,,Nie ważne jak długo będziesz tłumić w sobie wewnętrznego potwora. On i tak się uwolni. Najczęściej staje się to w najmniej oczekiwanym momencie. Miej się ciągle na baczności, żeby zdołać go ponownie uwięzić. Jeżeli tego nie zrobisz... Stracisz siebie."
Od początku mojej zmiany czułem się dziwnie, jakbym nie był sobą, miejsca w których miałem blizny na przemian swędziały i piekły, było to strasznie uciążliwe. Przeszukując dom czułem w nim dużo miłości i złości, dwa kontrasty, dom sprawiał we mnie uczucie niepokoju. Wróciłem do Rosalie, miała czerwone oczy i posklejane rzęsy.. w rękach trzymała koszulkę.
Bez żadnego słowa przytuliłem ją, a ona mnie . Po części rozumiałem jej ból, to nie jest łatwe, też straciłem wszystkich bliskich ale to było juz dawno, teraz nawet nie tęsknię. Puściłem ją i odsunołem się kilka kroków podziwiając dom.
-ładne mieszkanie.
-takie jak każde, nic specjalnego
Rzuciła koszulkę na łóżko i z surową miną przeszukiwała pomieszczenie dalej.
Wracając do pokoju przeznaczonego na moje przeszukiwania omal nie runąłem na ziemię, podparłem się o ścianę i wslizgnąłem do łazienki.
Moje blizny na brzuchu ponownie się paliły, stopiona skóra ciężko opadała na płytki łazienki, po czym się zwęglała i zamieniła w pył, smród spalonych włosów znów truł moje płuca, niemiłosiernie mnie to bolało ale wytrwale nie wydawałem z siebie żadnego dźwięku prócz rozpaczliwego syczenka przez zęby. Drętwy i bezradny leżałem na zimnej podłodze, nagle ból ustał a ja byłem taki jak przed leczeniem, cały w bliznach i bez włosów, ku mojemu zdziwieniu usłyszałem szyderczy śmiech, był przerażający a gdy zniknął wszytko wróciło do normy, znów byłem cały.
Mocno zszokowany ukratkiem wyszedłem z łazienki prosto do pokoju, Rosalie nie zdążyła mnie zobaczyć. Ciekawe ile to wszytko trwało, według mnie wieki ale Rosalie ruszyła się zaledwie krok od kiedy ją widziałem.
-Słyszałaś cos? - spytałem uwarznie przyglądając się małej szkatułce
-co? Nie, tylko ciebie jak się potknąłeś nic więcej.
To znaczy ze ten śmiech był w mojej głowie, trace zmysły? To było naprawdę? -a to mi się cos przesłyszało.
Spojrzała się na mnie badawczo, cos podejrzewała.
-ej, od kiedy cie znam to nigdy nie straciłeś równowagi, chodzisz bardzo zwinnie, cos się stało?
-e tam, czepiasz się powiedz lepiej czy znalazłaś to czego szukasz.
-jeszcze nie
-no to ruchy, nie mamy czasu - uśmiechnąłem się i rzuciłem w Rosalie jaśkiem. Trochę ją to zdziwiło ale się uśmiechnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz