wtorek, 23 czerwca 2015

Od Ruvika

,,Nie ważne jak długo będziesz tłumić w so­bie wewnętrzne­go pot­wo­ra. On i tak się uwol­ni. Naj­częściej sta­je się to w naj­mniej ocze­kiwa­nym mo­men­cie. Miej się ciągle na baczności, żeby zdołać go po­now­nie uwięzić. Jeżeli te­go nie zro­bisz... Stra­cisz siebie."

Od początku mojej zmiany czułem się dziwnie, jakbym nie był sobą, miejsca w których miałem blizny na przemian swędziały i piekły, było to strasznie uciążliwe. Przeszukując dom czułem w nim dużo miłości i złości, dwa kontrasty, dom sprawiał we mnie uczucie  niepokoju.  Wróciłem do Rosalie, miała czerwone oczy i posklejane rzęsy.. w rękach trzymała koszulkę.
Bez żadnego słowa przytuliłem ją, a ona mnie . Po części rozumiałem jej ból,  to nie jest łatwe, też straciłem wszystkich bliskich ale to było juz dawno, teraz nawet nie tęsknię. Puściłem ją i odsunołem się kilka kroków podziwiając dom.
-ładne mieszkanie.
-takie jak  każde, nic specjalnego
Rzuciła koszulkę na łóżko i z surową miną przeszukiwała pomieszczenie dalej.
Wracając do pokoju przeznaczonego na moje przeszukiwania omal nie runąłem na ziemię, podparłem się o ścianę i wslizgnąłem do łazienki.
Moje blizny na brzuchu ponownie się paliły, stopiona skóra ciężko opadała na płytki łazienki, po czym się zwęglała i zamieniła w pył, smród spalonych włosów znów truł moje płuca, niemiłosiernie mnie to bolało ale wytrwale nie wydawałem z siebie żadnego dźwięku prócz rozpaczliwego syczenka przez zęby. Drętwy i bezradny  leżałem na zimnej podłodze, nagle ból ustał a ja byłem taki jak przed leczeniem, cały w bliznach i bez włosów, ku mojemu zdziwieniu usłyszałem szyderczy śmiech, był przerażający a gdy zniknął wszytko wróciło do normy, znów byłem cały.
Mocno zszokowany ukratkiem wyszedłem z łazienki prosto do pokoju, Rosalie nie zdążyła mnie zobaczyć. Ciekawe ile to wszytko trwało, według mnie wieki ale Rosalie ruszyła się zaledwie krok od  kiedy ją widziałem.
-Słyszałaś cos?  - spytałem uwarznie przyglądając się małej szkatułce
-co?  Nie, tylko ciebie jak się potknąłeś nic więcej.
To znaczy ze ten śmiech był w mojej głowie, trace zmysły?  To było naprawdę? -a to mi się cos przesłyszało.
Spojrzała się na mnie badawczo, cos podejrzewała.
-ej, od kiedy cie znam to nigdy nie straciłeś równowagi,  chodzisz bardzo zwinnie, cos się stało? 
-e tam, czepiasz się powiedz  lepiej czy znalazłaś to czego szukasz.
-jeszcze nie
-no to ruchy, nie mamy czasu - uśmiechnąłem się i rzuciłem w Rosalie jaśkiem. Trochę ją to zdziwiło ale się uśmiechnęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz