-Koniec - zapiąłem ostatnią torbę - możemy wracać
Rosi spojrzała na zdjęcia Mary które zostawiłem na ścianie, były ozdobione teraz zwiędłym już słonecznikiem.
-Na pewno chcesz to zostawić ? Oni będą tu wszystko przeszukiwać.
-Nie jestem w stanie wszystkiego stąd wynieść, co było najważniejsze wziąłem, trupy mutantów już są tak w zaawansowanej fazie rozkładu że można je pomylić z papką dawaną do jedzenia psu.
Nie znajdą to nic ciekawego co może nam zagrozić.
-Dobrze
Przeteleportowałem nas do auta, walizki rzuciłem na tylne siedzenia i włączyłem radio gdy ruszyliśmy
~infekcja została opanowana, nie istnieje już ani jedno zombie, wszystkie tereny miast zostają przeszukiwane metr po metrze aby oczyścić wszystko, miejmy nadzieje że to nie nawróci. Wyszkolony zespół nurków zaczął dwa dni temu przeszukiwać wody, w mule lub między skałami mogą kryć się trupy, trzeba wszystkiego się pozbyć choćby miało to zająć wiele czasu...
-dobrze ,że się tym zajęli - wtrąciła Rosi
-Trupy są niebezpieczne
-Wiem
-Stanowią zagrożenie biologiczne. Płyny produkowane po pęknięciu brzucha mogą przenosić zarazę, a jeśli trupa zjedzą szczury pojawią się kolejne nośniki choroby. Czasami przy poruszaniu trup ,,wzdycha", jakby ożywał, ponieważ z płuc uchodzi powietrze, przypuszczalnie pełne zarodników epidemii.
-Wiem to Ruvik
-Wiem ,że wiesz ale chciałem pochwalić się wiedzą - lekko się uśmiechnąłem ale tylko na chwilę
Byliśmy już tylko kilka kilometrów od wynajętego domku.
-Pytałaś się może ile kosztuje kupienie tego domu ?
-Hmm.. nie pomyślałam o tym.
-Chciałbym tam zamieszkać.
-Oh ! naprawdę ? Nie wiedziałam ,że aż tak ci się podoba
-Hmm.. chcesz ze mną jechać do miejsca gdzie są moi rodzice ?
-Co za zmiana tematu, to nie jedziemy w góry ?
-Po tamtym pożarze ich nie widziałem, wiem ,że nie żyją ale też wiem gdzie są.
-Dobrze to prowadź.
Podróż nie była krótka, mieliśmy do pokonania spory kawał drogi, Rosi przysnęła na siedzeniu.
Dojechaliśmy do Mendip znajduje się tam osiem zalanych wodą wapiennych kamieniołomów.
Od dawna nieużywane przez właścicieli oznaczone cyframi od 1 do 8, tworzą kształt podkowy. Numer 8 najbardziej wysunięty na południowy wschód czubku, niemal styka się z Grotą Nimfy, jak miejscowi nazywają system jaskiń i korytarzy sięgających daleko w głąb ziemi. Legenda mówi ,że z owego systemu tajemne przejścia prowadzą do starych rzymskich kopalni ołowiu, że w starożytności nimfy wykorzystywały tunele jako drogę ucieczki. Niektórzy twierdzą ,że przez te wszystkie dwudziestowieczne wybuchy tunele otwierają się prosto na zalane kamieniołomy.
Przy kamieniołomie numer 8 nikogo nie było. Stałem obok auta i patrzyłem na puszyste obłoki i błękitne niebo odbijające się w nieruchomej tafli zimnej wody. U szczytu kamieniołomu, na płaskiej półce, której woda jeszcze nie zalała, leżały na boku dwie stare, połączone zardzewiałą linką motorówki. Na drugim końcu ogromne szare kostki kamienia wystawały z kałuży brunatnej wody. Po ścianach pięła się budleja. Zamknąłem samochód z Rosi w środku, mocnej otuliłem się kurtką i poszedłem na brzeg kamieniołomu. W okół jego odbicia woda była granatowa. Widziałem żółtą mgiełkę młodych roślin przywierających do krawędzi skał, a mniej więcej jakieś sześć metrów niżej jakiś niewyraźny, zdeformowany kształt. Może to głaz, zatopione pompy albo ściana kamieniołomu z niszami po wybranym materiale. Po głowie chodziła mi tylko wizja tonących ciał rodziców, wszystkich zmarłych wrzucano tu, pewnie niebawem i tu nurkowie zaczną wyławiać, dlatego chciałem od razu się z nimi jakby pożegnać. Przykucnąłem na krawędzi i niemal niesłyszalnym ale realnym głosem przemawiałem do rodziny, a na koniec do wody wrzuciłem kwiat słonecznika.
Nie czułem żalu ale coś co musiałem zrobić aby wypełnić pustkę w duszy, ku mojemu zdziwieniu ona nie znikła.
Wyprostowałem sie i spojrzałem na wznoszące się po drugiej stronie hałdy gruzu. Słońce schowało się za chmurą i przez jakiś czas się zdawało ,że coś ciężkiego wisi nad wodą, jakby samo powietrze pociemniało. Eh znów ktoś zabił się na tych zboczach. Kawałek taśmy policyjnej jeszcze wisiał na krzakach i zeschniętych kwiatach, które przyniosła pewnie rodzina zmarłego. Przez długi czasu w tym właśnie miejscu popełniano wiele samobójstw, aż czasami policja wysyłała nurków na dno tylko po to aby potwierdzić że samobójca faktycznie tam jest ale ciała nie wyławiali, stało się to cmentarzem zbiorowym. Samobójstwo tak działa, zawsze rozprzestrzenia się jak wirus. Ktoś skacze
z mostu i dość szybko jest to Most Samobójców, a ludzie którzy nigdy wcześniej o nim nie słyszeli jadą całą noc, by dostąpić zaszczytu skoczenia z niego. Taki był kamieniołom, tylko,że nikt się w nim nie topił. Siadywali na krawędzi z tabletkami i brzytwami, pewnie wpatrując się w gwiazdy i spadali do wody.
-Ruvik ?
Kilkanaście metrów za mną szłą Rosi, widocznie wstała i ruszyła mnie poszukać.
-Już kończę
-Przepraszam nie chciałam przeszkodzić..
-Nic się nie stało, wracajmy.
Jeszcze ostatni raz rzuciłem okiem na kopalnie i ruszyłem w stronę auta, po drodze otulając szyje Rosi ramieniem.
-Wszytko w porządku ?
-Szczerze to nie, myślałem że załatam wewnętrzną dziurę ale tak się nie stało.
-Hmm.. ciekawe czemu, może oni nadal żyją ?
-Ich truchła leżą na dnie zalanej kopalni
-Ej to może pochowajmy ich tak jak należy ?
Zatrzymałem się analizując to co powiedziała. Za kilka dni nurkowie będą bezcześcić te trupy wyjmując je z wody, i nie wiadomo co z nimi zrobią.
Wróciliśmy się do kamieniołomu i za pomocą magii wyławiałem trupy jeden po drugim, gdy zbliżały się do wyjścia z wody i dało radę ich rozpoznać puszczałem je, szukałem tylko trupów rodziny.
Szukałem ich jakieś pół godziny, jezioro jest głębokie na jakieś 50 barów, ale po prostu czułem w którym miejscu trzeba szukać. Po ich znalezieniu prze-teleportowałem nas na łąkę porośniętą żółtymi kwiatami rzepaku i paroma słonecznikami. Tam już doły czekały, w ostatniej chwili wpadłem na to aby zabezpieczyć je na wszelki wypadek gdyby z mojej rodziny miała ponownie urodzić się infekcja zombie. Po całym rytuale rozsypałem ziarna słonecznika na świeżo rozkopanej ziemi i wróciliśmy do auta.
-Co ty masz z tymi słonecznikami ? Przecież one w cale nie pachną
-Stare zwyczaje, po prostu je lubię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz