środa, 24 czerwca 2015

Od Rosalie


  Musieliśmy znaleźć jakieś miejsce gdzie będziemy bezpieczni. Spojrzałam na rzeczy mamy... wszystkie pachniały nią; jakby ona nadal tu mieszkała. Zdjęcia były zakurzone, moje i jej. Nie było zdjęcia taty. Przejechałam palcem po ramce zdjęcia i wzięłam kilka drobiazgów i podeszłam do drzwi z Ruvikiem.
-Może... zostaniemy tu? Gdzie indziej się podziejemy...?
-Seattle to nasz cel, jesteśmy tuż przed miastem.
-Myślałam... myślałam, że to już Seattle...
-Poza tym w tym domu coś mi nie gra.
-Co takiego? Mówiłeś, że ładny...
-Ładny to ładny... Nie pasuje mi tutaj coś.
-Dobrze, to chodźmy. - szepnęłam i gdy wyszłam z domu i zamknęłam drzwi... coś musiałam zrobić. - może sprzedać ten dom...
  Nagle klucz po tych słowach rozpłynął się w mojej dłoni. Zdziwiona spojrzałam na Ruvika, a gdy złapałam za klamkę by otworzyć drzwi - nie udało mi się to.
-Ten dom jest zły... - pomyślałam i przyznałam rację Ruvikowi.
  Czas stąd spadać.
  Jednak mama nie zapewniła mi dość bezpieczeństwa... może tutaj jednak mieszka ktoś inny? Czarodziej, czy coś?
  Weszłam do samochodu i poprosiłam Ruvika, by odjechał jak najdalej. Ten dom również zaczął mnie przerażać; mieliśmy dość zmartwień. Teraz czas dojechać do Seattle i tam pozostać do póki ludziom nie zaczniemy pomagać. My... Tak. Bo skoro tutaj w Seattle zaczęło się polepszać to tutaj moja matka musiała umrzeć i tutaj musiała być pochowana. Jej dobroć i magia rozprzestrzenia się tak daleko, że rozciąga się aż na całe Seattle. Ale nie może być na całym świecie. Jest tylko czarodziejem... trzeba pomóc jej i innym.
  Tak tęsknię za jej bliskością... kiedyś w pierwsze dni mojego życia traktowała mnie jakbym była jej światem. Byłam dla niej wszystkim... po tygodniu mój ojciec zamordował moją matkę tutaj, w Seattle... wszystko zaczynało nabierać kolorów a pamięć nie była wyblakła, wracała do mnie. Czy mój ojciec żyje...?
  Znów powstrzymywałam łzy. Brakowało mi jej... ale nie odzyskam jej. Mam tylko ją na zdjęciu, słyszę jej czuły ciepły głos który mi pomaga. Mówi gdzie się udać, co robić...
-Nie płacz... - szepnął Ruvik zatrzymując się na stacji.
-Przepraszam... - szepnęłam i chrząknęłam. - Czemu tu stoimy?
-Benzyna.
  Spojrzałam przed siebie i ujrzałam że na stacji są ludzie, w okół stoją trzy samochody czekające na to, by zatankować swoje auto. Zdziwiona spojrzałam na Ruvika.
-Tu jest rzeczywiście życie...
  Uśmiechnął się.
-Miałaś rację. Zaraz wrócę...
  Wyszedł a ja pobiegłam za nim i wtuliłam się w jego ramię. Nie chciałam by mnie zostawiał choćby na chwilę. Byłam z nim wystarczająco długo by się do niego przywiązać, a przy nim czułam się bezpieczna.
-Masz pieniądze?
-Konta bankowe jakimś cudem przetrwały, mam kasę jeszcze za czasów kiedy było normalnie. Nie miałem po co jej wydawać.
  Kiwnęłam głową i odsunęłam się od niego by dać mu wolną rękę.
-Miałeś przy sobie kartę bankową cały czas?
-Swoje pozostałości trzymałem w bezpiecznym miejscu.
  Kiwnęłam znów głową i potarłam ręce. Zimno tutaj cholernie...
-Chodź, bo zamarzniesz. - znów wtuliłam się w jego ramię. -Jesteś głodna?
-Hm? - potarłam oczy. - Nie... Nie, dziękuję.
  Weszliśmy do samochodu. Było tam tak przyjemnie ciepło...
  Usiadłam po turecku a potem zwinęłam się w kłębek na siedzeniu z przodu i oparłam o szybę.
-Gdzie się zatrzymamy? - spytałam.
-Nie wiem, może jakiś hotel? Bezpieczniej i w ogóle...Chociaż o bezpieczeństwo to ja się na razie nie martwię...
  Zrobiliśmy tak. Wzięliśmy pokój w hotelu. Stanęłam koło okna, pokój mieliśmy na górze, bez problemu mogłam oglądać ożywione Seattle. Tak dawno nie widziałam tyle świateł w oknach budynków i domów, na ulicach nie było żywych ludzi, nie było życia nigdzie. Tutaj jest tyle ludzi... Seattle żyje, jest tutaj świeże powietrze i nie ma mowy o zakażeniach.
  Usiadłam na parapecie a Ruvik podszedł do mnie.
-Patrz ile ludzi na ulicach... ile życia... - uśmiechnęłam się.
-Dawno tego nie widziałem...
  Spojrzałam na niego a potem znów na oświetlone, żywe miasto.
-Dziękuję, że nas tu zawiozłeś... - szepnęłam.
-Nie dziękuj...
-Naprawdę... dziękuję za to wszystko co dla mnie zrobiłeś do tej pory... Gdyby nie Ty dawno byłabym martwa... Przywiązałam się do ciebie, nie chcę cię tracić...





(A jebać! :D Tyle zmieniałam twarz mojej postaci łącznie z gifami...! Jednak zawsze dobrze mi było z Lily Collins! Chyba już przy niej zostanę... BTW! KLAUDIA! DAJ MI ADMINA BLOGA!!! :D XD)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz