Odłożyłam zdjęcie na blat i na miejsce również położyłam album zdjęć niejakiego Zac'a. Nazwiska nie znałam... Podpisał album swoim imieniem i nic więcej tu nie było, tylko rok, miejsce i godzina robionego zdjęcia. Nie na wszystkich była godzina. Nie przejrzałam całego albumu, jestem ciekawa czy uwiecznił też jakieś zdjęcia zombie, Strefy Bezpiecznej czy czegoś innego...
Do pomieszczenia wszedł Ruvik. Odwróciłam się na pięcie do niego i oparłam o blat. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam lekko.
-Coś nowego? - spytałam widząc jego wyraz twarzy.
Mimo tego, że dla drugiej osoby nic by nie okazywał, zero uczuć... akurat tym wyrazem twarzy... to ja widziałam, że coś jest nie tak, coś się stało.
-Miałem u siebie dwie głowy zombie... postawiłem je naprzeciwko siebie i kiedy poruszyłem nerw w mózgu kobiety, poleciała jej łza. Potem ta umarła, kiedy zabrałem się za mężczyznę głowa zmarła równie szybko. Czy to nie dziwne? Co o tym myślisz?
-Mówiłam, że bliskość drugiej osoby pomaga. Myślę, że uczucia pomagają wyleczyć zombie. Infekcja infekcją, ale nie sądzisz, że uczucia to jedyna droga by poruszyć serce? Ludzie są uczuciowi, kiedy wzbudza się wspomnienia z przeszłości... ktoś się zmienia. - spojrzałam na jego ranę na klatce piersiowej. Wyglądała tak, jakby... wygląda mi na mniejszą...?
-Co? - spytał kiedy nagle zamilkłam.
-A bo... bo... spójrz, nie zauważyłeś? - podeszłam do niego i wskazałam na ranę.
Zdziwił się, podszedł do lustra obok. Skrzywił się i odwrócił wzrok od siebie.
-Nie przesadzaj. - uśmiechnęłam się. - Nie mów mi, że tego nie widzisz? Rana sama się goi...
-Wydaje ci się. - odparł wymijająco.
-Przyznaj mi rację, choć raz. Widzisz, że uczucia pomagają. Poznałam zombie, które mówiło. Mówił naprawdę dobrze, to był zombie na sto procent tylko... był normalny, nie chciał mnie pożreć. Chronił mnie, nie wiem gdzie jest teraz, czy SB go nie rozstrzelało... Spójrz w moje wspomnienia... możesz to zrobić, prawda?
-Mogę..?
-Proszę bardzo.
Spojrzał w moje wspomnienia, wszystko się od razu nasunęło. Otworzył oczy,ja też.
-Masz rację...Muszę się tym zająć... przeanalizować wszystko...
-Poczekaj. - zatrzymałam go. - Przeanalizujmy to razem, co?
-Chodź.
Poszliśmy do innego pomieszczenia, tam, gdzie miał swoje zapiski i całą resztę. Siedziałam na ziemi i sięgnęłam z blatu gibającą się gitarę elektryczną, kiwa się na lewo i prawo. Położyłam ją na mały stolik i wpatrywałam się w nią.
-Co robisz? - spytał Ruvik.
-Lepiej myślę. - odparłam zamyślona.
Usiadł koło mnie i zrobił to samo. Siedzieliśmy tak pół godziny rozmyślając, co jakiś czas odzywaliśmy się do siebie.
-To bez sensu...
-Przestań się tak stresować! - uśmiechnęłam się. - Chodź ze mną.
-Gdzie znowu?
Zaśmiałam się i pociągnęłam go do tamtego pomieszczenia w którym wcześniej znalazłam zdjęcia i całą resztę.
-Po co tu jesteśmy? - spytał.
-Przestań cały czas się stresować i pracować.
-Co mam robić innego?
-Zachowuj się jak człowiek...
Złapałam aparat i zrobiłam mu zdjęcie. Zdenerwował się, jednak to mnie nie zraziło. Zaśmiałam się.
-Ładny aparat... - szepnęłam i przyczepiłam zdjęcia na lodówkę.
-Nie rób mi zdjęć, Rosalie.
-Nie denerwuj się, proszę. Obrzydzasz samego siebie? Okej, ale mnie nie obrzydzasz i będę ci robić zdjęcia. Rozluźnij się... co ci szkodzi? Próbuję jakoś cię rozgryźć, rozczulić... Twoje serce się poruszyło, skoro rany same zaczęły się leczyć i znikać...Nie uważasz? Ja chcę tylko pomóc. Tylko to. Lubię cię.
Odłożyłam aparat na miejsce gdzie stał. Spojrzałam na Ruvika i spuściłam wzrok. Ależ jestem nieśmiała... nie lubię mówić o uczuciach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz