zawsze pojawiała się w tym samym miejscu a głośny brzdęk skakania na metalową posadzkę,
uprzedzał jej przybycie.
-Mary ?
Wszedłem w głąb oddzielonej strefy kilku pokoi dla Mery. Przemieszczałem się bardzo
ostrożnie bez żadnego odgłosu. Czyżby udało jej się uciec ? Może Rosalie ją wypuściła..
-Mary ! - uniosłem niepewnie głos, chciałem żeby przyszła ale niepokoiło mnie unoszenie głosu,
-Rajan ?
Z długiego korytarza drzwi do różnych pokoi, dobiegł cichy i delikatny głos, czyżby to
Mary ? Może jest już normalna !
Pobiegłem za źródłem głosu już nie zaważając na hałas
-Mary ! - zawołałem ucieszony
Nagle usłyszałem chlust, jakby ktoś rozlał wodę na ścianę, i jęk, jęk śmierci, ostatni dech.
Wszedłem do jednego z pokoi i ujrzałem Mary, to było przerażające, jak drobna, miła i uczuciowa
kobieta mogła zrobić coś takiego ?
Energicznie rozrywała ciało jednego z pół zombie zamieszkującego szpital, krew tryskała
wszędzie, było jej tak dużo że skapywała dziewczynie po kruczych włosach.
Spojrzała się na mnie pochylana nad zwłokami
-Rajan ?
Teraz jej głos był zupełnie inny niż chwilę wcześniej, teraz był ochrypły, dławiący,
wycedzony przez zęby. Nie zdążyłem zareagować a ona już się na mnie rzuciła,
ogromnymi pazurami rozerwała mi starą ranę na brzuchu, poczułem ból, może nie
fizyczny ale psychiczny, moja ukochana mnie zraniła, ona chce mnie zabić, nie potrafiłem
się ruszyć, byłem otępiały przez moment. Gdy zauważyłem jak moja krew kapie jej po
brodzie prze-teleportowałem się za drzwi izolatki Mary i je zamknąłem, nawet nie pamiętam
kiedy i gdzie połorzyłem słonecznik.
Następnie prze teleportowałem się do pokoju medycznego zaraz koło apteki. Przyjrzałem się
ranie, byłem cały we krwi, widziałem gołe pulsujące mięso, a na nim gdzieś z boku gołą
żyłę, była sina i gruba. Odkaziłem ją i zacząłem smarować antybiotykami, gdy usłyszałem jak
do pokoju wchodzi Rosalie, jej krok był niepewny i powolny, stanęła zaraz przy progu.
-Ruvik ? Co to za krew ?
Nie odpowiedziałem i dalej kontynuowałem smarowanie.
-To twoja ?
Przyszła pora na bandażowanie, chwyciłem sporą rolkę i niezdarnie ją upuściłem.
Dziewczyna szybko podeszła i mi ją podała, zauważając ranę bez słowa pomogła mi się
obandażować.
-Możesz powiedzieć jak to się stało ?
-Byłem u Mary
-Wszystko jasne, powinieneś uważać, przecież wież że ona nie jest taka jak kiedyś.
-...Ona..ona powiedziała moje imię.. tak łagodnie jak kiedyś. Sama rozumiesz.
-Naprawdę ! ona mówi !?
-Czasami.. ale nigdy tak jak dziś.
-Może jej się polepsza ? Sprawdzić ?
-Wszedłem do pokoi w którym ona była, jadła trupa, później chciała mnie. Może... - zacząłem głośno myśleć
-Co może ?
-Nic tak tylko głośno pomyślałem
-No powiedz, jak zacząłeś to s..
-Może powinienem ją zabić ? Już tyle próbowałem, nic nie działa a ona nadal chce mnie zabić, to nie ma sensu.
-Co ty mówisz ! Ruvik? nie potrafisz wyleczyć zarazy ? Przyniosłam ci jakieś nowe zapiski i substancje.
-Masz coś nowego ?! Pokaż na co czekasz ?
Skończyła mnie bandażować i wyłożyła na ladę nową nadzieje na lekarstwo.
Szybko zabrałem się za czytanie notatek.
-I jak ? - spytała ciekawsko spoglądając na kartkę
-Szczerze na tej nie ma nic specjalnego wszystko już przerabiałem, i ta plotka o miłości,
to bujda.
-Czemu? To takie romantyczne. Można chociaż pomarzyć
-Wiem że bujda bo w przypadku Mary to nie działa.
Rzuciłem kartki na blat i podszedłem do tablicy, wskazałem płat czołowy na narysowanym mózgu
-Widzisz ? W tym miejscu nic nie ma gdy się zostaje zombie, tak samo w płacie skroniowym
i ciemieniowym, ostatnie ludzkie zapiski zostają w najmniejszym płacie czyli politycznym.
Niestety on się wyłącza a żeby go uruchomić trzeba znaleźć jakiś specjalny specyfik
który włączy go i całe jego połączenie z ciałem, możliwe że wtedy cała reszta zacznie
jakoś funkcjonować.
-Nie znam się na tym ale ci wierzę - dodała patrząc się na rysunek
-Nie mam pojęcia co z tym ma wspólnego ogień a już miłość w ogóle.
Zostawiłem tablice w spokoju i z metalowej szuflady wyciągnąłem jeden zastrzyk sporej wielkości.
Podałem go Rosalie.
-Wbij go sobie w kark z tyłu, to powstrzyma na trochę przemianę, ale może zrób to na osobności,
to trochę boli. Zostawiłem ją samą i poszedłem jeszcze raz do lasu w poszukiwaniu zombie,
i tak jak wcześniej żadnego nie widziałem, dopiero na skraju miasta w szopie wyczułem jakiegoś.
Był w poważnym stanie rozkładu, czuć go było na kilometr.
Nie wszedłem głównym wejściem tylko takim z boku, i to był błąd, od razu przed twarzą stanęła
mi policjantka zombie z towarzyszem.
Odskoczyłem od drzwi i mocą wywróciłem ją, szybko odciąłem jej głowę siekierą i w ostatniej
chwili uskoczyłem atakowi faceta, niezdarnie wywrócił się na partnerkę która już bez głowy,
próbowała wstać. Strzeliłem w głowę policjantowi i podniosłem potrzebną mi do badań głowę,
wróciłem do szpitala.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz