Szłam w kierunku Strefy Bezpiecznej... byłam przygnębiona... wcale nie chciałam tam wracać. Nie chciałam tam być. Nie czułam się tam dobrze, były granice których nie lubiłam. Oczywiście byli tam moi przyjaciele... tęsknili pewnie za mną... jednak ja czułam się dobrze na wolności. SB było tak bardzo ograniczone... inni czuli się tam bezpiecznie ale ja nie. Bezpiecznie czułam się na wolności w pobliżu Ruvika, przyzwyczaiłam się do niego... polubiłam go. Nie chciałam go zdenerwować... chciałam pomóc.
Kiedy zbliżałam się do drzwi SB zauważyłam Ruvika. Wystraszona pobiegłam do niego i pociągnęłam w stronę lasu. Odgarnęłam włosy za ucho i spojrzałam na niego zaskoczona.
-Oszalałeś? Zabiliby Cię! Nie rób tego więcej...
-Przepraszam, że tak krzyczałem.
-Ruvik... -Szepnęłam zaskoczona. - zapomnijmy o tym... nic się nie stało. - Uśmiechnęłam się.
-Jak tam jest? - spytał patrząc w stronę SB.
-Mi jest tam źle... ale tam ludziom jest wygodnie bo czują się bezpiecznie. Bezpiecznie z naukowcami którzy sami tą zarazę wypuścili w świat... jednak każdego z zewnątrz traktują jako zombie. Mnie pewnie zamknęli by w lohach i trzymali do póki naukowcy nie sprawdzili by mnie czynienie czysta.
-Nie wyglądasz przecież na zombie..
-Tacy sądzie w SB i ich zasady. Mój dawny przyjaciel, Gale jest taki jak ja. Nie chce zabijać, chce pomagać zakażonym i wierzy, że tu są jeszcze ludzie których warto ratować... ja wiem ze można uratować ciebie...
-Zajmijmy się tobą. Dobra? Piecze cie rana czy coś?
-Nie... ataki tej mojej drugiej połowy zakażonej tez się nie powtarzały.
Podwinął mi bluzkę. Rana goiła się co oznacza, że jego lekarstwa na powstrzymanie tego działają.
-To działa! Boże, Ruvik... dasz rade znaleźć lekarstwo! - uśmiechnęłam się do niego a on nic nie powiedział.
-Trzeba ci dać kolejna dawkę. - mruknął i poszłam z nim do szpitala.
-Przepraszam, nie powinnam tak na ciebie naciskać...
-Chciałaś pomoc... masz rację.
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-To, że dziś... dziś... spaliłem Mary...
-Och... przykro mi... wiem jak to jest tracić kogoś...
-Juz dawno wiedziałem, że to bez sensu. A ja szukałem metody na sile by ją zmienić...
-Będzie dobrze... znajdziesz lekarstwo... pomogę Ci. -Uśmiechnęłam się i nagle go delikatnie Przytuliłam.
Jednak zdałam sobie z tego sprawę. Nie powinnam. Przeprosiłam go i poszłam do szpitala.
wtorek, 16 czerwca 2015
Od Rosalie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz