środa, 17 czerwca 2015

Od Rosalie

  Oglądałam te stare zdjęcia, szukałam czegoś co przyciągnie moją uwagę. Wszystkie te zdjęcia były piękne, pan Zac na pewno był fotografem. Przegrzebałam jego rzeczy, zrobiłam mały bałagan w jednej części pomieszczenia. Znalazłam notes, wzięłam go do rąk. Był stary, jego kartki wyglądały jakby ktoś je czymś oblał. Otworzyłam go i spojrzałam na pierwszą stronę. 
 
         ''Zac Hamilton 
        24 maj 2018 r. 
  
  Dziś coś złego się dzieje. Moje zaklęcia przestały działać, Hogwart został ewakuowany... a raczej czarodzieje zostali usunięci - w tym ja. Nie mam nikogo bliższego, moja rodzina to mugole, wyrzekli się mnie kiedy wybrałem Hogwart... Co mam zrobić? Gdzie pójść? Muszę znaleźć jakieś inne miejsce... Gdzieś, gdzie mogę się schować przed tą zarazą. Tak, właśnie usłyszałem w radiu o zarazie jaką wypuścili naukowcy. Mamy się czego obawiać? To się okaże. 
  Na razie mam zamiar zaszyć się w jakimś opuszczonym budynku, wymknąć się wojskom które zabierają ludzi do tak zwanej Strefy Bezpiecznej, czy jakoś tak... 
PS: Dlaczego nie działają tu zaklęcia, do cholery?!

   
         Zac Hamilton
        10 czerwca 2018 r.
  
  Zgubiłem Alice... Gdzie moja Alice... Moja Alice zniknęła... Widziałem, jak wojsko zostawia ją na pastwę losu. Ona... ona... ona tylko chciała pomóc zakażonej dziewczynce, miała przecież tylko sześć lat! Ale nie. Zastrzelili dziewczynkę a Alice zostawili za szklaną szybą. Kiedy uderzyłem jednego z wojskowych i chciałem uratować moją Alice... oni mnie odciągnęli, potem dopadli Alice, ze wszystkich stron zjawiło się milion szkieletorów, moja najdroższa Alice... ona krzyczała, płakała, wołała o pomoc... A ja nic nie mogłem jej pomóc...
  Bez niej popadam w obłęd, słyszę głosy... ktoś chodzi w okół chatki w lesie. Tak, teraz to słyszę. Przeraźliwe skrzypienie na ganku... jednak... może to tylko mi się wydaje, może to drzewa? Nie mogę z nikim porozmawiać, z nikim! Szaleję bez mojej Alice... Moja biedna, słodka Alice... Może gdzieś tu jest? Może jej dusza nadal tu jest? Chroni mnie, może to jej głosy słyszę? Może to ona próbuje mi coś powiedzieć? Nie... Ja zwariowałem. Nawet w mieście nie można normalnie chodzić, to COŚ jest wszędzie... próbowałem, ledwo uszedłem z życiem... chciałem znaleźć moją Alice... Moja biedna, słodka, najdroższa Alice... 
  Wziąłem sobie zapas długopisów i ołówków... mam ich całe pudełko. Tylko to udało mi się zwinąć z miasta... No i coś do jedzenia i picia. Nie mogę jeść nic innego. Muszę jednak znaleźć bezpieczniejsze miejsce. Jutro pójdę na poszukiwania innego schronu. Nigdzie nie jest bezpiecznie... Jeśli ktokolwiek to czyta to oznacza, że pewnie jesteś człowiekiem. Przeczytaj notatki do końca, piszę to jako pamiętnik, notes... Może dowiesz się czegoś po tym jak wypisze tu to coś, czego ja się dowiedziałem... Cholera, jest ich więcej. W radiu cisza... zaczynam głupieć, wariować... Muszę stąd wyjść. Zaszyję się gdzieś... Tak...
PS: Zgubiłem pamięć. Zgubiłem ją. Pamiętam tylko... tylko... tylko Alice... Alice... I nic więcej... Nawet zaklęć nie pamiętam... Kim właściwie jestem...? 

  Do pomieszczenia wszedł Ruvik, podniosłam wzrok znad pamiętnika Zac'a i odłożyłam go na bok w widocznym miejscu bym pamiętała, by go jeszcze doczytać do końca. Nie był długi, pewnie kilka kartek powypadało. 
-Jesteś głodna? - spytał.
-Umieram z głodu. - uśmiechnęłam się. 
  Usiadł naprzeciwko mnie. Zdziwiła mnie ta nagła zmiana, ale nie pytałam o to. 
-Wiedziałeś, że to tu jest? - spytałam pokazując na cienki notes. 
-Nie wiem nawet co to jest. 
-To jest notes, jakiś Zac tu zapisywał swoje... przemyślenia, to co się działo na początku. To było piętnaście lat temu. Był tu jakiś Zac Hamilton?
-Nie wiem. - wzruszył ramionami. 
  Westchnęłam i spojrzałam na Ruvika z uśmiechem. 
-Zagrajmy w coś. 
-W co? 
-Wyciągnij ręce. Pokażę ci co i jak. Na pewno to to grałeś z kimś w przeszłości... Weź ręce tak...- zaczęłam mu tłumaczyć. Albo mu się przypomniało albo załapał, bo dobrze się bawiliśmy. Udało mi się rozluźnić atmosferę!
  Wzięłam łyk napoju. Zaczęłam odchodzić od myśli w jakim świecie żyję. Wygląd Ruvika wcale mi nie przeszkadzał. Lubiłam go, a jego wygląd miałam gdzieś. 
-Ciekawe,co tam w mieście... - westchnęłam podpierając się rękoma. 
-Możemy sprawdzić. Nic nam aż tak nie grozi. 
-A szkieletory? 
-To tylko jeden minus. 
-Mam broń w kurtce. Unieruchamia cel i po chwili pocisk zabija... Wezmę to w razie czego. 
-Jesteś pewna? - spytał ostrożnie. 
-A ty? - spytałam kiedy wyszliśmy na zewnątrz. 
  Kiwnął głową i poszliśmy w stronę miasta. Chodziliśmy po sklepach i po mieście nie przejmując się SB. Jednak... jak na złość jeden z nich się pojawił.
-Jesteście zakażeni? Stać! 
-Nie jesteśmy, odłóż broń. - odpowiedział spokojnie Ruvik.
-Cisza! - podniósł broń i zbliżył się przykładając Ruvikowi do głowy broń.
  Wtedy ja podniosłam swoją i przyłożyłam mu to głowy. 
-Opuść broń, bo strzelę.
  Wojskowy SB zaśmiał się nerwowo. 
-Ja strzelę.
-Spróbuj, rozwalę ciebie i całą resztę Strefy. Tylko lekko pociągnij za spust, strzelę. 
-Wtedy SB zabije ciebie.
-Jestem córką twojego szefa, więc ja mogę strzelać do kogo chcę. No już. Opuść broń i odejdź. 
  Speszony wojskowy odszedł nerwowym krokiem pokasłując. Opuściłam broń i westchnęłam. Nigdy chyba się tak nie bałam o czyjeś życie, przynajmniej nie w tym odstępie czasu kiedy odeszłam z SB. 
-Umiesz strzelać z tego czegoś?  
  No tak, elektrobroń wygląda jak zmutowane coś lekko przypominające broń... 
-Nie. Ale cicho. - zaśmiałam się i poszłam z nim przez pustą galerię.
  Ściemniało się. Kiedy wychodziliśmy zobaczyłam, że wszędzie są szkieletory. 
-O cholera... - szepnęłam. Zamurowało mnie. 
-Uciekamy. Już. - mruknął Ruvik i pociągnął mnie w stronę wyjścia.
  Niestety - szkieletory nas doganiały. Pędziliśmy w stronę granicy, kiedy ją przekroczymy Ruvik może użyć czaru. 
-Teleportuj nas gdzieś! Szybko! 
-Jeszcze nie tutaj.
  Szkieletor zadrapał mi plecy. Bolało jak cholera. Czułam, jak substancja leci mi po plecach. Nie mogłam powstrzymać łez. Boli. Cholernie. 
  Nareszcie przekroczyliśmy granicę, Ruvik teleportował nas do szpitala. Odetchnęłam z ulgą. Dobrze, że Ruvikowi nic się nie stało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz