Minął drugi dzień pobytu tutaj. Musiałam stąd odejść i iść dalej... tak, by nie wrócić do strefy bezpiecznej. Jestem zakażona, nic mi nie pomoże. Nie ma szans. Infekcja może pędzić jak oszalała i zmieniać mnie powoli.
Poszłam do lustra i spojrzałam na siebie. Jednak... ja się nie uśmiechałam. Uśmiechało się moje odbicie. Ja chyba tracę zmysły...
-Co do...
-Jestem tobą.
-Słucham? - wycedziłam.
-Jestem tobą jako zombie. Niedługo twoje ciało będzie moje. - zaśmiałam się... a może... to ONA się zaśmiała?
-To mi się albo śni albo już mam omamy.
-Zobaczymy. - zaśmiała się i znikła.
Wyszłam z izolatki i poszłam do Ruvika. Zapukałam, weszłam... ale chwilę potem słyszałam głos samej siebie, tylko ten był taki jak ode mnie jako zombie. Zachrypnięty, wkurzający.
Jeść. Jeść.
Krew.
Zabić coś, zabić.
Nie umiałam tego wytrzymać. Złapałam się za głowę i osunęłam na ziemię. Co się ze mną dzieje?! Po chwili docierał do mnie głos Ruvika.
-Muszę iść. - wstałam powoli i spojrzałam się na niego.
Nie ruszały mnie jego rany. Widziałam ludzi bez skóry... to było naprawdę okropne. Ale do niego się przyzwyczaiłam... powiedzmy, że był dla mnie w miarę w porządku. A jego skóra nie odstraszała mnie, patrzyłam teraz na niego normalnie, jak na jednego z tych ze strefy bezpiecznej. Przecież... był jak my. To, że ma taką skórę nie świadczy o tym, że jest zły czy inny. Jest człowiekiem. To wystarczy by uznać go za jednego z tych ze Strefy Bezpiecznej.
-Już idziesz?
-Tak... Chyba... infekcja zaczyna robić swoje, ja nie chcę tu zostać, nie chcę tu być i nie chcę być zombie...
-Pomogę ci.
-Nie powinieneś mi dalej pomagać. Nie zrozum mnie źle... jestem ci wdzięczna za uratowanie mnie wtedy... ale chyba powinnam odejść...
-Mówię poważnie, pomogę ci.
-Nie chcę pomocy. Nie wiem czemu widziałam siebie w lustrze, ale taką... taką już zombie. Mówi do mnie cały czas, słyszę ją w głowie... Tak, wiem jak to brzmi, jakbym oszalała... ale mówi do mnie bez przerwy...
-Co mówi?
-Żebym zabiła coś, człowieka. Chce krwi...
-Aż tak szybko? Nie możliwe żebyś była w tak zaawansowanym stadium...
-Ile mi zostało czasu?
-Na przemianę? Jakieś dwa tygodnie. Słuchaj, zostaniesz tu, jeśli się przemienisz to nikogo tu nie skrzywdzisz jako zombie...
-Nie rozumiesz, że ona chce żebym pozabijała wszystkich tutaj w tym szpitalu?
Tak!
Zabij ich wszystkich!
Jest jedno miejsce... zaprowadzę cię tam.
Zabijesz wszystkich.
I ten przeraźliwy śmiech.
-Ja nie chcę tego słyszeć...
-Jak to wszystkich w szpitalu?
-Mówi, że jest jedno miejsce... że mnie tam zaprowadzi...
-Skąd... a z resztą... trzeba ci pomóc.
-Potrzebujesz mnie do badań, prawda? Nie chcesz mi pomóc.
Spojrzał na mnie zaskoczony. Wzruszył ramionami.
-Dobra, to prawda. Potrzebuję lekarstwa. A ty jesteś pod ręką.
-Już wolę stąd iść.
-Co ci szkodzi?
-Bo jeszcze nie wszystko stracone! Można to cofnąć! Jest jakiś sposób!
-Niby jaki?!
-To wydaje się absurdalne i nierealne ale... moja przyjaciółka zakochała się kiedyś w zombie. Nie był do końca zombiakiem, był w połowie. Nie mówił, żywił się mózgami. 3/4 zombie. Ale... Kiedy Sarah, moja przyjaciółka, poznała go, zobaczyła, że z każdą chwilą on staje się człowiekiem, serce mu zaczyna bić, zaczyna mówić, zmieniać się. Jego rany przedśmiertne same się goiły... jakby nowo narodzony. Tak, widzę twoją minę, wiem co sobie myślisz. Głupi nic nie warty człowiek który nie ma pojęcia o przemianach, ale ja w to wierzę. Wierze, że uczucia zmieniają zombie... niektórych. Ja postaram się pomyśleć jaki może być ratunek dla mnie ale nie chcę być królikiem doświadczalnym. Jest jeszcze nadzieja na odratowanie zombie, ludzie w SB (Strefa Bezpieczna) nie wierzą. Dlatego zabijają a naukowcy szukają antidotum bo taki mają nakaz... nie mają nadziei. Dziękuję za wszystko, bardzo dziękuję, ale myślę, że używanie mnie do eksperymentów... a z resztą... Nie ważne.
-Przemyśl to chociaż.
-Przemyśleć to, żebyś na mnie eksperymentował? - parsknęłam i wróciłam do izolatki.
Tak, miałam wyjść. Może eksperymentowanie nie jest najgorszym pomysłem...? Zaczynałam szaleć, widziałam siebie jako zombie. Będę ją nazywać R.Z. (Rosalie Zombie). Tak... może być... Nic mi innego chyba nie pozostanie, zdążę się zmienić w zombiaka zanim Ruvik skombinuje lekarstwo. A jeśli nawet nie użyje go na mnie. Wiem to. Jestem tego pewna. Więc... co mi pozostaje...?
Zabić.
Szukaj mózgów.
Zmienisz się szybciej.
Pomogę ci.
ZABIJ. ZABIJ. ZABIJ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz