czwartek, 4 czerwca 2015

Od Rosalie

  Ocknęłam się. Jednak nie byłam w lesie... właściwie... gdzie jestem? Wstałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wyglądało to strasznie, jednak bardziej przerażona być nie mogłam. Wszędzie były zombie, to, że widziałam jedną żywą dziewczynę nie świadczy o tym, że tutaj nie ma zombie.Byłam czujna, jednak bałam się. Bardzo. Spojrzałam w lewo, na stoliku leżało jedzenie i picie. Zdziwiona wzięłam do ręki kartkę z napisem, żebym stąd wyszła. Jednak... gdzie miałabym pójść w środku nocy? I kto to napisał?
  W tym budynku nadal mogły być zombie i szkieletory, wolałam być ostrożna. Zjadłam i wypiłam, boże... jestem wdzięczna temu kto dał mi to wszystko, inaczej chyba umarłabym z głodu i pragnienia.
  Wyszłam z pomieszczenia, na końcu korytarza zobaczyłam kogoś, a raczej coś. Wyglądało jak zombie, przerażona schowałam się za ścianą. Kiedy to coś odeszło wyszłam na korytarz. Poszłam wzdłuż pustego, szarego holu i rozejrzałam się. Za jakimiś drzwiami stał ktoś w kapturze. Robił tam coś... przestraszyłam się i poszłam do pomieszczenia naprzeciwko.
  Na pewno nie był to człowiek... Na pewno nie!
  W tym pomieszczeniu były przeróżne leki. Oglądałam ich etykiety, było tu wszystko, czy jestem w jakimś opuszczonym szpitalu...czy coś?
  Usłyszałam na korytarzu szuranie, chodzenie... Ktoś tu szedł. Jednak za sobą zobaczyłam szczury. Na początku przestraszyłam się, zrobiły dużo hałasu.
  Kiedyś Sarah mówiła mi, że jest sposób na pokonanie rozwijania się zakażenia. Przez drogę przez uczucia, czy coś. Droga do serca i bla bla bla, jednak... czy to nie za proste? W sumie... trudno jest kogoś pokochać czy udawać że się go kocha tylko po to, by wyzdrowiał. Ale Sarah mówiła poważnie, sama pokochała zombie a potem zdrowiał kiedy się bliżej poznawali. Gdy wyzdrowiał przyprowadziła go do strefy bezpiecznej i zastrzelili... Sara od tamtej pory jest dziwna... ostrożniejsza na zombie. Czy to oznacza, że ich serca mogą poczuć na nowo? Czy to możliwe?
  Do pomieszczenia ktoś wszedł. Wypatrywałam osoby za pułki z lekami.
 To był ten sam ''ktoś'', który był naprzeciwko w tamtym pokoju. Bałam się, przerażenie jeszcze bardziej wzrosło. Miałam łzy w oczach, myślę, że to zombie. Oplotłam się rękoma i starałam się ukryć. Musze tu przetrwać jeszcze tę noc... potem dwa dni jakoś sama przeżyję w lesie...
  Zamknęłam oczy, przypomniałam sobie chwilę z mamą, tatą... Jakie czasy kiedyś były cudowne... Byłam taka szczęśliwa... miałam zaplanowaną przyszłość ze swoim chłopakiem... ale w jednej chwili epidemia się rozlała. Doszło to do szkoły gdzie mój chłopak się uczył... potem doszło do mnie, że on nie żyje, że jest zainfekowany. Potem... potem wojskowi musieli go zastrzelić... akurat wtedy wyjeżdżałam z tatą  do strefy bezpiecznej... Popłynęły mi łzy.
  Nastąpiłam przypadkowo na puszkę. Cofnęłam się o kilka kroków otworzyłam przerażona oczy. Ten ktoś stał przede mną. Cofnęłam się ale za mną był blat...
-Proszę... nie... nie zabijaj mnie... -szepnęłam.
-Mówiłem, że jak się obudzisz masz wyjść.
  Zdziwiona spojrzałam mu w oczy. Uspokoiłam się trochę... to nie zombie.
-Ty... jesteś... człowiekiem?
-Można tak powiedzieć. Miałaś wyjść.
-Przepraszam... ale... nie mogę wyjść stąd w nocy... a przynajmniej nie chciałabym... boje się. Tam w nocy jest wiele szkieletorów i zombie... Nie mam przy sobie broni...
-Jesteś ze strefy bezpiecznej?
-Tak...
-Czemu uciekłaś?
-Byłam na poszukiwaniu czegoś do jedzenia dla ludzi zza murów... Ale pierwsze były zombie... wyczuły nas... mnie i moich przyjaciół. Pewnie... nie żyją... Przepraszam, podejrzewam, że mnie tu nie chcesz... ale obiecuje... wyniosę się stąd z samego rana... naprawdę... przepras...
  Przerwałam kiedy wyczułam na brzuchu coś... jakąś substancję. Podwinęłam koszulę i... miałam tam ranę. Zaczęłam płakać, a raczej łzy same już spływały mi po policzku.
-Muszę wyjść jednak.... teraz... Dziękuję za pomoc... za jedzenie, picie... Dziękuję. - spojrzałam mu w oczy i wytarłam łzy.
  Zatrzymał mnie i spojrzał na brzuch.
-Masz tam ranę, zgadza się?
-Tak... Pewnie jestem zakażona... Nie ma dla mnie pomocy więc... muszę oddalić się gdzieś gdzie będę mogła się zmienić... - mówiłam szybko i nerwowo, nie mogłam tu zostać.
  Uśmiechnęłam się do niego i podziękowałam jeszcze raz.
-Em... Pokażesz mi wyjście...?
  Spojrzałam na niego dalej wycierając łzy i trzymając się za ranę. Zastanawiał się nad czymś... tylko... nad czym?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz