzałam na niego, uśmiechnęłam się lekko i nagle z szuflady z kuchni wyleciał nóż, prosto w jego stronę.
-Rosalie? - usłyszałam głos Ruvika, a nóż upadł na ziemię pod nogi Martina.
Podszedł koło mnie. Spojrzał się na nóż pod stopami Martina.
-Coś ci zrobił? - spytał troskliwie Rajan.
Spojrzałam na niego niewinnie.
-Nie, wszystko w porządku.
-To czemu tam leży nóż?
-Nie wiem... Spałam.
-Ona kłamie!
-Nie ma powodów by kłamać.
-Sram na to! Ona chce mnie zabić, do ciężkiej cholery! Ruvik, stary... rozumiem, trzymasz jej stronę, ale ona naprawdę jest niebezpieczna!
-To stara Rosalie, nasza przyjaciółka. - weszła do pokoju Zoe, jakoś dziwnie się kołysząc.
-Sram na Rosalie! JEJ TU NIE MA!
Gdy Martin zobaczył wściekłego Ruvika zniknął nam z oczu.
-Trzeba Ci dać leki... zaraz wrócę.
Pocałował mnie w głowę i odszedł.
Nie wiem, może to dziwne... ale gdy Rajan jest przy mnie czuję, że staje się normalna, myśli zwalniają, cała ja wracam miej więcej do normy... I chyba... się do siebie bardziej zbliżyliśmy... potrzebuję go. Bardziej, niż kiedykolwiek...
Zoe usiadła obok mnie obolała.
Spojrzałam na nią.
-Krew.
-Co? - spytała i spojrzała się na mnie.
Podeszłam do lodówki i podałam jej krew w niewielkim opakowaniu.
-Skąd ty to masz?!
-Nie ważne.
Oczywiście, to było Cole'a. Ruvik znał sytuacje, musiał znać. Reszta pozostawała nieświadoma.
-Głód minie.
-Nie wypiję krwi!
-Inaczej umrzesz.
-Co ty mówisz, Rose...?
-Jesteś wampirem, nie wypijesz krwi... umrzesz. Wolałabyś pewnie zabić człowieka, nie czujesz takiej potrzeby? - spytałam znów stając się złą sobą.
Nakręcałam jej głód, gdy Zoe załapała co robię wyszła bez słowa z torebką krwi.
Siedziałam w pokoju. Do mnie wszedł Ruvik.
-Jak się czujesz?
-Dzięki, że jesteś przy mnie... nie wiem... gdyby nie ty oni by mnie chyba spalili żywcem...
-Nie mów tak, to twoi przyjaciele...
-Nie wiem co mam robić... Ruvik... - starłam łzę z policzka. - Ja się boję... Chcę być normalna... Narzucam się wam tylko...
-Nie prawda...
-Ależ prawda!
-Będzie dobrze, Rosalie... wymyślę coś żebyś wróciła... - szepnął. - Idź spać...
-A... położysz się... ze mną...? - spytałam czując, jak robię się czerwona.
-Oh Rose, jasne, że tak... - uśmiechnął się na chwilę i położył ze mną.
Co robić? Co ja mam robić...? Gdzie szukać pomocy...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz