Wszystko było takie dziwne. Całe swoje życie spędziłam wolna a teraz nie mogłam wyjść nawet do toalety bez strażnika.
Zadawali mi dziwne pytania na przykład "jak przeżyłam sama w lesie tyle lat?" "gdzie jest moja rodzina?" i takie tam. Robili mi różne badania i sprawdzali czy nie jestem zakażona. Jakie było ich zdziwienia gdy okazało się że jestem czysta, zdrowa.
-Hallo! Chce do toalety!-zawołałam.
Drzwi sie otworzyły i wszedł młody chłopak.
-Chodź. -powiedział.
-Serio? Nie jestem waszym zwierzakiem! Jestem wolnym człowiekiem.. kiedy wypuścicie mnie?
-Słyszałaś o tym co sie dzieje poza murami?
-Niby skąd miałabym wiedzieć jak nie wychodzę z budynku i z nikim prawie nie rozmawiam..
-Zombie zabijają szkieletory i zaczynają mówić.
-Zdrowieją..-powiedziałam.
-Wiesz coś o tym?
-Moja mama... w dzieciństwie opowiadała mi o tym dniu...
-Była czarodziejem?
-W pewnym sensie. Była medium. Wiedziała, czuła w kościach że ten dzień nadejdzie.
-Skoro była medium to dlaczego nie przewidziała własnej śmierci?
-To nie działa na zawołanie. Ona śniła.
-Ciekawe. A ty masz jakieś zdolności?
-Nie wiem.. nie odkryłam ich. Umiem parę zaklęć ale one praktycznie nie działają. Rozumiesz.. magia nie działa.
-Wiem. Ale teraz coś sie stało i wszystko wraca do.. normy?
Weszłam do łazienki. Na szczęście była na pierwszym pietrze. Zombie zdrowieją? Muszę sama sie o tym przekonać. Otworzyłam okno. Nikt nie kręcił się przed budynkiem. Wyskoczyłam..
Udało się! Wreszcie! Nie będę w SB!
Teraz tylko muszę sie dostać do muru.. i jakoś uciec. Pobiegłam miedzy drzewami.
Uda sie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz