nie nawiedziłem jak się na mnie patrzyła, odrażałem
ją do tego stopnia że nie chciała przełknąć śliny
widząc mnie. A teraz grzebała w mojej aptece,
zwykły parszywy człowiek, uratowała ją a ona się tak odwdzięcza,
jedynie rana na brzuchu ją usprawiedliwia.
Stanąłem przed nią i wprost powiedziałem.
-Nie ufam ci, uratowałem ci życie a ty już grzebiesz mi po aptece, potrzebujesz pomocy ? to poproś
a nie kradnij.
-Ale, ja nie chciałam nic ukraść - przerwała mi
-Nie wiem co chciałaś, wiem co widziałem.
Podszedłem do ciężkiej metanowej, długiej szafki z lekami i bandażami stojącej na prawo.
Wziąłem co potrzebne i wyszedłem z pomieszczenia po drodze mówiąc aby dziewczyna poszła
za mną. Zaprowadziłem ją do izolatki dla psychicznie chorych, ponieważ tam było najbliższe
łóżko na którym mogłem obadać rany. Stanęła w progu i nie wiem czy zdębiała z powodu nowej
sytuacji czy ze strachu.
-Połóż się, chcę ci pomóc po raz kolejny.
-Po co to robisz ?
-To już nie twoja sprawa, chcesz abym ci pomógł czy w takim stanie mam cię wypuścić ?
Dziewczyna położyła się na twardym jednoosobowym łóżku, podwinęła koszulkę a ja uważnie
przyjrzałem się obrażeniom.
-Nie wygląda to na zakażenie ale nie jestem pewny.
Potrafiłem zajmować się ranami nawet bardzo poważnymi, w końcu przez długi okres musiałem
leczyć swoje.
Objąłem dłońmi ranę i starałem się z niej wycisnąć zakażenie ale tam nic nie było,
w trakcje tego zabiegu dziewczyna krzyczała.
-Teraz będzie szczypać
Odkaziłem ranę, posmarowałem maściami i owinąłem bandażami.
Wstałem na proste nogi bo uprzednio musiałem klęczeć przy łóżku.
-To tyle, chcesz to wyjdź.
Odwróciłem twarz od światła aby zasłonić rany, tak bardzo mnie krępujące.
-A jak nie będę chciała wyjść jeszcze przez jakiś czas ?
-To się lepiej poznamy, nie często rozmawiam. Teraz zostań tu, jak wejdziesz
na korytarz i będziesz szła na prawo na pewno trafisz do holu gdzie jest wyjście,
a jak się zdecydujesz to wejdź tam gdzie mnie znalazłaś.
Zostawiłem ją i wróciłem do pomieszczenia laboratoryjnego.
Głowa zombie w którą wbijałem specyfiki, umarła, a taka nie była mi na nic potrzebna.
Wyrzuciłem ją do zsypu prowadzącego prosto do palarni, później ją spale. Hmm... teraz
będę musiał wyruszyć na polowanie.
Usiadłem przy blacie z fiolkami i zacząłem na nowo je tworzyć z podstawowych składników.
Wyciszało to mnie na tyle abym usłyszał kroki w izolatce, dziewczyna coś robi,
nie wiem czy nie powinienem jej jakoś pilnować, jak zapuści się tam gdzie nie powinna
na pewno nie napotka miłej niespodzianki. Hmm... powinienem pozamykać drzwi które
odgrodzą ją od reszty szpitala. Wstałem i spacerkiem podszedłem do każdych drzwi które
należało zamknąć, teraz już dziewczyna nie narozrabia, aptekę też zamknąłem, ma teraz
dostęp do holu na górze i dole, do ubikacji i do mnie.
Ponownie wróciłem do fiolek, już chyba zrobiłem wszystkie możliwe kombinacje i nic,
muszę poszukać nowych surowców, to trochę urozmaici moją pracę.
Z drugiej strony ciekawe jak tam się żyje w strefie bezpiecznej, nigdy tam nie byłem
za każdym razem brali mnie za zombie, może jakbym owinął się bandażami i inaczej ubrał
wpuścili by mnie, eh.. to tylko czysta ciekawość ja mam tu swoją fortece i więcej nie
potrzebuje, no oprócz surowców.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz