wtorek, 16 czerwca 2015

Od Rosalie

  Wyjęłam wykrywacz i usiadłam na dachu, weszłam po małej drabinie. Były tam co prawda kraty w oknach, ale udało mi się przez nie prześlizgnąć zważywszy na to, że kraty te były w ogóle wyłamane. Wpatrywałam się w wykrywacz, pokazywało dużo zombie, ale także zielone kropki. Jak to? Strefa wyszła aż tak daleko? Szpital jest oznaczony jako opuszczony, po co mieliby tu przychodzić? 
  Zeszłam z dachu i poszłam szukać Ruvika. Biegałam po korytarzach i szukałam go wołając. Znalazłam go po przeszukaniu trzech pomieszczeń.
-Co się dzieje? - spytał zamyślony.
-Zbliża się tu Strefa...
-Jak to?
-Słuchaj... zobaczę czy to nie są moi przyjaciele, jeśli tak to nie mamy się czego obawiać. 
-Jesteś zakażona, zorientują się, że masz infekcje i zabiją cię.
-Nie zabiją mnie. Spokojnie. Poczekaj tu. 
  Wybiegłam na zewnątrz i wyszłam przez dziurę w płocie. Na swojej drodze spotkałam Gale'a. Pobiegłam w jego stronę i stanęłam na przeciwko przyjaciela. 
-Ty... ty żyjesz? 
-Żyję... Gale, czemu jesteś tu tak daleko od miasta?
-A ty?
-Odpowiedz mi najpierw. 
-Twój ojciec zarządził przeszukanie lasów i domów jeszcze raz bo zombie zaczynają zabijać szkieletory, stają w obronie ludzi. Zabijają już tych, którzy są blisko przemiany w szkieletory. 
  Zaskoczona ucieszyłam się. Jest nadzieja!
-Muszę sprawdzić to miejsce. - spojrzał na szpital.
-Nie. - zatrzymałam go. - Nikt tam nie wejdzie... Nikogo tam nie ma, jestem tylko ja i mój... przyjaciel.
-Ktoś żywy, ta?
-Tak. 
  Wyjął skaner, przestraszyłam się. Jak zobaczy zakażenie zwinie mnie do SB. Nie zostawię Ruvika, nie chcę go zostawiać. Chcę tu być. Z nim. 
-Popsuł się. - westchnął wpatrując się w urządzenie. - Sprawdzę go na tobie. 
-Sprawdź na sobie. 
-Co to ma znaczyć? Sugerujesz coś?
-Tak, jestem zakażona. 
-Co?!
-Tak, dobrze słyszałeś. Ale mój przyjaciel wynalazł coś co zapobiega infekcji.
-Żartujesz sobie ze mnie, tak?
-Ile mnie nie ma? No ile? Od tamtego napadu na naszą szóstkę jestem zakażona. Minął miesiąc, chcesz mnie zastrzelić? Gale, jesteś moim przyjacielem... 
-Znaleziono żywą w lesie.
-Widziałam ją już wcześniej. 
-Jestem jej opiekunem, jak ona coś spieprzy będę musiał ją ganiać po lasach. Daj mi znać, jakkolwiek.
-Czekaj... wiesz coś jeszcze o zombie?
-Jest gdzieś w mieście grupa zombie która podobno... czuje... czy coś, nie wiemy co to dokładnie ma znaczyć, mamy patrolować teren.
-Tu jest moje miejsce i stąd się nikt nie rusza. A co u mojego taty?
-Jest załamany twoim zniknięciem, organizował wszelkie akcje ratunkowe ale bez skutku. 
-Ja nie wrócę. Nie chcę. 
-Jasne. 
  Weszłam do szpitala i usiadłam koło Ruvika. Słuchał radia. Słyszałam to co mówiono, że zombie zaczynają chronić ludzi przed szkieletorami, przed ich napadami. 
  Spojrzałam na Ruvika zaskoczona. 
-Słyszysz to? Jest fantastycznie! 
-Ciekawe co ich ruszyło...
-Fakt... ale... cudownie! Zaczyna się wszystko układać, po tylu latach infekcji zaczyna się polepszać...
-Rozmawiałaś z tym z SB?
-Tak. Powiedziałam, że nie ma tu czego szukać, chyba nie chcesz wrócić do świata zamkniętego i ograniczonego? Jeśli chcesz powiedz, pójdę z tobą. 
-Czemu nie poszłaś z nim?
-Bo nie chcę cię tu zostawić.
-Jeśli jest ci tu źle, idź...
-Poszłabym, gdyby było mi źle. - uśmiechnęłam się do niego. - Zostaję z tobą, jest mi tu dobrze. Przy tobie jest dobrze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz