-Tak...
-Więc zrobimy pewien mały eksperyment. Pójdziesz do miasta, potrzebuję kilku rzeczy. Zombie są jeszcze w mieście?
-Tak. Mają jeszcze dzień na odejście.
-W takim razie zobaczymy czy zwrócą na ciebie uwagę jak na zwykłego człowieka. Skoro... em... Mary... cię nie zaatakowała i sama odeszła od ciebie to musi coś znaczyć.
-Dobrze... ale jeśli sprawa potoczy się inaczej...?
-To w takim razie teleportuje cię do siebie. Mam na ciebie oko, będę cię obserwować.
-Dobrze... - westchnęłam i zdenerwowana podążyłam do wyjścia.
Szłam lasem niedaleko do miasta. Zobaczyłam na swojej drodze kilka zombiaków, odruchowo chciałam uciec ale przypomniało mi się to w kogo ja się przemieniam. Przechodziłam normalnie obok nich a oni tylko na mnie patrzyli. Mijali mnie. Boże, Ruvik miał rację.
Wzięłam to co kazał mi Ruvik i wróciłam.
-Widziałeś? - spytałam zaszokowana.
-Tak. Dobrze myślałem... Twoja zakażona część chce tobą zawładnąć.
Wyjął strzykawkę z dziwną zielonkawą substancją i podwinął mi ramię.Spojrzałam na niego pytająco a on uspokoił mnie.
-To coś co powinno spowolnić infekcję. Spokojnie.
Kiwnęłam głową a on gdy wstrzyknął mi do końca substancję.
-Muszę wyjść.
-Do strefy?
-Wrócę. Obiecałam, że pomogę ci w wydobyciu lekarstwa... Wiem, że tamta dziewczyna go potrzebuje.
-Nie nazwałaś jej potworem jakby to zrobił zwykły człowiek. - zmrużył oczy.
-To zwykła dziewczyna która ma w sobie cząstkę człowieczeństwa a nazywać ją potworem ze względu na wygląd... to było by chore. Wiadomo jacy są ludzie w Strefie Bezpiecznej... nie wszyscy muszą być tacy źli jak się wydaje. To... ja pójdę. Poznam sytuację z zombie do póki są w mieście i wrócę, obiecuje.
Wyszłam i poszłam w stronę miasta. Będąc tam starałam się nawiązać z jakimś zombie kontakt, ale bezskutecznie. Weszłam do galerii. Była noc, czyli szkieletory powinny atakować SB. Zawsze tak jest jeśli szkieletory są w pobliżu ludzi... Wyczuwają nas.
Chodziłam po korytarzach i sklepach, wszystko było rozwalone i porozrzucane. Nagle usłyszałam kroki za sobą.
-Kim jesteś? - odwróciłam się nagle i walnęłam o ścianę.
Stało tam zombie, chłopak. Około dwudziestu lat.
-Ja... nie.... skrzywdzę... - mówił powoli i niewyraźnie.
Ale udało mi się coś zrozumieć.
-Ty... jesteś zombie i... m... mówisz?! - spytałam zaskoczona.
-Tak. - odparł.
-O boże... jak to możliwe? Nie jesteś pół zombie...
-Nauczyłem się... porozumieć... mową.
-Jak masz na imię?
-R... Nie pamiętam...
-Czy jest więcej takich jak ty? - spytałam ostrożnie.
Wzruszył ramionami.
-Co... ty tu... robisz...?
-Jestem tu żeby poszukać kogoś komu mogę pomóc...
-Jesteś... zakażona.
-Skąd wiesz?
-Ja... czuję... krew... pachnie... tak jak... ta z zaka....zakażeniem.
-Da się zapobiec temu...?
-Mój ojciec pracował nad lekarstwem... mam jego zapiski i... jakieś dziwne substancje... jego badania pomagały i gdy podał mi jedną ze strzykawek... zaczynałem się zmieniać w człowieka. Rany zniknęły...
-Jakie miałeś rany?
-Gdy byłem... człowiekiem... zdarli ze mnie... ludzie... zdarli ze mnie skórę... z brzucha...
Odchylił koszulkę i pokazał mi to. Rana była prawie zagojona. Nie mogłam uwierzyć w to, że był jakiś sposób na uleczenie tego.
-Szkieletory wyczuły... człowieka... ciebie... Musisz... uciekać...
-Mogę te zapiski? Te notatki i wszystko?
Zdjęłam torbę z ramienia i pod kiwnięciem głowy nowo poznanego... ''kolegi'' pakowałam to wszystko.
-Wyjdź... tym wyjściem...
-Pomogę ci jakoś. Obiecuję. Nie odchodź...
-My tu... zostajemy...
-Co? Jak to...? Zawsze odchodziliście po trzech dniach...
-Szkieletory zarządziły... żebyśmy... zostali... polować na ludzi w Strefie...
-Wrócę tu jak będę mogła.
Kiwnął głową i odszedł a ja pobiegłam do psychiatryka uciekając przed szkieletorami. Powiem o wszystkim Ruvikowi, przekażę notatki i kilka substancji... może choć jedna rzecz mu przypasuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz