poniedziałek, 15 czerwca 2015

Od Ruvika

Po nieprzyjemnej rozmowie z Rosalie,  szybko poszedłem do Mary poszukać jakiegos spokoju,  odpoczynku od tego,  nie tylko od rozmowy ale po wszystkim co robię tak długi czas bez skutków. 
-Mary! - krzyknąłem chcąc jak najszybciej ją znaleźć - Mary!
Swoimi krzykami obudziłem mutanta,  wielkiego osiłka, byłego żeźnika,  zamiast głowy miał sejf i fartuch którego nigdy nie zmieniał dlatego był cały w zeschnietej krwi.
-sorry, szukam Mary
Nie oczekiwalem od niego odpowiedzi i postąpiłem kilka kroków dalej.
-z..zzz.. -wycedził przez zęby,  jakby miał pełne usta
Sponrzalem się na niego zaciekawiony, jeszcze nigdy nic nawet nie próbował powiedzieć.
-z..zzz..a - próbując powiedzieć ,,a,, strasznie charchał ale zrozumiałem i szybko spojrzałem się za siebie ale nikogo tam nie było prócz czerwono siwej pary tu na dole wszechobecnej.
-b.b.ij.
-zabij?  Kogo?  Ciebie?  Czemu?
-k..a..ze.o.o.o
-cos wam jest ?
-yą..  tezzzz
-Mary?  Nie ! 
-tos..y..ew..pow...om..ozzz..E
Odszedłem bez  słowa mocno zbulwersowany ale tez się mocno zastanawiałem nad tym, on nigdy nie mówił a zrobił to i poprosił o śmierć.  Cos w tym musi być.
Stałem juz kilka metrów od drzwi do izolatki Mary gdy nieoczekiwanie ona pojawiła się z nikąd zaraz przed emną.
Jej oczy znikły, juz nie było tych pięknych, czarnych oczu.
Miałem nadzieje ze ona tez cos powie ale nie.. rzuciła się na mnie z pazurami, otępialem lecz nie byłem powstanie ranny. Nagle mutant którego widziałem wcześniej, ten z sejfem z całej siły uderzył Mary w głowę, aż ta upadła nieprzytomna. Zerwałem się na proste nogi i z troską spojrzalem na ukochaną.
-co ty idioto zrobiłeś!
-zabij w..ystk...yh
Po tych słowach odsunął się kilka kroków i wyrwał sobie głowę/sejf krew tryakała wszędzie, a on martwy upadł na betonową podłogę. Niemalże w tej samej chwili Mary zaczęła się budzić.
Przytulilem ja na porzegnanie i przerwie porzeteleportowalem nas do komory ogniowej, ja wyszedłem a ja spalilem, ogień wychodził z każdej ściany a także z podłogi.  Krzyczała, tak samo jak wtedy w stodole gdy płonęła.
-przepraszam - wyszeptalem
Nie zmieniła się w popiół lecz w dym, nic po niej innego nie zostało, tylko czerwono zielona mgła powoli ulatniajaca się.
Może Rosalie ma racje, powinienem ją znaleźć i przeprosić, na pewno wróciła do sb. Nie zwlekając poszedłem po nią, nie przeteleportowalem bo  była nadzieja ze znajdr ja po drodze. Lecz nic z tego po długim spacerze stałem juz pod wejściem do sb, bałem się reakcji strażników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz