Wiodłam nawet spokojne życie o ile można powiedzieć że teraz na świecie gdziekolwiek mógłby panować spokój. Jednak mieszkając sama w leśnym schronie nie uczestniczyłam w żadnych walkach między wojskiem a ofiarami epidemi. Nie przeszkadzała mi samotność. Żyłam tak od paru lat więc byłam przyzwyczajona.
Dziś była rocznica śmierci mojej rodziny więc postanowiłam wybrać się na ich groby.
Założyłam czarne najwygodniejsze do biegania, wspinaczki buty oraz ubrałam się cała na czarno zielono. Takie kolory były najlepsze by jak najbardziej ukryć się na tle lasu.
Wyszłam ze schronu wcześniej jednak sprawdzając przez kamery okolicę. Tak. Wokół schronu wszędzie miałam rozmieszczone kamery. Dzięki temu wiedziałam co się działo. Dziś było spokojnie. Żadnych zombie czy szkieletorów.
Wyszłam z domu i jak najszybciej jednak ostrożnie stawiając bezszelestnie każdy krok szłam w miejsce gdzie pochowałam swoją rodzinę. Po drodze zebrałam pare kwiatów.
Doszłam do jeziora do którego z klifu spadał wodospad. Obeszłam jezioro i podeszłam do wodospadu. Kropelki wody padały na mnie.
Osyrożnie by nie zostać wciągnięta do wody przeszłam przez szczelinę między skałami klifu a wodospadem. Tam była bowiem jaskinia. Często tutaj bawiłam się z rodzeństwem.. jak jeszcze żyli.
Poszłam wzdłuż ciemnego korytarza. Zombie ani szkieletory nie wiedziały o tym miejscu.
Na końcu korytarza zobaczyłam roświetlone przez dziurę w suficie jeziorko oraz 4 groby.
Podeszłam do nich i położyłam na karzdym kwiat.
Usiadłam na nogach i pomodliłam się. Tak bardzo chciałam by oni żyli. Do dzisiaj pamiętałam tamtą noc. Ja także omal nie straciłam wtedy życia.
Spałam kiedy obudził mnie hałas. Wstałam i otworzyłam drzwi. Na korytarzu wszędzie była krew. Usłyszałam krzyk mamy.
Stała w drzwiach przerażona. Nie mogłam się ruszyć. Wtedy zobaczyłam jak z drugiego końca korytarza otwierają się drzwi i wybiegają z pokoju moi bracia. Ewan miał 8 lat a Paul 14 lat. Biegli przerażeni i coś krzyczeli do mnie jednak nie rozumiałam żadnego słowa.
Zaraz za nimi wybiegł.. szkieletor. Coś strzeliło. Zobaczyłam w drzwiach mamę z bronią.
-Uciekajcie!-krzyknęłam kiedy szkieletor się na nią rzucił.
Wszystko to widziałam. Jak zabijał moją mamę.
Paul złapał mnie za rękę i pociągnął. Zaczęłam biec z nimi. Wbiegliśmy do kuchni. Ewan płakał a ja byłam tak przerażona że nie byłam w stanie nawet płakać. Paul zabarykadował drzwi i kazał nam wejść do tunelu wentylacyjnego. Zrobiliśmy tak. Pierwszy wszedł Ewan potem ja. Kiedy Paul wchodził drzwi otworzyły się i wpadły dwa szkieletory. Złapały go. Krzyczałam i już miałam wyjść po brata by jakoś go uratować mimo iż nie dałabym rady jednak Ewan pociągnął mnie. Teraz już zapłakana szłam na czworakach za młodszym braciszkiem. Słyszałam za sobą jak szkieletory starają się dostać do tunelu. Były jednak za duże.
Ewan wybiegł z tunelu do lasu. Ja już miałam wychodzić kiedy zobaczyłam coś. Jakąś ciemną postać za braciszkiem.
-Ewan!-krzyknęłam jednak było za późno. Szkieletor pozbawił go życia.
Kolejne dni spędziłam sama w tunelu widząc przy wyjściu ciało braciszka. Szkieletory starały się dobić do mnie jednak im się to nie udało. Po paru dniach wreszcie wyszłam by muc znaleść ciała rodziny. Pochowałam ich i od tamtego czasu postanowiłam że przeżyje dla nich.
Otarłam łzę która pozwoliła sobie wypłynąć z mojego oka. Wstałam i ostatni raz patrząc na groby wyszłam.
Wróciłam do schronu i wbrew mojej woli przypominał mi się tamta noc. Często przez to miałam koszmary i nie mogłam spać. Oddałabym wszystko by moja rodzina żyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz