niedziela, 7 czerwca 2015

Od Rosalie

-Mówisz... że ona ma nad tobą kontrolę? Ta część zombie?
-Tak...
-Więc zrobimy pewien mały eksperyment. Pójdziesz do miasta, potrzebuję kilku rzeczy. Zombie są jeszcze w mieście?
-Tak. Mają jeszcze dzień na odejście.
-W takim razie zobaczymy czy zwrócą na ciebie uwagę jak na zwykłego człowieka. Skoro... em... Mary... cię nie zaatakowała i sama odeszła od ciebie to musi coś znaczyć. 
-Dobrze... ale jeśli sprawa potoczy się inaczej...?
-To w takim razie teleportuje cię do siebie. Mam na ciebie oko, będę cię obserwować. 
-Dobrze... - westchnęłam i zdenerwowana podążyłam do wyjścia. 
  Szłam lasem niedaleko do miasta. Zobaczyłam na swojej drodze kilka zombiaków, odruchowo chciałam uciec ale przypomniało mi się to w kogo ja się przemieniam. Przechodziłam normalnie obok nich a oni tylko na mnie patrzyli. Mijali mnie. Boże, Ruvik miał rację. 
  Wzięłam to co kazał mi Ruvik i wróciłam.  
-Widziałeś? - spytałam zaszokowana. 
-Tak. Dobrze myślałem... Twoja zakażona część chce tobą zawładnąć. 
  Wyjął strzykawkę z dziwną zielonkawą substancją i podwinął mi ramię.Spojrzałam na niego pytająco a on uspokoił mnie. 
-To coś co powinno spowolnić infekcję. Spokojnie. 
  Kiwnęłam głową a on gdy wstrzyknął mi do końca substancję. 
-Muszę wyjść. 
-Do strefy? 
-Wrócę. Obiecałam, że pomogę ci w wydobyciu lekarstwa... Wiem, że tamta dziewczyna go potrzebuje. 
-Nie nazwałaś jej potworem jakby to zrobił zwykły człowiek. - zmrużył oczy.
-To zwykła dziewczyna która ma w sobie cząstkę człowieczeństwa a nazywać ją potworem ze względu na wygląd... to było by chore. Wiadomo jacy są ludzie w Strefie Bezpiecznej... nie wszyscy muszą być tacy źli jak się wydaje. To... ja pójdę. Poznam sytuację z zombie do póki są w mieście i wrócę, obiecuje. 
  Wyszłam i poszłam w stronę miasta. Będąc tam starałam się nawiązać z jakimś zombie kontakt, ale bezskutecznie. Weszłam do galerii. Była noc, czyli szkieletory powinny atakować SB. Zawsze tak jest jeśli szkieletory są w pobliżu ludzi... Wyczuwają nas. 
  Chodziłam po korytarzach i sklepach, wszystko było rozwalone i porozrzucane. Nagle usłyszałam kroki za sobą. 
-Kim jesteś? - odwróciłam się nagle i walnęłam o ścianę. 
  Stało tam zombie, chłopak. Około dwudziestu lat. 
-Ja... nie.... skrzywdzę... - mówił powoli i niewyraźnie. 
  Ale udało mi się coś zrozumieć. 
-Ty... jesteś zombie i... m... mówisz?! - spytałam zaskoczona. 
-Tak. - odparł. 
-O boże... jak to możliwe? Nie jesteś pół zombie...
-Nauczyłem się... porozumieć... mową. 
-Jak masz na imię?
-R... Nie pamiętam... 
-Czy jest więcej takich jak ty? - spytałam ostrożnie. 
  Wzruszył ramionami.
-Co... ty tu... robisz...?
-Jestem tu żeby poszukać kogoś komu mogę pomóc...
-Jesteś... zakażona.
-Skąd wiesz?
-Ja... czuję... krew... pachnie... tak jak... ta z zaka....zakażeniem.
-Da się zapobiec temu...?
-Mój ojciec pracował nad lekarstwem... mam jego zapiski i... jakieś dziwne substancje... jego badania pomagały i gdy podał mi jedną ze strzykawek... zaczynałem się zmieniać w człowieka. Rany zniknęły...
-Jakie miałeś rany?
-Gdy byłem... człowiekiem... zdarli ze mnie... ludzie... zdarli ze mnie skórę... z brzucha...
  Odchylił koszulkę i pokazał mi to. Rana była prawie zagojona. Nie mogłam uwierzyć w to, że był jakiś sposób na uleczenie tego. 
-Szkieletory wyczuły... człowieka... ciebie... Musisz... uciekać...
-Mogę te zapiski? Te notatki i wszystko? 
 Zdjęłam torbę z ramienia i pod kiwnięciem głowy nowo poznanego... ''kolegi'' pakowałam to wszystko.
-Wyjdź... tym wyjściem...
-Pomogę ci jakoś. Obiecuję. Nie odchodź...
-My tu... zostajemy...
-Co? Jak to...? Zawsze odchodziliście po trzech dniach...
-Szkieletory zarządziły... żebyśmy... zostali... polować na ludzi w Strefie...
-Wrócę tu jak będę mogła. 
  Kiwnął głową i odszedł a ja pobiegłam do psychiatryka uciekając przed szkieletorami. Powiem o wszystkim Ruvikowi, przekażę notatki i kilka substancji... może choć jedna rzecz mu przypasuje. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz