piątek, 5 czerwca 2015

Od Rosalie

  Musiałam tu zostać jeszcze te dwie noce. Zombie zanim się wyniosą... no... minie trochę czasu. Powoli przestawałam bać się... tego nieznajomego ''ktosia'' który uratował mi tyłek przed zombie. Ważne, że to nie było zombie. Czyli to szpital psychiatryczny...
  Poszłam do pomieszczenia w którym był ''ktoś''. Wiedział, że weszłam mimo tego, że stał do mnie plecami. Przerwał to co robił.
-Przepraszam, że przeszkadzam ale... chcę się tylko zapytać... czy mogę tu zostać jeszcze trochę...?
-Powiedziałem, że możesz.
-Dziękuje... - odwróciłam się i chciałam dać mu spokój.
-Czekaj. - zatrzymał mnie. - Mam do ciebie pytanie. - wyszedł z pomieszczenia zamykając drzwi za sobą.
  Stanął przede mną.
-Czy w strefie bezpiecznej są naukowcy?
-Tak... Jeśli chodzi ci o szukanie lekarstwa na zarazę to tak... są tam zapiski, dokumenty, miliony próbek i fiolek...
-Masz tam dostęp?
-Tak. Bez problemu. Zwykle nie ma naukowców w tej części strefy bo są zajęci pobieraniem próbek martwym ciałom zombie...Czy ty chcesz żebym tam poszła? - spytałam podejrzliwie ale ostrożnie.
-Tak. Potrzebuję paru surowców a kilka fiolek i zapisków mi się przyda.
-Dobrze. Pójdę tam i przyniosę ci je. Jestem ci coś w końcu winna. Ale po nalocie zombie i szkieletorów... jest ich masa.
-Dobrze.
-A i... jak mam się do ciebie zwracać? Jak ci na imię? - spytałam nieśmiało.
-Ruvik.
  Kiwnęłam głową i odwróciłam się.
-A co tam robisz? Badania...? Może nie powinnam pytać...
-Nie chcesz tam wchodzić, przeraziło by cię to wszystko... jak na człowieka.
-Uwierz mi, widziałam dość śmierci i to jak zombie wyżera mózg mojej mamie a potem wojskowy morduje mojego chłopaka... pracując w strefie bezpiecznej widziałam dość... a jestem ciekawa co tam robisz... chociaż pewnie nie powinnam.
-Po prostu jesteś pierwszym człowiekiem oprócz mnie który tu wszedł i z którym rozmawiam.
-Tutaj jest więcej takich jak ty?
-Tak, ale większość było bliżej infekcji i była tak zaawansowana, że zatrzymali się w takim stadium w którym się nie posługuje mową.
  Otworzył drzwi do pomieszczenia a ja zdziwiona spojrzałam na Ruvika.
-Wchodzisz czy nie?
  Kiwnęłam głową i zrobiłam krok w przód. Było tu pełno zapisków, zdjęć i innych rzeczy. Było łóżko lekarskie na którym pewnie przeprowadzał próby związane z lekami.
-Ile tu jesteś? - usiadłam na krześle obok łóżka.
-Dość długo.
-Spędzasz cały czas na poszukiwaniu lekarstwa na tą zarazę?
-Cały czas.
-Wiem,że mi nie ufasz... ale wierz mi, że ja nic tu nie chcę ukraść ani nic zniszczyć czy zamącić w twoim spokojnym dotychczasowym życiu... po prostu chcę tu zostać przez dwa dni... jestem tu bezpieczna... tak?
-Tak. - kiwnął głową. - Nie zaufam ci od tak. Nie znam cię.
-Mamy dwa dni żeby się poznać... chyba, że prędzej mnie wypędzisz.
-Zobaczymy.
-Mogłabym wprowadzić cię do strefy bezpiecznej... sam byś wybrał te leki i zapiski...Ja się na tym w ogóle nie znam.
-A jeśli nas złapią?
-Nie pozwolę na to, żeby ktokolwiek nam coś zrobił.
-Nie masz na to wpływu. Oni są bezwzględni.
-Mój ojciec to szef całych oddziałów w tej strefie. Mam wpływy na to co się stanie chociaż trochę.
-Teleportuje nas tam.
-Nie działają czary w strefie. Musimy teleportować się do miasta, tam jest duże natężenie magii.
-Sporo o tym wiesz.
-Spędziłam trzy lata na ciągłym badaniu natężenia magii, badania cyklu pojawiania się zombie i szkieletorów. Nie miałam nic lepszego do roboty. Potem ojciec kazał mi wziąć się za coś innego i dał mi do ręki broń.
  Teleportowaliśmy się do miasta.
-Chodź. - poszłam z nim do jednego ze sklepów kosmetycznych. - Trzeba cię umalować. Nie możesz wzbudzać podejrzeń.
-Nie ma mowy. Malowanie?
-Przeżyjesz. - spojrzałam na niego z uśmiechem i wzięłam kosmetyki.
  Potem ruszyliśmy do sklepu z ubraniami, dałam mu wolną rękę. Już nigdzie się nie ruszaliśmy, zabrałam się za umalowanie go. Poszło szybko, a przynajmniej starałam się żeby tak było. Potem ubrał to co wziął i... wyglądał zupełnie normalnie, jak człowiek. Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na jego twarz.
-Jest ok. Teraz powinniśmy iść.
  Na drodze nie było zombie ani szkieletorów. Pewnie pochowali się przed tą dużą temperaturą, zombie tego nie lubiły.
  Szliśmy w stronę drzwi głównych, ochroniarz podszedł do nas.
-Stój.
-To ja, Rosalie...
-Mówię, stój.
-Dobra. - mruknęłam pod nosem.
  Przed twarzą do nóg przeleciał urządzeniem wykrywającym zakażenie. Spojrzał na mnie dziwnie i z zakłopotaniem spojrzał na Ruvika. Zrobił to samo, widziałam kątem oka, że jest wszystko w porządku. Wpuścili nas, po drodze spotkałam Gale'a.
-Gdzieś ty była?
-Nie mam czasu. Masz klucze do laboratorium?
-Po co ci?
-Moja sprawa, nie zadawaj pytań tylko podaj mi je proszę.
  Gale wyciągnął ze spodni klucze.
-Nie widziałeś mnie,jasne? - tylko to powiedziałam i poszliśmy do piwnic.
  Otworzyłam drzwi i zamknęłam je za sobą. Była pusta, jak przypuszczałam. Spojrzałam na zegarek, mamy dokładnie dwadzieścia minut na wyniesienie się stąd.
-Dwadzieścia minut i musimy znikać.
-Przecież tu jesteś, czemu nie zostaniesz?
-Jestem zakażona. Ojciec się dowie jeśli zostanę i mnie zastrzeli.
-Nie jesteś zakażona...
-Jestem. - przerwałam mu. - Urządzenie pokazało na zielono że jestem.
-To czemu ochroniarz cię wpuścił?
-To był mój bliski przyjaciel. Nie wyda mnie.
  Bez słowa poszedł w stronę zapisków, zabrał fiolki czytając napisy na nich.
-Dobra, idziemy.
-To wszystko?
-Wystarczy na pewno. Jest tu wszystko co jest mi potrzebne.
  Wróciliśmy do szpitala. Zostawiłam go już samego by nie przeszkadzać dłużej i zamknęłam drzwi za sobą kiedy weszłam do izolatki. Nacisnęłam na ranę i zamknęłam oczy siadając na łóżku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz