poniedziałek, 29 czerwca 2015

Od Ruvika

Po tylu latach była nadzieja na powrót do normalnego życia, ale czy to jest w ogóle możliwe?  Czy wszyscy zapomną o tej traumie? Wielu pewnie postrada zmysły inni będą mieli co wspominać. A czy dzieci i starcy znajdą nowy dom? czy raczej  będą wieść bezdomne życie, zaraza zabrała wielu domy,mi tez. Zapewne właściciel ziemi psychiatryka albo ktoś będzie chciał odkupić ją a ja nie będę miał nic do powiedzenia. Gdzie ja się po tym wszystkim podzieje?  Ten szpital to wszystko co mam, nienawidzę go ale tez nie chce go stracić, marzę o jakimś mieszkaniu w górach.
-o czym tak myślisz?  - spytała Rosi wygrywając mnie z zamyślenia.
Chwyciłem mocniej kierownicę auta i po chwili odpowiedziałem
-gdzie zamierzasz pójść po tym wszystkim? 
Nastała dłuższa cisza, Rosi w tym momencie chyba dala się porwać rozmyśleniom tak jak ja chwile wcześniej.
-do domu?  Nie wiem... a ty? 
-nie wiem, pewnie za kilkanaście lat gdy poukładasz sobie życie kiedyś się spotkamy, ty ułożona kobieta a ja jakiś przyczłap bez domu, psychiatryk długo nie będzie mój.
-wiesz... w sumie,  dom mam duży, jak chcesz.. to możesz zamieszkać ze mną
-było by dobrze, tylko nie mam pomysłu jak się odbić a nie chce ci długo zawracać głowy.
-podobno masz jakieś oszczędności
-no mam ale na tej karcie jest malo, miałem drugą ale zginęła.
-nie ma co się rozczulać, zamieszkasz u mnie a dalej jakos to bedzie - zmieniła ton na stanowczy, od razu rozwiała nim mętna aurę. A tak w ogóle po co chcesz jechać do szpitala ?
-Poukładać sobie to wszystko, będę tam mieszkał puki mogę, odwieść cię do domu ? Zapomniałem się spytać, przecież masz gdzie wrócić.
-Hmm... nie, wole pojechać z tobą. O! pomożesz mi ogarnąć dom ! 
-Dobra, ale potem.
-Ruvik! Tam jest krew, wcześniej jej tam nie było, a miało być już normalnie - Rosi rzuciła się na szybę  
Zatrzymałem auto i bez słowa poszedłem to sprawdzić, krwi było dość sporo, idąc jej śladem dotarliśmy do kozy, była wpół zjedzona.
 
-Fuuu... chodźmy stąd, widok martwego człowieka już mnie tak nie boli jak widok martwego zwierzęcia, przecież ono jest niewinne. Biedactwo... - powiedziała Rosi z daleka przyglądając się ciału. 
Zignorowałem kozę, mój wzrok przyciągnęło coś bardziej interesującego tyle ,że było to daleko.
-Chodź Rosi , coś tam jest. 
-A auto ? 
-Faktycznie - rzuciłem jej klucze i wskazałem namiot stojący za drzewami około pół kilometra dalej - tam nim podjedz ja sie trochę tu rozejrzę.
Rosi nie pytając o nic więcej posłuchała mnie i znikła za drzewami. Musiała jechać dłuższą drogą ponieważ drzewa uniemożliwiały jej przejazd przez las. 
Na miejscu byłem pierwszy, wszędzie unosił się smród zgniłych ciał.
-Co tu się stało ? O ile wiem zombie nie wieszało ludzi... 
Nagle wisielce ożyli i przeraźliwie krzyczeli, wołali o pomoc, błagali, następnie zmienili się w zombie i szkieletory, zeszli z drzew i ruszyli w moją stronę, mgła w zastraszającym tempie się zagęściła i miałem praktycznie zerową widoczność, niebo, poczerniało i zebrało się na burze, grzmoty piorunów jeszcze bardziej podkręciły atmosferę. Po chwili trupojady zatrzymały się a zza nich wyszedł... Ja ? Jak to ? Było to coś kim byłem ja do niedawna. Szedł spokojnym krokiem co metr teleportując się o trzy a gdy doszedł do mnie, nagle pojawiłem się w psychiatryku. 
 
On stał zaraz przede mą, przyglądał mi się z kamienną miną. 
Dotknął całą dłonią moje czoło i tym razem byłem w sali laboratoryjnej, sam, nie widziałem go w pobliżu. 
Na jednym ze stołów stała mocno przytwierdzona głowa ludzka, nie zombie. Mamrotała pod nosem coś, czego nie rozumiałem, czułem tylko żal i smutek wychodzący z jej ust. 
O co tu chodzi ?
Odwróciłem ją w moją stronę i przyłożyłem ostrożnie ucho do jej ust .
-Czemu nam to robisz ? Jestem w ciąży, gdzie moje dziecko ? Gdzie dziecko, gdzie ? 
Łzy z jej oczu płynęły strumieniami, była mocno zrozpaczona, chciałem jej jakoś pomóc ale wiem żę sie już nie da, dlaczego myśli że ja to zrobiłem ? to nie prawda...
Nagle kobieta z zrozpaczonej zamieniła sie w zombie, udało jej się ugryźć mnie lekko w ucho, krwawiłem ale to nic. Wszystko zaczęło wirować miałem dwie wzajemnie przerywające się wizje w głowie, na jednej siedziałem w fotelu elektrycznym na drugim w aucie z Rosi, każda trwała po kilka mili sekund aż zemdlałem i ocknąłem sie w aucie, Rosi prowadziła. Leniwe podniosłem się z tylnego siedzenia samochodu. 
-Rosi ? Gdzie jedziemy ? 
-Uf Ruvik nie strasz, co się stało ?
-Nic takiego, słabo mi się zrobiło.
-Dobrze, jedziemy do szpitala tam odpoczniesz i w ogóle.
-Dobrze..Rosi ? 
-Tak ?
-Dzięki ,że jesteś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz