piątek, 5 czerwca 2015

Od Ruvika

W końcu mam nowe składniki, więcej szansy na lekarstwo !
Przydatna jest jest ta dziewczyna, i jeszcze bardziej może mi się przydać,
jeśli tylko się zgodzi...a nie.. to głupie, ale w sumie dużo jej nie zostało.
Jutro spytam się jej czy zostanie moim królikiem doświadczalnym, nie będzie wyglądała
tak jak ja, bynajmniej puki nie będzie to konieczne. Chodzę w płaszczu z kapturem ponieważ
on zasłania najbardziej wstydliwą ranę, czyli odsłonięte pół mózgu.
Poczułem jak rany na brzuchy swędzą, to chyba przez te kosmetyki, nie mogę infekować
ran. Nie wiem jak ten idiota z ochrony nie zauważył 10 cm dziur w moim ciele ale jeśli
to był jej znajomy to może to wszystko wyjaśniać.
Poszedłem do łazienki i napuściłem wodę, czas zmyć to świństwo aby mi znów ran nie podrażniło.
Nagle usłyszałem w holu kroki i szelest ognia. Co ona tam robi ? Wyjrzałem z łazięki
Za uwarzyłem innego lokatora tego szpitala, on był praktycznie całkowicie taki jak zombie
http://i3.ytimg.com/vi/RtIRPwY8Qm4/hqdefault.jpg
ale nie zarażał, zmierzał do izolatek.
-Ej ty !- zawołałem go
Odwrócił się bez mruknięcie, przecież nie potrafi mówić.
-Zjeżdżaj bo narobisz sobie kłopotów.
Zaszarżował w moją stronę wymachując pochodnią ale zatrzymałem go kilka metrów odemnie magią
i rzuciłem o ścianę, spojrzał się na mnie ze wściekłością i wrócił do ciemnych zakamarków
szpitala a ja wróciłem do łazienki.
Powoli wsunąłem się do wanny z wodą i dokładnie zmyłem makijaż który tak bardzo
mnie drażnił.
Stanąłem przed lustrem już rozebrany.
http://41.media.tumblr.com/652787dd331c08b80e2324896b2776b4/tumblr_nlqg7xjeJe1r8l821o1_1280.png
Rzadko to robiłem, sam się siebie brzydziłem. Czasami myślałem o samobójstwie ale to
nie miało by żadnego celu, nie pomógł bym w ten sposób nikomu i nie pomścił bym tego co
się stało Mary.
S powrotem zarzuciłem płaszcz i wziąłem kwiat słonecznika, Mary tak bardzo je lubi.
Zszedłem do piwnicy rozciągającej się wieloma korytarzami nawet pod lasem.
Zszedłem jeszcze niżej do miejsca gdzie kryła się moja ukochana Mary.
-Mary ! Jestem. - powiedziałem, kładąc kwiatek na ladzie kilka metrów od drzwi.
Po chwili usłyszałem trzask i potężny skok z piętra na kraty, moje kochanie się zbliżało.
Może i jestem psychicznie chory, ponieważ trzymam zombie w strefie bezpiecznej ale ją kocham,
i ja jej nie skrzywdzę muszę jej pomóc, chwilę potem wyszła za rogu.
 

-Cześć Mary, mam nowe surowce, mam nadzieje że niedługo ci pomogę i znów będziemy razem.
Wtedy gdy spłonęła, zombie wcześniej ją ugryzł i ona ,,przeżyła" a przez moje próby przywróćenia
jej to się stało, teraz jest potworem.
Skradała się w moją stronę powoli i w kulminacyjnym momencie skoczyła na mnie ale zdążyłem uniknąć ataku i wyszedłem zamykając drzwi.
-Już niedługo będziemy razem - powiedziałem czułym głosem do drzwi za którymi ona się dobijała.
Wróciłem na parter i wszedłem do sali na piętrze zaraz nad laboratorium, pomieszczenie było szczelne i zaszklone z każdej strony, tu właśnie ćwiczyłem magię, dziś przyszła kolej na ogień. 
 Ruvik


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz