Ukryłam sie przy murze za krzakami. Ostrożnie szukałam wyjścia. Dam radę!-powtarzałam sobie w myślach. Byłam jak schwytane zwierze które szuka możliwości ucieczki. Przeszłam ostrożnie parę metrów i wtedy rozległ sie alarm.
-Cholera!-powiedziałam.
Wątpiłam by włączyli go tylko z powodu mojej ucieczki. Coś się musiało stać.
Wszędzie biegali uzbrojeni żołnierze. Co sie stało? Może uda mi sie uciec dzięki zamieszaniu.
-Szkieletory wdarły sie za mury!!!-ktoś krzyknął.
Zlękłam się. Z jednej strony ludzie z SB a z drugiej szkieletory. Nie zapowiada sie ciekawie.
Szłam a kiedy zobaczyłam przed sobą 30 metrową drogę niezasłoniętą krzakami musiałam sie zastanowić co zrobić dalej.
Zobaczyłam parę szkieletorów walczących z żołnierzami. To moja szansa. Zerwałam sie i zaczęłam biec. Już prawie byłam u celu. Ktoś mnie złapał i pociągnął do tyłu. Upadłam na twardą ziemię. Zobaczyłam ciemność przed oczami... zakręciło mi sie w głowie. Jednak to wszystko po chwili minęło. Poczułam czyjąś obecność nad bosa. Otworzyłam oczy. Czaszka którą widziałam nad sobą.. zapowiadało sie że będzie to mój ostatni obraz który ujrzę.
Szkieletor otworzył buzie i już miał sie na mnie rzucić kiedy ktoś krzyknął to odwróciło jego uwagę.
Podniosłam sie jednak nie byłam wolna na długo. Potwór złapał mnie i zasłonił mną siebie..
Zobaczyłam celującego w naszą stronę młodego chłopaka, żołnierza.
Szkieletor był bardzo inteligentny. Otworzył szczękę i ugryzł mnie bardzo boleśnie w ramie. Krzyknęłam. Chłopakowi zadrżała ręka. Widziałam w jego oczach że nie wie co robić. Był może trochę starszy ode mnie.
-Gale! Strzelaj!-krzyknął jakiś starszy mężczyzna.
Chłopak zlękną się.. chyba nie zauważył ze mężczyzna zbliżył sie do niego. Wystrzelił chyba sam nie wiedząc co robi..
Szkieletor szybko zasłonił siebie moim ciałem. Pocisk z broni wbił się mi boleśnie w klatkę piersiową tam gdzie jest serce. Trup już mnie nie trzymał.. uciekł a ja bezwładnie opadłam na ziemię łapią z trudem oddech.
Gale podbiegł do mnie przerażony. To on mnie pilnował w budynku SB. Był jedyną osobą z którą chciałam rozmawiać.
-Zoe.. nie chciałem przepraszam..
-I t-ak po-winn-am j-już dawno-o... um-rzeć.
-Zoe nie umieraj.. poczekaj zaraz kogoś zawołam. Uratują cie.
-I t-ak zgi-nę. U-gry-zł mni-e.
Wtedy jego wzrok przesunął sie na moje ramię.
-Boli?-zapytał ze łzami w oczach.
-Już mniej-wyszeptałam.
Kula nie trafiła w serce.. jednak utkwiła tuż przy nim. Czułam ja jednak bolało coraz mniej. Powoli robiłam sie senna.
-Zimno mi-wyszeptałam.
Gale podniósł mnie do pozycji siedzącej. Usiadł za mną i okrył mnie swoją kurtką. Usłyszałam jakieś krzyki.. albo mi sie zdawało albo były one na prawdę. Zamknęłam oczy tylko na chwilkę a kiedy znów je otworzyłam zobaczyłam jasne światło..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz